Witam . Zadam Wam teraz pytanie z gruntu abstrakcyjne - a mianowicie : Co sądzicie o zarybieniach na własną rękę ? Ile kosztowałoby skuteczne zarybienie np kroczkiem lina ( atestowanym ) - 4 hektarowego jeziora ? Pozdrawiam .
Myślę że to dosyć trudne i ryzykowne przedsięwzięcie.Zarybienie 4 ha wody wymagało by pewnych zabiegów ile go wpuścić?Jaka jest populacja drapieżnika?I czy to ma sens?Pomysł w samym założeniu fajny.Będąc ostatnio na łowisku specjalnym rozmawiałem z właścicielem tego łowiska i powiedział mi o zarybieniu linem który w krótkim czasie został wyjedzony przez suma i szczupaka.pozdrawiam
Własną wodę (twoją, moją) prywatnie można zarybiać. Inaczej się to ma do wody należącej do PZW. Ją też można zarybiać indywidualnie (koło, sponsor) ale tylko w porozumieniu z danym okręgiem i pod nadzorem ichtiologa. Koleś prowadzi rejestr zarybień, ma wgląd do rejestrów połowu wędkarzy, ewentualnie do rejestrów odłowów rybackich. Prowadzi całą buchalterię związaną z życiem w danym łowisku. Myślę, że okręg wyrazi zgodę na takie zarybienie ale ryba musi być z pewnego źródła (zakładu produkcyjnego) z certyfikatem badań itp, itd. A to jak zauważyłeś nie są tanie rzeczy.
Własną wodę (twoją, moją) prywatnie można zarybiać. Inaczej się to ma do wody należącej do PZW. Ją też można zarybiać indywidualnie (koło, sponsor) ale tylko w porozumieniu z danym okręgiem i pod nadzorem ichtiologa. Koleś prowadzi rejestr zarybień, ma wgląd do rejestrów połowu wędkarzy, ewentualnie do rejestrów odłowów rybackich. Prowadzi całą buchalterię związaną z życiem w danym łowisku. Myślę, że okręg wyrazi zgodę na takie zarybienie ale ryba musi być z pewnego źródła (zakładu produkcyjnego) z certyfikatem badań itp, itd. A to jak zauważyłeś nie są tanie rzeczy.
Okręgi nie są takie skore do wyrażania zgody na zarybienia indywidualne. W ogóle nie tolerują ingerencji w rybostan osób "trzecich". Nie chcą nawet zdawałoby się rozsądnych posunięć w kierunku ratowania "swoich" ryb skazanych na powolną śmierć. Kilka miesięcy temu wędkarze z mojego koła chcąc ratować ryby przed zimową przyduchą, która dopadła wody PZW, wystąpili z inicjatywą, że odłowią ryby ze zbiornika i przerzucą je do płynącej nieopodal rzeki. Oczywiście wystąpili z taka propozycją do Okręgu, prosząc o akceptację i ewentualny nadzór nad całym przedsięwzięciem. Niestety Okręg odrzucił tę propozycję, skazując żyjące jeszcze wtedy ryby na powolną śmierć. Podobno etatowy ichtiolog nie wyraził na to zgody, a jaki był prawdziwy powód tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Obstawiam lenistwo.
Witam . Zadam Wam teraz pytanie z gruntu abstrakcyjne - a mianowicie : Co sądzicie o zarybieniach na własną rękę ? Ile kosztowałoby skuteczne zarybienie np kroczkiem lina ( atestowanym ) - 4 hektarowego jeziora ? Pozdrawiam .
Kol.zrakdęw kilogram kroczka kosztuje 12 zł jeden kroczek ma około 40 dkgram
Dzięki za wpis . Wiem że to nierealne i niemożliwe do realizacji .
Domyślam sie o co ci chodziło i podzielam twoje obawy.Pozdro.
Myślę że to dosyć trudne i ryzykowne przedsięwzięcie.Zarybienie 4 ha wody wymagało by pewnych zabiegów ile go wpuścić?Jaka jest populacja drapieżnika?I czy to ma sens?Pomysł w samym założeniu fajny.Będąc ostatnio na łowisku specjalnym rozmawiałem z właścicielem tego łowiska i powiedział mi o zarybieniu linem który w krótkim czasie został wyjedzony przez suma i szczupaka.pozdrawiam
Masz rację . Zarybianie na własną rękę - wiąże się z dużym ryzykiem . Pozdr.
Własną wodę (twoją, moją) prywatnie można zarybiać. Inaczej się to ma do wody należącej do PZW. Ją też można zarybiać indywidualnie (koło, sponsor) ale tylko w porozumieniu z danym okręgiem i pod nadzorem ichtiologa. Koleś prowadzi rejestr zarybień, ma wgląd do rejestrów połowu wędkarzy, ewentualnie do rejestrów odłowów rybackich. Prowadzi całą buchalterię związaną z życiem w danym łowisku. Myślę, że okręg wyrazi zgodę na takie zarybienie ale ryba musi być z pewnego źródła (zakładu produkcyjnego) z certyfikatem badań itp, itd. A to jak zauważyłeś nie są tanie rzeczy.
Dzięki wszystkim za rozsądne , obiektywne opinie . Pozdrawiam .
Własną wodę (twoją, moją) prywatnie można zarybiać. Inaczej się to ma do wody należącej do PZW. Ją też można zarybiać indywidualnie (koło, sponsor) ale tylko w porozumieniu z danym okręgiem i pod nadzorem ichtiologa. Koleś prowadzi rejestr zarybień, ma wgląd do rejestrów połowu wędkarzy, ewentualnie do rejestrów odłowów rybackich. Prowadzi całą buchalterię związaną z życiem w danym łowisku. Myślę, że okręg wyrazi zgodę na takie zarybienie ale ryba musi być z pewnego źródła (zakładu produkcyjnego) z certyfikatem badań itp, itd. A to jak zauważyłeś nie są tanie rzeczy.
Okręgi nie są takie skore do wyrażania zgody na zarybienia indywidualne. W ogóle nie tolerują ingerencji w rybostan osób "trzecich".
Nie chcą nawet zdawałoby się rozsądnych posunięć w kierunku ratowania "swoich" ryb skazanych na powolną śmierć. Kilka miesięcy temu wędkarze z mojego koła chcąc ratować ryby przed zimową przyduchą, która dopadła wody PZW, wystąpili z inicjatywą, że odłowią ryby ze zbiornika i przerzucą je do płynącej nieopodal rzeki. Oczywiście wystąpili z taka propozycją do Okręgu, prosząc o akceptację i ewentualny nadzór nad całym przedsięwzięciem. Niestety Okręg odrzucił tę propozycję, skazując żyjące jeszcze wtedy ryby na powolną śmierć. Podobno etatowy ichtiolog nie wyraził na to zgody, a jaki był prawdziwy powód tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Obstawiam lenistwo.
Jak widzę powyżej lenistwo działaczy związkowych może być sposobem na przetrwanie. Szkoda.