Reklama
  • nowak-rafal2013-05-24 22:28:12

    Dam wam kilka sposobów na karpia.
    Wędkarze mieszkający w pobliżu dużych skupisk wód karpiowych często „chorują"  na  swoiste rozdwojenie jaźni. Nie ma co się dziwić, bo trudno się zdecydować  na  tę jedną, konkretną wodę, kiedy w zasięgu ręki mamy ich kilka czy kilkanaście. No i wtedy zaczyna się próbowanie kilku łowisk naraz, nęcenie w kilkunastu miejscach itp. W rezultacie zazwyczaj do niczego to nie prowadzi. Owszem, możemy zmieniać łowiska, przecież to naturalne, ale jednemu, podstawowemu powinniśmy poświęcić szczególną uwagę, uznając je za najważniejsze przez co najmniej jedną porę roku (np. wiosnę).



    Aby w wodę dobrze się „wstrzelić", a więc ją poznać, mieć czas  na  przygotowanie łowiska, zanęcenie, potrzeba czasu. Jeżeli doszliśmy do przekonania, że łowisko odwiedzają karpie, to nie moż na  się zrażać brakiem brań podczas pierwszych wypraw. Jeżeli ryba jest, to wcześniej czy później zacznie żerować. Całą uwagę skupiamy wówczas  na  odpowiednim podaniu przynęty/zanęty oraz wybraniu właściwego zestawu.
    W innej sytuacji znajdują się wędkarze, mający w okolicach zamieszkania tylko jedną wodę. To determinuje taktykę, niejako automatycznie wskazując łowisko. Jest to pewne ograniczenie, ale jednocześnie handikap, gdyż nie rozprasza uwagi. Myśli kar-piarza nie błądzą po różnych wodach ( na  zasadzie „a może dzisiaj gdzie indziej byłoby lepiej"), a koncentrują się  na  jednej.



    Bywają również tacy, którzy wybierają się setki kilometrów w poszukiwaniu karpi. Jeżeli nie mają  na  to odpowiednio dużo czasu (co najmniej kilka dni), taka wyprawa jest zgoła nonsensowna. Wszystkim początkującym, a także tym, którzy chcą mieć regularne wyniki, radzę nie tracić czasu, wysiłku i pieniędzy, a skoncentrować się  na najbliższej karpiowej wodzie.

    Na  co się jednak zdecydować, mając do wyboru różnej wielkości wody. Odpowiedź nie jest łatwa.  Na  początku sezonu, a więc już w marcu, kiedy w ciepłe i słoneczne dni temperatura wody szybko wzrasta, łowiskami gdzie najłatwiej będzie spotkać karpie są wszelkie wypłycenia. Nieważ na  więc jest wielkość wody. Liczy się znajomość łowiska i możliwość wybrania do zasiadki takiego właśnie płytkiego miejsca: podwodnej górki, zatoki, znajdującej się w zasięgu rzutu wyspy, zalanych łąk w zbiornikach zaporowych.



    Jeśli w małych, kilku czy kilkunasto hektarowych zbiornikach jest dużo większe prawdopodobieństwo namierzenia karpi niż w wielkich wodach, to wcale nie oznacza, że właśnie tam wyniki będą najlepsze. W naturalnych, głębokich wodach, a także większości wyrobisk karpie pozostają jeszcze w uśpieniu, żerując bardzo chimerycznie. W małych, płytkich zbiornikach karpie występować będą raczej regularnie i to takie właśnie zdają się być najlepsze  na wczesnowiosenne połowy, obok zbiorników zaporowych. Wiosną najpłytsze partie tych ostatnich stają się miejscami wzmożonej aktywności wszelakich karpiowatych. Większość cyprinusów podąża w takie miejsca z całego zbiornika, nie tylko ze względu  na  panującą tam wyższą temperaturę wody, ale często również w pogoni za... stadami trących się leszczy. Ikra to przecież jeden z największych przysmaków karpi. Jeżeli więc zlokalizujemy stado leszczy, możemy być niemal pewni, że w pobliżu będą również karpie. Z tego samego powodu najlepszą wczesnowiosenną przynętą są kulki  na  bazie mączki rybnej.



    Wybraliśmy już wodę, wiemy ,że w pobliżu kręcą się karpie. Co dalej? Przede wszystkim wybieramy miejsca  na zasiadkę. Napisałem w liczbie mnogiej, gdyż zawsze warto przygotować dwa stanowiska. Podstawowe oraz zapasowe, bądź też dwa równorzędne. Dwa miejsca (oba nęcimy w równym stopniu) nie powinny być zbyt daleko od siebie oddalone, zapewniać kontakt wzrokowy, tak aby łowiąc w jednym, móc widzieć co dzieje się w drugim.
    Wczesnowiosenne nęcenie nie może być zbyt obfite. W tym okresie raczej rezygnuję z ziaren i skupiam się wyłącznie  na  kulkach o bazie rybnej i minimalnych dawkach atraktorów owocowych (Sweet Mango), morskich (Monster Crab) bądź specjalnych (Spi-cy Wer Sausage). Zanętę dawkuję raczej oszczędnie (pół kilograma dziennie), natomiast regularnie i w małych średnicach (14 mm).



    Ważnym aspektem, o którym nie powinniśmy zapominać, jest zestaw. Ponieważ dno jeszcze nie jest pokryte roślinnością, wybieram zestaw tonący, który  na  dnie będzie się prezentował naturalnie. Ponieważ przynętą są kulki o średnicy takiej jak zanętowe lub niewiele większej (do 16 mm), wybieram haczyk o wielkości 6, najwyżej 4. Zestaw włosowy najprostszy z możliwych, czyli tonąca plecionka przypo-nowa (np. Merlin Krystona) długości 20 cm, ciężarek do 80 g i żyłka główna 0,30-0,35 (ostatnio używam Synergy Sufixa).



Reklama
Reklama