Po III Grand Prix Koła (3 maja 2012r.) pozostał wielki niedosyt... Zamiast cieszyć się ze zwycięstwa długo ubolewałem nad zerwanym leszczem, który dałby zwycięstwo.. W czasie trzygodzinnej tury puściłem 3 ryby. Na samym początku praktycznie "pod nogami" spina się leszcz, ale mniejszy od tego wspomnianego wcześniej. Po dwóch godzinach łowienia i donęceniu z kubka mam ładne uderzenie, jak się okazuje jest to leszcz. Nie trwało to długo, pokazał się na wprost, odjazd na stanowisko kolegi z lewej, najpierw pokazał się pod powierzchnią, obrócił w odbijającym się słońcu, co pozwoliło go koledze ocenić na jakieś 2kg, po czym postanowił odpłynąć.. Nerwy, rozczarowanie i nadzieja, że w zanęcie stoją koledzy i koleżanki z tego samego rocznika.. Niestety, na nic zdały się wszelkie zabiegi mające na celu zacięcie czegoś większego.. Po 3 godzinach miałem 275gr. co wystarczyło na 7 lokatę.. Jeszcze przed samym końcem przy cofaniu tyczki spiął się okoń na jakieś 150 punktów, co dałoby ostatecznie 5 lokatę.. Wielki zawód i rozpamiętywanie - aż do wczoraj.. Pada decyzja "Jutro rano jadę dobrać się do tych leszczy na Zajączek". Przygotowuje "mięsko", by było w dobrej kondycji, dopieszczenie zanęty i apetyt coraz większy na wielkie wędkowanie. W międzyczasie udaje namówić się brata i dzisiaj o 7:15 jesteśmy na łowisku. Spotykamy przyjaciół z naszego GPK - Państwa Arabuckich. Dowiadujemy się, że po 1,5h łowienia nie było nawet brania... Nie wróży to dobrze.. Mimo wszystko rozstawiamy sprzęt, pzygotowujemy zanętę i kilka minut po 9 bierzemy się do łowienia.. Na samym początku u mnie meldują się dwa ładne okonie, poprawiam płocią i dzieje się to na co czekałem (może nie do końca, ale o tym zaraz).. Spławik znika pod wodą.. Zacinam.. Zaczep? Nie, to przecież niemożliwe... Zwłaszcza, że zaczepy nie wyrywają tyczki z rąk, co miało miejsce po kilku sekundach.. Odjazd na wprost, niesamowite szarpanie.. Po chwili zmiana kierunku... Teraz coś przeciąga moją tyczkę w lewo.. Amortyzator 0,9 w 2el. wyjeżdża na 5-6 metrów, to niebezpieczna granica.. i Zaraz może być po wszystkim.. Tak też się stało.. Przypon nie wytrzymuje.. Ryba robi zamieszanie pod powierzchnią i znika... Nie wiem co to... Duuużyy leszcz? Może karp? Tego już się nie dowiemy... Brania ustały, doławiam dwa okonie i cisza.. Donęcam z kubka, doklejony jokers, troszkę zanęty w czystej postaci i coś zaczyna się dziać.. Łowię grube płocie, przeplatając mniejszymi, a po kilkunastu minutach wyciągam leszcza, około kilograma.. Walczy niesamowicie, jak się okazuję zaczepia się dość niestandardowo bo za płetwę na brzuchu.. Robi spore zamieszanie w polu nęcenia i znowu czekanie... Kilka wyjazdów kubeczkiem, tym razem ani jokers ani zanęta... Strzał w dziesiątkę! W podbieraku lądują grubiutkie płocie, jedna po drugiej.. Ale to nie wszystko.. Zacinam leszcza, podciągam pod powierzchnię, łapię powietrza i posłusznie zmierza ku podbierakowi.. Jak się okazuje nie jest on przypadkowy.. W ciągu 15 minut wyciągam 3 sztuki... Każdy ponad kilogram. Leszcze odpływają, a ja doławiam systematycznie płocie, wyjazd... 30 sekund... delikatne przytopienie... czekam... 1.. 2.. 3... Jest! Trafiają się też przestrzelone brania... Brat zaczyna łowić... kilka wyjazdów kubkiem daje efekt, wchodzą ładne płocie i karpik 33cm... Powoli będziemy kończyć... Wyciągam jeszcze leszcza, 3-4 płotki i zaczynamy pakowanie sprzętu... Znosimy kosze, tyczki i resztę sprzętu do samochodów, bierzemy wagę i wracamy na stanowiska... Najpierw siatkę wyjmuje brat... Waga wskazuje 3685g... Całkiem niezły wynik... Ja w siatce mam 5 leszczy, sporo grubej płoci i kilka okoni... Dawno nie wyciągałem tak cięzkiej siatki... Ku naszemu zdziwieniu 9235g. Mała sesja zdjęciowa i ryby wracają do wody.. To był naprawdę dobry dzień... Teraz należy zrobić wszystko, by wyniki powtórzyć w kolejnej eliminacji Grand Prix i dopisać jak najmniej "oczek" do klasyfikacji.
Dziękujemy panie Janku;) Teraz mam dwa tygodnie przerwy w łowieniu, aż do IV GPK.. Nie wiem jak to wytrzymam i czy w ogole wytrzymam, ale pewne jest, że widzimy się na zawodach;)
Załóżcie Bloga !! I blogujcie !! Z takimi opisami macie szanse na dużą popularność... Co do treningu i wyników i zawodów oraz wyników - to całkiem dwie różne kwestie. Brak stresu, brak łowiących obok i brak nęcenia kulami w trakcie łowienia powoduje to, że wyniki są diametralnie różne od tych osiąganych na zawodach... Ale mimo wszystko wyniki robią wrażenie !!
Po III Grand Prix Koła (3 maja 2012r.) pozostał wielki niedosyt... Zamiast cieszyć się ze zwycięstwa długo ubolewałem nad zerwanym leszczem, który dałby zwycięstwo.. W czasie trzygodzinnej tury puściłem 3 ryby. Na samym początku praktycznie "pod nogami" spina się leszcz, ale mniejszy od tego wspomnianego wcześniej. Po dwóch godzinach łowienia i donęceniu z kubka mam ładne uderzenie, jak się okazuje jest to leszcz. Nie trwało to długo, pokazał się na wprost, odjazd na stanowisko kolegi z lewej, najpierw pokazał się pod powierzchnią, obrócił w odbijającym się słońcu, co pozwoliło go koledze ocenić na jakieś 2kg, po czym postanowił odpłynąć.. Nerwy, rozczarowanie i nadzieja, że w zanęcie stoją koledzy i koleżanki z tego samego rocznika.. Niestety, na nic zdały się wszelkie zabiegi mające na celu zacięcie czegoś większego.. Po 3 godzinach miałem 275gr. co wystarczyło na 7 lokatę.. Jeszcze przed samym końcem przy cofaniu tyczki spiął się okoń na jakieś 150 punktów, co dałoby ostatecznie 5 lokatę..
Wielki zawód i rozpamiętywanie - aż do wczoraj.. Pada decyzja "Jutro rano jadę dobrać się do tych leszczy na Zajączek". Przygotowuje "mięsko", by było w dobrej kondycji, dopieszczenie zanęty i apetyt coraz większy na wielkie wędkowanie. W międzyczasie udaje namówić się brata i dzisiaj o 7:15 jesteśmy na łowisku. Spotykamy przyjaciół z naszego GPK - Państwa Arabuckich. Dowiadujemy się, że po 1,5h łowienia nie było nawet brania... Nie wróży to dobrze.. Mimo wszystko rozstawiamy sprzęt, pzygotowujemy zanętę i kilka minut po 9 bierzemy się do łowienia.. Na samym początku u mnie meldują się dwa ładne okonie, poprawiam płocią i dzieje się to na co czekałem (może nie do końca, ale o tym zaraz).. Spławik znika pod wodą.. Zacinam.. Zaczep? Nie, to przecież niemożliwe... Zwłaszcza, że zaczepy nie wyrywają tyczki z rąk, co miało miejsce po kilku sekundach.. Odjazd na wprost, niesamowite szarpanie.. Po chwili zmiana kierunku... Teraz coś przeciąga moją tyczkę w lewo.. Amortyzator 0,9 w 2el. wyjeżdża na 5-6 metrów, to niebezpieczna granica.. i Zaraz może być po wszystkim.. Tak też się stało.. Przypon nie wytrzymuje.. Ryba robi zamieszanie pod powierzchnią i znika... Nie wiem co to... Duuużyy leszcz? Może karp? Tego już się nie dowiemy... Brania ustały, doławiam dwa okonie i cisza.. Donęcam z kubka, doklejony jokers, troszkę zanęty w czystej postaci i coś zaczyna się dziać.. Łowię grube płocie, przeplatając mniejszymi, a po kilkunastu minutach wyciągam leszcza, około kilograma.. Walczy niesamowicie, jak się okazuję zaczepia się dość niestandardowo bo za płetwę na brzuchu.. Robi spore zamieszanie w polu nęcenia i znowu czekanie... Kilka wyjazdów kubeczkiem, tym razem ani jokers ani zanęta... Strzał w dziesiątkę! W podbieraku lądują grubiutkie płocie, jedna po drugiej.. Ale to nie wszystko.. Zacinam leszcza, podciągam pod powierzchnię, łapię powietrza i posłusznie zmierza ku podbierakowi.. Jak się okazuje nie jest on przypadkowy.. W ciągu 15 minut wyciągam 3 sztuki... Każdy ponad kilogram. Leszcze odpływają, a ja doławiam systematycznie płocie, wyjazd... 30 sekund... delikatne przytopienie... czekam... 1.. 2.. 3... Jest! Trafiają się też przestrzelone brania... Brat zaczyna łowić... kilka wyjazdów kubkiem daje efekt, wchodzą ładne płocie i karpik 33cm... Powoli będziemy kończyć... Wyciągam jeszcze leszcza, 3-4 płotki i zaczynamy pakowanie sprzętu... Znosimy kosze, tyczki i resztę sprzętu do samochodów, bierzemy wagę i wracamy na stanowiska... Najpierw siatkę wyjmuje brat... Waga wskazuje 3685g... Całkiem niezły wynik... Ja w siatce mam 5 leszczy, sporo grubej płoci i kilka okoni... Dawno nie wyciągałem tak cięzkiej siatki... Ku naszemu zdziwieniu 9235g. Mała sesja zdjęciowa i ryby wracają do wody.. To był naprawdę dobry dzień...
Teraz należy zrobić wszystko, by wyniki powtórzyć w kolejnej eliminacji Grand Prix i dopisać jak najmniej "oczek" do klasyfikacji.
Gratulacje. Jestem pełen podziwu. Bardzo żałuję, że nie mogłem przyjechać na godzinę trzynastą tak jak planowałem.
Życzę powtórzenia wyniku na zawodach okręgowych
Pozdrawiam
Janek
Dziękujemy panie Janku;) Teraz mam dwa tygodnie przerwy w łowieniu, aż do IV GPK.. Nie wiem jak to wytrzymam i czy w ogole wytrzymam, ale pewne jest, że widzimy się na zawodach;)
Pozdrawiam
Załóżcie Bloga !! I blogujcie !! Z takimi opisami macie szanse na dużą popularność... Co do treningu i wyników i zawodów oraz wyników - to całkiem dwie różne kwestie. Brak stresu, brak łowiących obok i brak nęcenia kulami w trakcie łowienia powoduje to, że wyniki są diametralnie różne od tych osiąganych na zawodach... Ale mimo wszystko wyniki robią wrażenie !!