Witam wszystkich! Koledzy, czy możecie powiedzieć mi jak przygotowujecie swoje zanęty? Rozmawiając z jednym "wyczynowcem" i czytając pewne forum dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy. Mianowicie: - zanęty po 5zł/kg to g***o, syf i zmiotki z podłogi i nadają się tylko na dzikie łowiska bez presji wędkarskiej. - zanęty zza granicy są o wiele lepsze od tych krajowych. - aby złowić kilkadziesiąt płotek czy leszczyków należy zmieszać 5kg jokersa z 2kg gliny i 4kg różnych dodatków(makuchy, konopie, różne ziarna, atraktory).
Czy uważacie, że to jest normalne? Wiadomo, że zanęta za 20zł/kg będzie miała lepsze składniki, będą one lepiej dobrane i w ogóle, ale bez przesady... Siedzi zawodnik koło zawodnika, jeden nęci tym, drugi czym innym - jak ta ryba ma nie zgłupieć? Poza tym ile tych ryb musiałoby być w zbiorniku, żeby zeżreć to wszystko co wsypią do wody w ciągu kilku godzin? ;x
No cóż, zadałeś kilka pytań. Post bez składu i ładu więc tez odpowiem w tym tonie. Odpowiadam na pierwsze pytanie: Zanętę przygotowuje tak, że mieszam ją z wodą, odstawiam, a potem przecieram przez sito raz lub dwa. Odp. na drugie: Uważam, że jest to normalne w wędkarstwie wyczynowym. Odp. 3: Niestety na temat głupoty ryb nic mi nie wiadomo, chociaż moja złota rybka w akwarium nie jest zbyt inteligentna, ale może to tylko taki okaz. Odp. 4: Zależy jakich ryb i czym nęcimy. Jeśli w łowisku występują karpie i amury, to wsuną wszystko. Oczywiście ważnym czynnikiem jest również temperatura wody.
Jeżeli ten brak ładu w moim poście tak bardzo Cię raził to podwójnie doceniam Twoje zainteresowanie, wiem, że czytanie czegoś takiego przysporzyło Ci wiele nerwów. Przełamałeś się. Naprawdę chylę czoła.
Nie wiem, może to różnice językowe wynikające z faktu, iż zamieszkujemy inne regiony naszego kraju, albowiem u mnie - na Śląsku - słowo "zgłupieć" oznacza coś innego. Nie chodzi tu o nagłe zmniejszenie ilorazu inteligencji, ale o... doznanie szoku, o dezorientację - w ten sposób. Wyobraź sobie, że jesteś taką rybą - ot masz płetwy, łuski, oczy sztuk dwie - nie studiujesz hydrologii tylko pływasz beztrosko w wodzie. Podpływasz do brzegu a tam 20 kup (słowo pasuje) różnego rodzaju zanęt. Ot tutaj ochotka, tam jakieś odpadki piekarnicze, tam wręcz piernik - co robisz? Odpływasz, bo wydaje Ci się to podejrzane ;)
Skoro ten karp zassie wszystko to czemu oni łowią płoteczki? Pomijając fakt, że jakby podszedł im karpik to te ich baciki za 600zł sztuka poszłyby w p... w cholerę by poszły ;)
Mówiąc krótko - przerost formy nad treścią i brak rozsądku i umiaru.
Co do złotej rybki - cóż, jest jedno powiedzenie pasujące do tej sytuacji, ale dam se siana - jak przystało na dobrego osła ;)
na cały dzień łowienia używam 300g kukurydzy i 100g pęczaku do tego dochodzi 1/4 kg zanęty tak zrobionej że po wrzucie robi się smuga... A na zawody nie chodze bo nie lubię szumu nad wodą i jeszcze te kilogramy zanęty wrzucane... nie to nie do mnie!!
Też nie schodzi mi tego więcej jak puszka kukurydzy i 1/4 - 1/3 kg zanęty - na wyniki nie narzekam, ale wiadomo - to by było nieprofesjonalne ;) Ponadto używanie małych ilości stosunkowo niedrogiej zanęty i dodatków może dać "zły" przykład potencjalnym klientom.
Witam poruszyliście ciekawy temat . Te ilości są do bani . Moim skromnym zdaniem 1 kg zanęty na zawody starczy pod warunkiem że go od podstaw sami upichcimy . A tak naprawdę to zawody powinny być bezzanętowe i wtedy by się okazało kto jest prawdziwym łowcą a kto blefuje ukrywając się za kasą . Pozdrawiam .
Moim zdaniem takie ilości i taki skład zanęty to czyste... placebo - autosugestia! Przecież ryba nie ma możliwości sprawdzenia czy dana zanęta jest zdrowa, pełnowartościowa, posiada stosowne - potrzebne jej witaminy itp Ryba żre to co jej smakuje, to co ładnie pachnie i to co ładnie wygląda. Rybę wabi zapach, smuga i ruch ochotki czy tam pinki. No chyba, że w skład zanęty wchodzą różnego rodzaju środki na pobudzenie apetytu - ale to jest moim zdaniem nieetyczne. To samo jest z kulkami proteinowymi! Ja tam łowiłem albo na TB albo na jakieś takie "noname" w syropie, nęciłem "kukurydzą w panierce zanętowej" w ilościach niewielkich(1puszka na zasiadkę 8godzinną) i miałem efekty.
Indywidualna zasiadka a zawody to dwie oddzielne sprawy . Profesjonalna zanęta ma właśnie takie zadanie aby ściągnąć jak najwięcej białorybu na stanowisko i go tam przytrzymać . Do tego są potrzebne świeże składniki . Wystarczy śito 3 mm i zanęta nawet ta za 10 zł aby się przekonać co tam jest .Naprawde ciekawe rzeczy ,sznurki ,papiery .mysie bubki , zbitki pleśni itd
Jakby nikt nie nęcił to nie było by reklamy, nie byłoby popytu na te badziewia.
Czapeczka z daszkiem i logiem Dragona też lepiej chroni przed słońcem niż patrolówka, nie? :) Kurtka z logiem Sensasa ma +10 do ochrony przed wiatrem, a najnormalniejszy flyers nie :( Karpiowy papier toaletowy foxa (koniecznie!) ma lepsze właściwości "ścierne" niż taki zwykły, szary :)
Zawody bezzanętowe przydałyby się naszym wodom bardziej niż c&r, ale do tego jeszcze nam daleko. Jednak zanęty to kasa i to nielicha, a jak powszechnie wiadomo kasa może zniszczyć wszystko co piękne ;) Mnie tam łowi się lepiej tam gdzie ryba nie jest karmiona, wystarczy zabrać ze sobą kilka pudełeczek z różnymi przynętami i próbować - jak nie to to co innego, a jak już trafimy w rybie gusta to jest pięknie. Natomiast tam, gdzie leżą tony zanęty o rybkę ciężko. Dlatego wędkarz zmuszony jest łazić po krzakach niczym partyzant i szukać jakiejś dzikiej - niekoniecznie wygodnej - miejscówki.
Toteż podam przykład mojej ostatniej wyprawy na Świerklaniec. Ojciec poszedł na najpopularniejszą miejscówkę, gdzie - w sezonie - ciężko kija wsadzić, ale dostęp jest bezproblemowy. Ja udałem się na poszukiwanie lepszej miejscówki. Brodziłem po j... po pas w bagnie, pokaleczyłem i poparzyłem się solidnie, ale jak już doszedłem nad wodę to było prawdziwe eldorado. Leszcze takie, że takich karpi tam nie widzieli. Branie piękne, ryby piękne. Niestety nie było gdzie postawić stołeczka, stałem po kostki w błocie, otoczony - piękną - roślinnością. Fakt - ryby brały, ale co z tego, jak komary wygoniły mnie po nieco ponad godzinie wędkowania. Cały umorusany, z upierdzielonym sprzętem (pokrowiec, torby, stołeczek), pogryziony i - nieco - wkurzony wróciłem do ojca. Zapytałem jak bierze, usłyszałem "wcale" i nikt w sąsiedztwie nie miał żadnych efektów. A tak dobrze i dużo nęcili...
Tak czytam wasze odpowiedzi i widze z niedowierzaniem ile trzeba wydać na zanętę... ja kupuje od Gutkiewicza 2,5 kg leszczowej za 9 złotych i mieszam z bułką tartą w ilościach pół na pół, czyli za kg zanęty płacę 1,80 zł... dodam że ta bułka jest od taty z baru więc mam ją za darmo... pozdr
Nie wiem czy wiesz, ale prawdziwy zawodowiec nie używa nic darmowego :x Darmowa bułka tarta jest - rzecz jasna - mniej skuteczna niż ta kupna. Cena wyznacza jakość.
;) no pewnie!! t.j. kukurydza ze sklepu wędkarskiego w cenie nie wiem jakiej, ale na pewno dużej jest lepsza od sklepowej... a tak na serio to nie wiem po co kukurydze kupować tak drogo jak wystarczy zwykłą wzbogacić o jakiś zapach np. waniliowy... pozdr
Jak mam dostęp do normalnej świeżej kuku to wrzucam do pojemniczka czy jakiegoś słoiczka i zalewam aromatem do ciasta albo czymś ładnie pachnącym co mam akurat pod ręką :)
PS. Dzisiaj kupiłem "dopalacz" Ownera do trupków, żywców i przynęt spinningowych - śmierdzi jak zdechła kukurydza albo biegający groszek konserwowy ;d
Człowiek przy człowieku na wybetonowanym brzegu zbiornika wodnego. Każdy ma wiadro smakołyków, po dwa kije, wielkie oczekiwania i zmarszczone czoło od ciągłej zazdrości. W koło zero zieleni, woda ma kolor kakao, zamiast śpiewu słowików słychać gwar podekscytowanych fachowców wędkarstwa. Przecież za moment jeden drugiemu pokaże jak się łowi 10 centymetrowe płocie. Jest sygnał! Każdy łapie za wiadro i wali, wali, wali, wali smakołyki do wody. Szybko, głośno, w nerwach, bo nie ma czasu do stracenia. Teraz leją się atraktory, sypią deepy, na betonie pod nogami zawodników plamy rozlanych w pospiechu specyfików i "recept" na udane zawody. Ok każdy swoje 10 kilo smrodu utopił. Zaraz zacznie się łowienie, zaraz jeden z drugim pociśnie pierwszą płoć, zaraz da upust napięciu. I start! Zestawy już w wodzie. Jest branie! bycza płoć ok 12 cm. Jedna druga trzecia... sto dwudziesta piąta. Ale dalej szybko bo sąsiad też już ma ponad setkę. Gdyby któraś głupia płoć głębiej połknęła hak poszła by pod but aby nie tracić czasu na wyhaczanie. Taki zgiełk, chaos i rywalizacja ciągnie się już kilka godzin. W siatach masa drobnych rybek, część już śnięta. Woda z barwy kakao zmieniła się w kawę. Koniec!!!! Teraz liczenie sztuk i typowanie zwycięzcy. Już wszystko jasne. Pan X z 167 płotkami i 2 okoniami wygrywa zawody. Złowił aż o 3 sztuki więcej od pana Y który ma drugie miejsce. Na ostatnim 40 miejscu z 107 płociami uplasował się pan Z. Teraz Należy ryby wypuścić do wody bo to zawody w duchu C&R. Płotki wracają do wody i o dziwo ponad 30% odpływa. Teraz czas uczcić udane zawody. Otwierają się bagażniki polonezów i światło dzienne oglądają skrzynki z Wyborową. Picie śpiewanie, branie tego co najlepsze całym ryjem. Kilka godzin i impreza dalej trwa tylko, że picie teraz zakłóca rzyganie a nie śpiew. Pora kończyć zbierane są wraki ludzi do samochodów i cokolwiek śmiecie. Dzień zawodów zakończony. - Taką mam wizję zawodów:) dlatego nie biorę udziału:) Wracając to tematu na zawodach stosowana jest tylko profesjonalna zanęta.
Cena wyznacz jakość ciekawie ujęte. Nie jestem tu zbyt długo ale zaczyna mi się tu podobać . Fajnie że coraz częściej poruszamy temat o niestosowaniu zanęty .
kol. mateuszwos doskonale opisał na czym polegają zawody wędkarskie... Jeżeli są sumiki w stawie to takie 10 kilo jest zjadane w 10 minut... proszę sobie wyobrazić ile tego syfu wrzucają u mnie... ale nie powiem taki sumik nażarty zanęty waży 2 rzy więcej niż nie nęcony
Po prostu nie warto... Już lepiej niech się zajmą "wędkarstwem" rzutowym... Choć takiej reklamy nie będzie i kto będzie kupował zanęty po 20zł/0,5kg? Dzisiaj oglądałem jedną taką, nazwa jakaś "Sensas cośtam cośtam płoć extra big powyżej 10cm jeżeli dodasz 63 inne produkty Sensasa cośtam cośtam", 18zł za niewielką paczkę. Odżałowałem se tej zanęty, kupiłem zwykłą - 6zł dałem - i dwa piwa :)
Hehe, zaczekam. Zaczekam spokojnie, bo i bez GHOSTMIRA jak widzę, mozna sobie skakać do oczu. Niebawem sobie skoczycie z pazurami do ślepi, a jak nie skoczycie, to przyjdzę i Was dobiję. Narazie się fajnie rozwija temat.
Czytam i widzę, że większość osób albo nie startowała nigdy w zawodach albo nie ma pojęcia jak się odbywają albo u nich w kołach odbywają się w sposób jaki opisał mateuszwos. pisaq piszesz, że zawodnicy dodają 5 kg jockersa do 2 kg ziemi. Rozgrywanie jakichkolwiek zawodów wędkarskich regulują zasady organizacji sportu wędkarskiego, które określają czym, na co i ile. I tak zawodnik wędkuję jedną wedką ( nie dwoma jak pisze mateuszwos) a ilość zanęty można użyć do 17 litrów na zawodnika. Musi ona już być nawilżona, nie ubita razem z dodatkami czyli ziemia itp. To jest takie średnie wiadro wędkarskie. Natomiast zanęta pochodzenia zwierzęcego max 2,5 litra na zawodnika w tym max 1 litr ochotki (nie 5 kg jak pisze pisaq). Myślę, że i to za duże ilości ale pomyślałem, że muszę przedstawić wiarygodne informacje. Wracając do opisu zawodów przez mateuszawos. Dobrze, że dopisałeś, że to twoja wizja zawodów bo bym pomyślał, że w twoim kole są takie zawody. Staruję i startowałem w wielu zawodach ale powiem szczerze, że takich zawodów jak opisał mateusz nigdy nie widziałem. Owszem zawody kończą się poczęstunkiem ( kiełbaska, kaszaneczka lub jakiś żurek może po piwku) ale nie libacją. Wracając do tematu zanęty. Owszem i ja używam zanęt droższych, gdyż składniki w niej zawarte są lepszej jakości i lepiej przygotowane (tj wyprażone itp). Po jej przetarciu przez sito widać jak pracuje w wodzie. Dzisiaj byłem na rybach ze zwykłą zanętą Traper. I co. Jest tak jak już pisaliśmy na forum. Kupa śmieci (kawałki foli, jakieś twarde kawałki) zapakowana w kolorową torebkę. Reasumując moje zdanie jest takie, że ryby podchodzą do lepszej zanęty tak jak człowiek do np. chleba ze smalcem lub ziemniaczków z kotlecikiem i suróweczką. Mnie to nie robi różnicy bo też lubię dobry smalec ale to przenośnia. Używa się zdecydowanie za dużo zanęt na zawodach ale jestem przeciwny aby ich nie było w ogóle. Pozdrawiam.
Podałeś mi na tacy bardzo, ale to bardzo interesujący materiał. Jest w nim wiele interesujących danych. Można oczywiście potraktować ten materiał jako doskonałe w formie zobrazowanie problemu, ale........
Nie do końca jestem skłonny przyjąć do wiadomości pewne płynące z tegoż wiadomości.
Faktem pozostaje to, że najwiekszy udział w eutrofizacji zbiorników wodnych, mają ludzie, zarówno zażywający rekreacji w rozumieniu kąpieli, jak i wędkarze.
Ale o tym wiedziałem juz dawno, wnioskując z własnych obserwacji, a to opracowanie upewniło mnie tylko w moich osądach.
Wiem, że rzeczony materiał został opracowany na losowo wybranej grupie przedstwicieli grona wedkarskiego i nie moze on być do końca, bezkrytycznie wiarygodny, choc mniemam, że wyniki tych sondarzy i obliczeń, mogą być zbliżone do stanu faktycznego.
Nie podobaja mi się tylko pewne uzurpowane w owym materiale racje, które zostały przedstawione w sposób bardzo ogólnikowy i..... zbyt statystyczny.
Przypomina to przysłowiowe powiedzenie, że statystycznie to ja i mój pies, mamy po trzy nogi. Wniosek ten osadzony jest przyczynowo w sposobie opisywania problemu. Czytamy, że pewna określona ilość zanęty, jest wprowadzana do wody w określonym czasie, przez okresloną liczbę wędkujących. Jest to nieco błędne, ponieważ nie mozna w zadnym wypadku myśleć w podobny sposób. Juz tłumaczę dlaczego.
Statystycznie wszystko się zgadza, ale określona ilość zanęt, nie trafia do wody w opisanym czasie. Mam na myśli fakt, że czas określono na rok kalendarzowy, czyli brano pod uwagę 365 dni. Nie odpowiada to prawdzie, ponieważ wędkarz nie siedzi nad wodą przez cały rok i nie wrzuca do wody określonych kilogramów dziennie. Zachodzi zatem konieczność uwzględnienia rzeczywistych dni spedzanych przez statystycznego wedkarza na łowiskach, czyli otrzymamy wynik dalece rózniący się od tego opisanego w rzeczonym opracowaniu. Nagle okaże sie, ze wedkarz wrzuca w ciągu dnia 3, 4 a nawet 5 kilogramów.
Nie muszę chyba Koledze tłumaczyć, co bedzie się działo, kiedy większa grupa tych statystycznych wedkarzy, upodoba sobie jakiś określony zbiornik. Wtedy, mając na uwadze ilość wędkowań na tym zbiorniku, oraz liczbę wędkarzy odwiedzających łowisko, będziemy mieli obraz eutrofizacyjnego wpływu ich działalności. Ilość zanęty określona w Twoim dokumencie, będzie wtedy zupełnie inaczej oddziaływać na środowisko wodne, szczególnie jesli uwzględnimy, że może się wydarzyć sytuacja, kiedy znaczna liczba wędkujących z przykładowej grupy, skumuluje swoje wizyty na łowisku w podobnych okresach czasu. Przyjmujmy, ze bedą to weekendy. Wtedy dopiero nastąpi masowe zadawanie zanęt w krótkim czasie na określonej powierzchni.
Jak wtedy będzie się przedstawiać wpływ eutrofizacyjny na dany akwen?
Chyba nie bedziemy sie tutaj licytować, czy mam rację w tym przypadku, że statystyka odrobine zboczyła z kursu?
Natomias zgadzam sie w pełni z tezą postawiona w tym dokumencie, ze wraz z przekroczeniem progowej ilości zanety podawanej w określonym czasie, zaobserwujemy powolny spadek ilości brań, a po przekroczeniu pewnej dawki spadek ten będzi gwałtowny, az do zerowej ilosci łowionych ryb. To prawda, i to tez wiedziałem wczesniej, wnioskując z własnych obserwacji.
Nie ulega też wątpliwości końcowy wniosek zawarty w tym materiale, że najwiekszy wpływ na eutrofizacje wód, maja kapiący się i wędkarze. Co do kwestji zasług wędkarstwa dla ochrony wód , mam mieszane uczucia i na ten temat nie chcę dyskutować.
Pozostaje faktem, ze lektura była bardzo pouczająca i wciągająca. Pozwoliło mi to przemysleć kilka spraw, a wnioski które wyciągnąłem, opisałem tutaj, acz nie wszystkie. Część przemyśleń pozwole sobie zachować dla siebie, pośredni po to, by nie spowodować znowu jakiegoś konfliktu.
Jest to juz drugi ciekawy tekst, jaki miałem przyjemność przeczytać dzięki Kolegi aktywności na forum. Osobiście taki styl konwersacji odpowiada mi bardziej niz dotychczasowy.
sławomir66 - Wiem, że sa pewne regulacje w dziedzinie sportowego połowu ryb i wiem, że są regulaminy zawodów. Czy jednak wszędzie i zawsze są one przestrzegane, tego nie wiem. Natomiast nie ma takiej siły, która by mnie przekonała, że 17 litrów zanęty w kilka godzin, to normalna i zdrowa sytuacja. Wydaje mi się, że to lekko przesadzone ilosci.
Ostatnio miałem przykrą przygodę z uczestnikami zawodów na zbiorniku nr 008.
Było tam 50-ciu uczestników zawodów. Załózmy, ze w ciągu tych 4-5 godzin, kazdy z nich zużył 17 litrów zanety. To nam daje 850 litrów zanęty. Ta woda ma około 50 ha, moze mniej, bo sa to dwa oddzielne zbiorniki, a zawody odbywały sie na tym mniejszym. Czy zatem jest to normalne? Czy którykolwiek zawodnik zrobił sobie kiedys podobne obliczenia? A na jakim odcinku linii brzegowej odbywały się te zawody?
Są to sprawy, o których zawodnicy i organizatorzy imprez nie chcą nawet słyszeć. A jaki to ma wpływ na eutrofizację zbiornika? Strach pomyśleć.
Podonym sposobem została zabita woda z nr.601. Patrzyłem na jej smierć a potem na szukanie przyczyn, co powaliło mnie na kolana, bo stwierdzono, ze wine ponoszą mieszkańcy pobliskiej wsi. Ale na tej wodzie organizowano zawody nie tylko koła które tą wodą sie opiekuje, ale i innych kół z okregu. Imprezy sportowe były tam częste jak zmierzchy i poranki. Była to najrybniejsza woda w okręgu - śmiem twierdzić. Teraz nuda tam wione i choć sytuacja sie poprawia, to jest to proces powolny. A dlaczego sie poprawia, bo terz, kiedy woda ta umarła, amatorzy zawodów przeniesli się na inne zbiorniki, a woda 601 odetchneła z ulgą i zaczyna sie odradzać.
Oby juz nigdy nie zagościły tam rzesze sportowców i masowe imprezy. Najfajniejszą wodę wykończyli mi pod nosem.
Do wszystkiego trzeba podejść z głową kiedyś używałem zanęt przez siebie skomponowanych ,zajmowało to trochę czasu ale wiedziałem co wrzucam do wody.potem zacząłem używać kupnych do czasu aż znalazłem kilka ciastek i pieników w zanęcie do tego pierni bi ciastko było w czekoladzie a piernik z dżemem >Teraz znów wróciłem do własnej zanęty ,stosuje dużo ziaren i to świeżych >Co do ilości to pewnie wam podpadnę ale sypę dużo szczególnie,jak nęce karpia tak na zasiadkę idzie mi około 10lirów ziaren
Masz rację GHOSTMIR że ilość zanęt wrzucanych do wody jest zdecydowanie za duża. I może za jakiś czas znów nasze władze przejrzą na oczy i wprowadzą ograniczenia. Przecież dawniej jeszcze kilka lat wstecz dopuszczano do 25 litrów. Z drugiej strony PZW należy do CIPS - tj międzynarodowej organizacji wędkarskiej i tak przypuszczam bo nie wiem na pewno PZW musi respektować światowe przepisy. Podobnie jak PZPZ należąc do UEFA. Co do sprawdzania ilości zanęty na zawodach. W skład komisji sędziowskiej wchodzi komisja techniczna, która ma za zadanie sprawdzenie na bodaj 20 minut przed rozpoczęciem zawodów ilość przygotowanej zanęty. Jak to się ma na zawodach w kołach trudno mi powiedzieć natomiast już na zawodach okręgowych ( przynajmniej w moim) sprawdzają. Jak pisałem już wcześniej również uważam, że zawodnicy wrzucają za dużo.
10 litrów świeżych ziaren to wcale nie jest ilość duża, jeżeli mowa o zasiadce karpiowej. Do tego niestosowanie pieczywa też jest plusem. Jak pieczywo to w ilościach śladowych, tak aby ładnie popracowało i zbawiło jakąś rybkę. Ostatnio poznałem kolejny sekret nowoczesnego karpiowania! 30kg(!!) kulek domowej roboty. Ponoć ów kulki po 3 dniach całkowicie rozpuszczają się w wodzie! Ale czy - dosłownie - znikają czy zmieniają stan skupienia? Oto jest pytanie! Drugi, dość amatorski! Nęcić- bombardować łowisko ziemniakami i kukurydzą! O ile zastosowanie kukurydzy jestem w stanie pojąć, to tych ziemniaków nichuchu... przecież one gniją najszybciej...
Powtarzam - i będę powtarzał - najlepiej łowi się tam, gdzie ryba nie jest karmiona. I można złowić piękną rybę zakładając oliwkę na rurkę antysplątaniową ;)
Co do tej sprawy z oliwką, to sam kiedys tak łowiłem i były efekty. Jeśli zaś chodzi o ziemniaki, to musze Ci pisaku powiedzieć, że ziemniaki wcale nie są takie szkodliwe. Np. potasu zawierają bardzo sladowe ilości - w stosunku do zanet gotowych.
wupe niepleć trzy po trzy teoretyków nikt nie pyta liczą się sprawdzone zanęty więc nie zawracaj sobie glowy tym czego niewiesz co dzieje się w praktyce
Witam wszystkich!
Koledzy, czy możecie powiedzieć mi jak przygotowujecie swoje zanęty?
Rozmawiając z jednym "wyczynowcem" i czytając pewne forum dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy.
Mianowicie:
- zanęty po 5zł/kg to g***o, syf i zmiotki z podłogi i nadają się tylko na dzikie łowiska bez presji wędkarskiej.
- zanęty zza granicy są o wiele lepsze od tych krajowych.
- aby złowić kilkadziesiąt płotek czy leszczyków należy zmieszać 5kg jokersa z 2kg gliny i 4kg różnych dodatków(makuchy, konopie, różne ziarna, atraktory).
Czy uważacie, że to jest normalne?
Wiadomo, że zanęta za 20zł/kg będzie miała lepsze składniki, będą one lepiej dobrane i w ogóle, ale bez przesady...
Siedzi zawodnik koło zawodnika, jeden nęci tym, drugi czym innym - jak ta ryba ma nie zgłupieć? Poza tym ile tych ryb musiałoby być w zbiorniku, żeby zeżreć to wszystko co wsypią do wody w ciągu kilku godzin? ;x
No cóż, zadałeś kilka pytań. Post bez składu i ładu więc tez odpowiem w tym tonie. Odpowiadam na pierwsze pytanie:
Zanętę przygotowuje tak, że mieszam ją z wodą, odstawiam, a potem przecieram przez sito raz lub dwa.
Odp. na drugie: Uważam, że jest to normalne w wędkarstwie wyczynowym.
Odp. 3: Niestety na temat głupoty ryb nic mi nie wiadomo, chociaż moja złota rybka w akwarium nie jest zbyt inteligentna, ale może to tylko taki okaz.
Odp. 4: Zależy jakich ryb i czym nęcimy. Jeśli w łowisku występują karpie i amury, to wsuną wszystko. Oczywiście ważnym czynnikiem jest również temperatura wody.
Jeżeli ten brak ładu w moim poście tak bardzo Cię raził to podwójnie doceniam Twoje zainteresowanie, wiem, że czytanie czegoś takiego przysporzyło Ci wiele nerwów. Przełamałeś się. Naprawdę chylę czoła.
Nie wiem, może to różnice językowe wynikające z faktu, iż zamieszkujemy inne regiony naszego kraju, albowiem u mnie - na Śląsku - słowo "zgłupieć" oznacza coś innego. Nie chodzi tu o nagłe zmniejszenie ilorazu inteligencji, ale o... doznanie szoku, o dezorientację - w ten sposób.
Wyobraź sobie, że jesteś taką rybą - ot masz płetwy, łuski, oczy sztuk dwie - nie studiujesz hydrologii tylko pływasz beztrosko w wodzie. Podpływasz do brzegu a tam 20 kup (słowo pasuje) różnego rodzaju zanęt. Ot tutaj ochotka, tam jakieś odpadki piekarnicze, tam wręcz piernik - co robisz? Odpływasz, bo wydaje Ci się to podejrzane ;)
Skoro ten karp zassie wszystko to czemu oni łowią płoteczki? Pomijając fakt, że jakby podszedł im karpik to te ich baciki za 600zł sztuka poszłyby w p... w cholerę by poszły ;)
Mówiąc krótko - przerost formy nad treścią i brak rozsądku i umiaru.
Co do złotej rybki - cóż, jest jedno powiedzenie pasujące do tej sytuacji, ale dam se siana - jak przystało na dobrego osła ;)
na cały dzień łowienia używam 300g kukurydzy i 100g pęczaku do tego dochodzi 1/4 kg zanęty tak zrobionej że po wrzucie robi się smuga... A na zawody nie chodze bo nie lubię szumu nad wodą i jeszcze te kilogramy zanęty wrzucane... nie to nie do mnie!!
Też nie schodzi mi tego więcej jak puszka kukurydzy i 1/4 - 1/3 kg zanęty - na wyniki nie narzekam, ale wiadomo - to by było nieprofesjonalne ;)
Ponadto używanie małych ilości stosunkowo niedrogiej zanęty i dodatków może dać "zły" przykład potencjalnym klientom.
Witam poruszyliście ciekawy temat . Te ilości są do bani . Moim skromnym zdaniem 1 kg zanęty na zawody starczy pod warunkiem że go od podstaw sami upichcimy . A tak naprawdę to zawody powinny być bezzanętowe i wtedy by się okazało kto jest prawdziwym łowcą a kto blefuje ukrywając się za kasą . Pozdrawiam .
Moim zdaniem takie ilości i taki skład zanęty to czyste... placebo - autosugestia!
Przecież ryba nie ma możliwości sprawdzenia czy dana zanęta jest zdrowa, pełnowartościowa, posiada stosowne - potrzebne jej witaminy itp
Ryba żre to co jej smakuje, to co ładnie pachnie i to co ładnie wygląda. Rybę wabi zapach, smuga i ruch ochotki czy tam pinki.
No chyba, że w skład zanęty wchodzą różnego rodzaju środki na pobudzenie apetytu - ale to jest moim zdaniem nieetyczne.
To samo jest z kulkami proteinowymi! Ja tam łowiłem albo na TB albo na jakieś takie "noname" w syropie, nęciłem "kukurydzą w panierce zanętowej" w ilościach niewielkich(1puszka na zasiadkę 8godzinną) i miałem efekty.
Indywidualna zasiadka a zawody to dwie oddzielne sprawy . Profesjonalna zanęta ma właśnie takie zadanie aby ściągnąć jak najwięcej białorybu na stanowisko i go tam przytrzymać . Do tego są potrzebne świeże składniki . Wystarczy śito 3 mm i zanęta nawet ta za 10 zł aby się przekonać co tam jest .Naprawde ciekawe rzeczy ,sznurki ,papiery .mysie bubki , zbitki pleśni itd
pisaq a nie przyszło Ci do głowy, że jakby to rybom przeszkadzało, to by po prostu nikt nie nęcił na zawodach?
Jakby nikt nie nęcił to nie było by reklamy, nie byłoby popytu na te badziewia.
Czapeczka z daszkiem i logiem Dragona też lepiej chroni przed słońcem niż patrolówka, nie? :)
Kurtka z logiem Sensasa ma +10 do ochrony przed wiatrem, a najnormalniejszy flyers nie :(
Karpiowy papier toaletowy foxa (koniecznie!) ma lepsze właściwości "ścierne" niż taki zwykły, szary :)
Zawody bezzanętowe przydałyby się naszym wodom bardziej niż c&r, ale do tego jeszcze nam daleko. Jednak zanęty to kasa i to nielicha, a jak powszechnie wiadomo kasa może zniszczyć wszystko co piękne ;)
Mnie tam łowi się lepiej tam gdzie ryba nie jest karmiona, wystarczy zabrać ze sobą kilka pudełeczek z różnymi przynętami i próbować - jak nie to to co innego, a jak już trafimy w rybie gusta to jest pięknie. Natomiast tam, gdzie leżą tony zanęty o rybkę ciężko. Dlatego wędkarz zmuszony jest łazić po krzakach niczym partyzant i szukać jakiejś dzikiej - niekoniecznie wygodnej - miejscówki.
Toteż podam przykład mojej ostatniej wyprawy na Świerklaniec.
Ojciec poszedł na najpopularniejszą miejscówkę, gdzie - w sezonie - ciężko kija wsadzić, ale dostęp jest bezproblemowy. Ja udałem się na poszukiwanie lepszej miejscówki. Brodziłem po j... po pas w bagnie, pokaleczyłem i poparzyłem się solidnie, ale jak już doszedłem nad wodę to było prawdziwe eldorado. Leszcze takie, że takich karpi tam nie widzieli. Branie piękne, ryby piękne. Niestety nie było gdzie postawić stołeczka, stałem po kostki w błocie, otoczony - piękną - roślinnością. Fakt - ryby brały, ale co z tego, jak komary wygoniły mnie po nieco ponad godzinie wędkowania.
Cały umorusany, z upierdzielonym sprzętem (pokrowiec, torby, stołeczek), pogryziony i - nieco - wkurzony wróciłem do ojca. Zapytałem jak bierze, usłyszałem "wcale" i nikt w sąsiedztwie nie miał żadnych efektów.
A tak dobrze i dużo nęcili...
Widać mieli kiłową zanętę lub nieumiejętnie ją przygotowali.
W poprzednim poście chodziło mi o to że jakby rybom to przeszkadzało to zawodnicy by nic nie łowili.
Tak czytam wasze odpowiedzi i widze z niedowierzaniem ile trzeba wydać na zanętę... ja kupuje od Gutkiewicza 2,5 kg leszczowej za 9 złotych i mieszam z bułką tartą w ilościach pół na pół, czyli za kg zanęty płacę 1,80 zł... dodam że ta bułka jest od taty z baru więc mam ją za darmo... pozdr
Nie wiem czy wiesz, ale prawdziwy zawodowiec nie używa nic darmowego :x
Darmowa bułka tarta jest - rzecz jasna - mniej skuteczna niż ta kupna. Cena wyznacza jakość.
Dobre, nie? :p
;) no pewnie!! t.j. kukurydza ze sklepu wędkarskiego w cenie nie wiem jakiej, ale na pewno dużej jest lepsza od sklepowej... a tak na serio to nie wiem po co kukurydze kupować tak drogo jak wystarczy zwykłą wzbogacić o jakiś zapach np. waniliowy... pozdr
Jak mam dostęp do normalnej świeżej kuku to wrzucam do pojemniczka czy jakiegoś słoiczka i zalewam aromatem do ciasta albo czymś ładnie pachnącym co mam akurat pod ręką :)
PS. Dzisiaj kupiłem "dopalacz" Ownera do trupków, żywców i przynęt spinningowych - śmierdzi jak zdechła kukurydza albo biegający groszek konserwowy ;d
Kilo ziemniaków puszka kukurydzy i kilka posiekanych robaków. Kilka złoty i dobra przynęta na liny i karasie.
Człowiek przy człowieku na wybetonowanym brzegu zbiornika wodnego. Każdy ma wiadro smakołyków, po dwa kije, wielkie oczekiwania i zmarszczone czoło od ciągłej zazdrości. W koło zero zieleni, woda ma kolor kakao, zamiast śpiewu słowików słychać gwar podekscytowanych fachowców wędkarstwa. Przecież za moment jeden drugiemu pokaże jak się łowi 10 centymetrowe płocie. Jest sygnał! Każdy łapie za wiadro i wali, wali, wali, wali smakołyki do wody. Szybko, głośno, w nerwach, bo nie ma czasu do stracenia. Teraz leją się atraktory, sypią deepy, na betonie pod nogami zawodników plamy rozlanych w pospiechu specyfików i "recept" na udane zawody. Ok każdy swoje 10 kilo smrodu utopił. Zaraz zacznie się łowienie, zaraz jeden z drugim pociśnie pierwszą płoć, zaraz da upust napięciu. I start! Zestawy już w wodzie. Jest branie! bycza płoć ok 12 cm. Jedna druga trzecia... sto dwudziesta piąta. Ale dalej szybko bo sąsiad też już ma ponad setkę. Gdyby któraś głupia płoć głębiej połknęła hak poszła by pod but aby nie tracić czasu na wyhaczanie. Taki zgiełk, chaos i rywalizacja ciągnie się już kilka godzin. W siatach masa drobnych rybek, część już śnięta. Woda z barwy kakao zmieniła się w kawę. Koniec!!!! Teraz liczenie sztuk i typowanie zwycięzcy. Już wszystko jasne. Pan X z 167 płotkami i 2 okoniami wygrywa zawody. Złowił aż o 3 sztuki więcej od pana Y który ma drugie miejsce. Na ostatnim 40 miejscu z 107 płociami uplasował się pan Z. Teraz Należy ryby wypuścić do wody bo to zawody w duchu C&R. Płotki wracają do wody i o dziwo ponad 30% odpływa. Teraz czas uczcić udane zawody. Otwierają się bagażniki polonezów i światło dzienne oglądają skrzynki z Wyborową. Picie śpiewanie, branie tego co najlepsze całym ryjem. Kilka godzin i impreza dalej trwa tylko, że picie teraz zakłóca rzyganie a nie śpiew. Pora kończyć zbierane są wraki ludzi do samochodów i cokolwiek śmiecie. Dzień zawodów zakończony. - Taką mam wizję zawodów:) dlatego nie biorę udziału:) Wracając to tematu na zawodach stosowana jest tylko profesjonalna zanęta.
Cena wyznacz jakość ciekawie ujęte. Nie jestem tu zbyt długo ale zaczyna mi się tu podobać . Fajnie że coraz częściej poruszamy temat o niestosowaniu zanęty .
kol. mateuszwos doskonale opisał na czym polegają zawody wędkarskie... Jeżeli są sumiki w stawie to takie 10 kilo jest zjadane w 10 minut... proszę sobie wyobrazić ile tego syfu wrzucają u mnie... ale nie powiem taki sumik nażarty zanęty waży 2 rzy więcej niż nie nęcony
Po prostu nie warto...
Już lepiej niech się zajmą "wędkarstwem" rzutowym...
Choć takiej reklamy nie będzie i kto będzie kupował zanęty po 20zł/0,5kg?
Dzisiaj oglądałem jedną taką, nazwa jakaś "Sensas cośtam cośtam płoć extra big powyżej 10cm jeżeli dodasz 63 inne produkty Sensasa cośtam cośtam", 18zł za niewielką paczkę. Odżałowałem se tej zanęty, kupiłem zwykłą - 6zł dałem - i dwa piwa :)
Czytam, czytam i wciąż nikt nie poruszył najważniejszego problemu zanęt, mianowicie wprowadzania do wody biogenów.
"biogenów"... czyli?
Hehe, zaczekam. Zaczekam spokojnie, bo i bez GHOSTMIRA jak widzę, mozna sobie skakać do oczu. Niebawem sobie skoczycie z pazurami do ślepi, a jak nie skoczycie, to przyjdzę i Was dobiję. Narazie się fajnie rozwija temat.
BIOGENY - powiadasz....
Moje pytanie brzmi: czy wprowadzanie biogenów do naszych wód w rozumieniu podawania ogromnych ilości zanęt, należy traktować jako zjawisko pozytywne?
Kolego WuPe, odpowiedz proszę.
Może się temat rozrusza, bo coś cienko leci.
Proszę bardzo linka (od strony numer 170):
http://www.pzw.org.pl/pliki/prezentacje/1395/cms/szablony/3622/pliki/019_jwrona.pdf
ps jest nawet mowa o statystyce;-)
Czytam i widzę, że większość osób albo nie startowała nigdy w zawodach albo nie ma pojęcia jak się odbywają albo u nich w kołach odbywają się w sposób jaki opisał mateuszwos.
pisaq piszesz, że zawodnicy dodają 5 kg jockersa do 2 kg ziemi.
Rozgrywanie jakichkolwiek zawodów wędkarskich regulują zasady organizacji sportu wędkarskiego, które określają czym, na co i ile. I tak zawodnik wędkuję jedną wedką ( nie dwoma jak pisze mateuszwos) a ilość zanęty można użyć do 17 litrów na zawodnika. Musi ona już być nawilżona, nie ubita razem z dodatkami czyli ziemia itp. To jest takie średnie wiadro wędkarskie. Natomiast zanęta pochodzenia zwierzęcego max 2,5 litra na zawodnika w tym max 1 litr ochotki (nie 5 kg jak pisze pisaq). Myślę, że i to za duże ilości ale pomyślałem, że muszę przedstawić wiarygodne informacje.
Wracając do opisu zawodów przez mateuszawos. Dobrze, że dopisałeś, że to twoja wizja zawodów bo bym pomyślał, że w twoim kole są takie zawody.
Staruję i startowałem w wielu zawodach ale powiem szczerze, że takich zawodów jak opisał mateusz nigdy nie widziałem. Owszem zawody kończą się poczęstunkiem ( kiełbaska, kaszaneczka lub jakiś żurek może po piwku) ale nie libacją.
Wracając do tematu zanęty. Owszem i ja używam zanęt droższych, gdyż składniki w niej zawarte są lepszej jakości i lepiej przygotowane (tj wyprażone itp). Po jej przetarciu przez sito widać jak pracuje w wodzie. Dzisiaj byłem na rybach ze zwykłą zanętą Traper. I co. Jest tak jak już pisaliśmy na forum. Kupa śmieci (kawałki foli, jakieś twarde kawałki) zapakowana w kolorową torebkę.
Reasumując moje zdanie jest takie, że ryby podchodzą do lepszej zanęty tak jak człowiek do np. chleba ze smalcem lub ziemniaczków z kotlecikiem i suróweczką. Mnie to nie robi różnicy bo też lubię dobry smalec ale to przenośnia. Używa się zdecydowanie za dużo zanęt na zawodach ale jestem przeciwny aby ich nie było w ogóle. Pozdrawiam.
Kolego WuPe.
Podałeś mi na tacy bardzo, ale to bardzo interesujący materiał. Jest w nim wiele interesujących danych. Można oczywiście potraktować ten materiał jako doskonałe w formie zobrazowanie problemu, ale........
Nie do końca jestem skłonny przyjąć do wiadomości pewne płynące z tegoż wiadomości.
Faktem pozostaje to, że najwiekszy udział w eutrofizacji zbiorników wodnych, mają ludzie, zarówno zażywający rekreacji w rozumieniu kąpieli, jak i wędkarze.
Ale o tym wiedziałem juz dawno, wnioskując z własnych obserwacji, a to opracowanie upewniło mnie tylko w moich osądach.
Wiem, że rzeczony materiał został opracowany na losowo wybranej grupie przedstwicieli grona wedkarskiego i nie moze on być do końca, bezkrytycznie wiarygodny, choc mniemam, że wyniki tych sondarzy i obliczeń, mogą być zbliżone do stanu faktycznego.
Nie podobaja mi się tylko pewne uzurpowane w owym materiale racje, które zostały przedstawione w sposób bardzo ogólnikowy i..... zbyt statystyczny.
Przypomina to przysłowiowe powiedzenie, że statystycznie to ja i mój pies, mamy po trzy nogi. Wniosek ten osadzony jest przyczynowo w sposobie opisywania problemu. Czytamy, że pewna określona ilość zanęty, jest wprowadzana do wody w określonym czasie, przez okresloną liczbę wędkujących. Jest to nieco błędne, ponieważ nie mozna w zadnym wypadku myśleć w podobny sposób. Juz tłumaczę dlaczego.
Statystycznie wszystko się zgadza, ale określona ilość zanęt, nie trafia do wody w opisanym czasie. Mam na myśli fakt, że czas określono na rok kalendarzowy, czyli brano pod uwagę 365 dni. Nie odpowiada to prawdzie, ponieważ wędkarz nie siedzi nad wodą przez cały rok i nie wrzuca do wody określonych kilogramów dziennie. Zachodzi zatem konieczność uwzględnienia rzeczywistych dni spedzanych przez statystycznego wedkarza na łowiskach, czyli otrzymamy wynik dalece rózniący się od tego opisanego w rzeczonym opracowaniu. Nagle okaże sie, ze wedkarz wrzuca w ciągu dnia 3, 4 a nawet 5 kilogramów.
Nie muszę chyba Koledze tłumaczyć, co bedzie się działo, kiedy większa grupa tych statystycznych wedkarzy, upodoba sobie jakiś określony zbiornik. Wtedy, mając na uwadze ilość wędkowań na tym zbiorniku, oraz liczbę wędkarzy odwiedzających łowisko, będziemy mieli obraz eutrofizacyjnego wpływu ich działalności. Ilość zanęty określona w Twoim dokumencie, będzie wtedy zupełnie inaczej oddziaływać na środowisko wodne, szczególnie jesli uwzględnimy, że może się wydarzyć sytuacja, kiedy znaczna liczba wędkujących z przykładowej grupy, skumuluje swoje wizyty na łowisku w podobnych okresach czasu. Przyjmujmy, ze bedą to weekendy. Wtedy dopiero nastąpi masowe zadawanie zanęt w krótkim czasie na określonej powierzchni.
Jak wtedy będzie się przedstawiać wpływ eutrofizacyjny na dany akwen?
Chyba nie bedziemy sie tutaj licytować, czy mam rację w tym przypadku, że statystyka odrobine zboczyła z kursu?
Natomias zgadzam sie w pełni z tezą postawiona w tym dokumencie, ze wraz z przekroczeniem progowej ilości zanety podawanej w określonym czasie, zaobserwujemy powolny spadek ilości brań, a po przekroczeniu pewnej dawki spadek ten będzi gwałtowny, az do zerowej ilosci łowionych ryb. To prawda, i to tez wiedziałem wczesniej, wnioskując z własnych obserwacji.
Nie ulega też wątpliwości końcowy wniosek zawarty w tym materiale, że najwiekszy wpływ na eutrofizacje wód, maja kapiący się i wędkarze. Co do kwestji zasług wędkarstwa dla ochrony wód , mam mieszane uczucia i na ten temat nie chcę dyskutować.
Pozostaje faktem, ze lektura była bardzo pouczająca i wciągająca. Pozwoliło mi to przemysleć kilka spraw, a wnioski które wyciągnąłem, opisałem tutaj, acz nie wszystkie. Część przemyśleń pozwole sobie zachować dla siebie, pośredni po to, by nie spowodować znowu jakiegoś konfliktu.
Jest to juz drugi ciekawy tekst, jaki miałem przyjemność przeczytać dzięki Kolegi aktywności na forum. Osobiście taki styl konwersacji odpowiada mi bardziej niz dotychczasowy.
za lapsusy klawiaturowe i błędy - przepraszam.
SOLI - szacun.
sławomir66 - Wiem, że sa pewne regulacje w dziedzinie sportowego połowu ryb i wiem, że są regulaminy zawodów. Czy jednak wszędzie i zawsze są one przestrzegane, tego nie wiem. Natomiast nie ma takiej siły, która by mnie przekonała, że 17 litrów zanęty w kilka godzin, to normalna i zdrowa sytuacja. Wydaje mi się, że to lekko przesadzone ilosci.
Ostatnio miałem przykrą przygodę z uczestnikami zawodów na zbiorniku nr 008.
Było tam 50-ciu uczestników zawodów. Załózmy, ze w ciągu tych 4-5 godzin, kazdy z nich zużył 17 litrów zanety. To nam daje 850 litrów zanęty. Ta woda ma około 50 ha, moze mniej, bo sa to dwa oddzielne zbiorniki, a zawody odbywały sie na tym mniejszym. Czy zatem jest to normalne? Czy którykolwiek zawodnik zrobił sobie kiedys podobne obliczenia? A na jakim odcinku linii brzegowej odbywały się te zawody?
Są to sprawy, o których zawodnicy i organizatorzy imprez nie chcą nawet słyszeć. A jaki to ma wpływ na eutrofizację zbiornika? Strach pomyśleć.
Podonym sposobem została zabita woda z nr.601. Patrzyłem na jej smierć a potem na szukanie przyczyn, co powaliło mnie na kolana, bo stwierdzono, ze wine ponoszą mieszkańcy pobliskiej wsi. Ale na tej wodzie organizowano zawody nie tylko koła które tą wodą sie opiekuje, ale i innych kół z okregu. Imprezy sportowe były tam częste jak zmierzchy i poranki. Była to najrybniejsza woda w okręgu - śmiem twierdzić. Teraz nuda tam wione i choć sytuacja sie poprawia, to jest to proces powolny. A dlaczego sie poprawia, bo terz, kiedy woda ta umarła, amatorzy zawodów przeniesli się na inne zbiorniki, a woda 601 odetchneła z ulgą i zaczyna sie odradzać.
Oby juz nigdy nie zagościły tam rzesze sportowców i masowe imprezy. Najfajniejszą wodę wykończyli mi pod nosem.
* bo teraz
Do wszystkiego trzeba podejść z głową kiedyś używałem zanęt przez siebie skomponowanych ,zajmowało to trochę czasu ale wiedziałem co wrzucam do wody.potem zacząłem używać kupnych do czasu aż znalazłem kilka ciastek i pieników w zanęcie do tego pierni bi ciastko było w czekoladzie a piernik z dżemem >Teraz znów wróciłem do własnej zanęty ,stosuje dużo ziaren i to świeżych >Co do ilości to pewnie wam podpadnę ale sypę dużo szczególnie,jak nęce karpia tak na zasiadkę idzie mi około 10lirów ziaren
Aż miło mi sie zrobiło jednak można .
Masz rację GHOSTMIR że ilość zanęt wrzucanych do wody jest zdecydowanie za duża. I może za jakiś czas znów nasze władze przejrzą na oczy i wprowadzą ograniczenia. Przecież dawniej jeszcze kilka lat wstecz dopuszczano do 25 litrów. Z drugiej strony PZW należy do CIPS - tj międzynarodowej organizacji wędkarskiej i tak przypuszczam bo nie wiem na pewno PZW musi respektować światowe przepisy. Podobnie jak PZPZ należąc do UEFA.
Co do sprawdzania ilości zanęty na zawodach. W skład komisji sędziowskiej wchodzi komisja techniczna, która ma za zadanie sprawdzenie na bodaj 20 minut przed rozpoczęciem zawodów ilość przygotowanej zanęty. Jak to się ma na zawodach w kołach trudno mi powiedzieć natomiast już na zawodach okręgowych ( przynajmniej w moim) sprawdzają.
Jak pisałem już wcześniej również uważam, że zawodnicy wrzucają za dużo.
10 litrów świeżych ziaren to wcale nie jest ilość duża, jeżeli mowa o zasiadce karpiowej. Do tego niestosowanie pieczywa też jest plusem. Jak pieczywo to w ilościach śladowych, tak aby ładnie popracowało i zbawiło jakąś rybkę.
Ostatnio poznałem kolejny sekret nowoczesnego karpiowania! 30kg(!!) kulek domowej roboty. Ponoć ów kulki po 3 dniach całkowicie rozpuszczają się w wodzie! Ale czy - dosłownie - znikają czy zmieniają stan skupienia? Oto jest pytanie!
Drugi, dość amatorski! Nęcić- bombardować łowisko ziemniakami i kukurydzą! O ile zastosowanie kukurydzy jestem w stanie pojąć, to tych ziemniaków nichuchu... przecież one gniją najszybciej...
Powtarzam - i będę powtarzał - najlepiej łowi się tam, gdzie ryba nie jest karmiona. I można złowić piękną rybę zakładając oliwkę na rurkę antysplątaniową ;)
Co do tej sprawy z oliwką, to sam kiedys tak łowiłem i były efekty. Jeśli zaś chodzi o ziemniaki, to musze Ci pisaku powiedzieć, że ziemniaki wcale nie są takie szkodliwe. Np. potasu zawierają bardzo sladowe ilości - w stosunku do zanet gotowych.
wupe niepleć trzy po trzy teoretyków nikt nie pyta liczą się sprawdzone zanęty więc nie zawracaj sobie glowy tym czego niewiesz co dzieje się w praktyce