Witam kilka razy w ostatnim czasie spotkałem się z taka sytuacją gdzie na czas trwania zawodów zresztą "karpiowych" został zmieniony RAPR i obostrzenia występujące na danym akwenie.
Zmiana dotyczy głównie wyworzenia zestawów na odległość 150-250m od brzegu gdzie na łowisku obowiązuje zakaz wywożenia zestawów po II wędkarz łowiązy z łodzi musi zachować odległość 50m od wędkarza na brzegu tak więc ustawiając się łodzią bezpiecznie 100m od brzegu mogę łowić słoneczkiem dookołą a w tej sytuacji niee bo pełno jakiś kijaków wbitych w dno i wywiezione zestawy. Czy sa jakies regulacje prawne zezwalające na zmianę ogólnych zasad na czas trwaia karpiowych zawodów ? w czasie rozmowy z zawodnikami czułem się jak wędkarz III kategorii dlatego że spinninguję a nie karpiuję i jeszcze się czepiam ich zawodów . Zadałem pytanie organizatorowi czy jak ja z Rysiem i Zdzisiem zrobimy zawody węgorzowe to będziemy mogli łowić na prąd ? ale odpowiedz była jak zawsze taka sama to są zawody karpiowe i wymiękłem dlatego pytam się tutaj szerszego grona co o tym myślicie.
Każde zawody są przeprowadzane za zgodą uprawnionego do rybactwa.W tym przypadku Okręgu.Organizator ma prawo do wprowadzenia regulaminu przez siebie ustalonego odmiennego od RAPR.Nie może on jednak łamać Ustawy o rybactwie.
Reasumując,ma prawo wyłączyć z wędkowania cały akwen lub jego część w zależności od potrzeb zawodów.
A tak Romualdzie nie powinno być. Ja też jestem członkiem PZW i jakiegoś tam kołoa PZW. Mamy swoją wodę, a nawet dwie. Ja też płacę składki i też czekam z utęsknieniem na weekend. A tu dupa, bo zasrane zawody i woda zamknięta. Pomijam fakt, że zawody wędkarskie to sadystyczna praktyka i powinno się tego zabronić.
Po kazdych zawodach w mojej okolicy widzę na wszystkich stanowiskach od kilku, do kilkunastu martwych ryb. Ja zamęczę może ze dwie użyte na żywca. Więc dlaczego ja jestem sadystą, a sportowiec nie?
Dlatego jestem przeciwny zawodom wszelakim rozgrywanym na wodach użytkowanych przez PZW. Zamykają wodę jakby była ich własnością. Przecież człowiek jak jedzie na ryby nie będzie sprawdzał mozolnie wszelkich stron inetrnetowych wszelkich kół, lig wędkarskich itd. czy aby na danej wodzie nie ma zawodów.
Faktem też jest, że jak się chce to można i tu ukłon w stronę koła PZW 26 z Józefowa. Nikt nigdy nie zażyczył sobie żebyśmy "opuścili" miejsce bo są zawody w przeciwieństwie do Koła z Marek.
Mi jakoś szczególnie zawody nie przeszkadzają jeśli są rozgrywane na części akwenu ale w mojej okolicy wody jest mało a wędkarzy sporo do tego ogromna moda na wszelkiej maści zawody puchary memriały inne co odbija się na normalnych wędkarzach gdy Ci sportowcy blokują cały brzeg - jedyny do którego jest w miarę normalny dostęp ale sam brzego to nic najgorzej jak wywożą zestawy po 150-250m to jest już przeginka.
Zawody w których startujący maja chęć wywożenia zestawów po 400m powinny być rozgrywane na ogromnych akwenach a nie wąskiej kiszce 250-300m gdzie praktycznie cały zalew jest przegrodzony ich linkami.
Od jakiegoś czasu mam pecha i zawsze trafiam na jakieś zawody jak jadę na nockę to się okazuje że zawody i muszę rano w trybie ekspresowym pakować klamoty następnie jak jadę popływać łodzią to karpiowe jak jadę na motorze na zadupie to spinningowe - masakra jakaś czlowiek ma dzien wolnego od "arbaitz lager" to nawet nie ma gdzie posiedzieć nad wodą .
Nie tylko u nas jest z tym do D..y.
Planowalem z kumplami od miesiaca odwiedzic Vah na Slowacji. W ten weekend. Juz niemal wszystko ustalone i co ?. I dupa. Dzisiaj dowiedzieleismy sie, ze w ten weeken sa zawody. I z ryb lipa. Pozostalo nam jechac na San. Zaczolem juz nawet dlubac muchy pod Vah i dzisiaj siadam do pedalkow na San. Wsciekly jestem jak cholera.
Zawody powinny byc organizowane na klubowych wodach specjalnie do tego przygotowanych a nie na otwartych dostepnych dla wszystkich.
Każdy Okręg i każde Koło zamieszcza na swoich stronach internetowych wykaz zawodów przeprowadzanych w danym roku.Wystarczy wejść na strony tych opiekunów wód i wszystko jasne.
Tiaaaa,jasne. Wystarczy opublikować jakiś anons w necie i ja, zwykły wędkarz, jadąc np. pod Wrocław, co stanowi 3 godziny jazdy, bo chcę raz w roku pojechać na ryby w te strony, juz nie muszę wiedzieć co to za woda, kto ją dzierżawi, jakie Koło PZW tam rządzi, ale muszę dodatkowo szperać po necie i szukać informacji o jakichś tam zapyziałych zawodach - CHORE!
Czym różni sie wędkarz, od wędkarza sportowca?! Ano tym się różni, że musi przeprowadzac jakies dupne dochodzenia, zanim pojedzie gdzieś powędkować. Był tu taki.... "Kuzyn coś tam", który wręcz twierdził, że sportowcy powinni mieć ulgi związkowe, bo oni muszą trenować, inwestowć.... Kuźwa! Ludzie! Przeca to je perwera! To je kurdę zboczenie! Ja mu kazałem jednemu z drugim na zawody jeździć?! A ile on w ciągu roku ryb zabije na tych treningach?!Aile zabije na zawodach?! Mało tego, my, wędkarze, ponosimy częściowo koszty tych imprez, ponieważ pewien procent naszych składek idzie na "właśnie sport wędkarski". Cudzysłów celowy, bo jako sport, rozumiem strzelanie do tarczy, skakanie w dal, w zwyż, ściganie sie na bieżni, i inne takie.... ale traktowanie zwierząt jako materii do uprawiania sportu, uważam za sadyzm najwyższych lotów. Przy czym dotyczy to zawodów wszelkiej maści, oprócz konkurencji na celność rzutów. Żywa ryba, to stworzenie cierpiące. Jestem o wiele barzej humanitarnym wędkarzem, choć coś tam z łowiska zabiorę, bo nie trzymam ryb kilka godzin w siacie tylko dla jej zważenia, przesypywania z siaty do pojemnika, i geściarskiego wypuszczania po zawodach, kiedy juz ryba jest wycieńczona całym tym gównem! Ale jam prosty człek, robol, nie jakiś nawiedzony pracownik korporacji ubezpieczeniowej czy innej. Garniaków na ryby nie zakładam, jak cos złowię, to sie cieszę i to , co chcę, zabieram. Ale nie morduję dla szklanego wazonika z napisem "GRAND PRIX PREZESA KOŁA USRANEGO".....
Kedzio, ogolnie zgadzam sie z Toba w 99%. Byloby 100 gdybs sie tak nie czepial tych pracownikow korporacji. NIe, nie jestem pracownikiem, zadnej duzej firmy, i nie bronie siebie.
Ludzie jak wszyscy inni. Maja taka a nie inna prace, czesto o wiele bardziej stresujaca. A to czy ktos chodzi w garniaku czy nie o niczym kompletnie nie swiadczy.
A wracajac do tematu. Kiedys kilka razy nadzialem sie na zawody i jadac kilkaset km musialem konczyc wczesniej. Teraz przed kazdym dluzszym wyjazdem najpierw dzwonie i pytam sie w okregu. Jesli okreg nie wie o zadnych zawodach, to nawet jak ktos tam sobie takie zorganizuje (jakies kolo) to moga mnie pocalowac. Nie zwolnie miejsca.
Witam
kilka razy w ostatnim czasie spotkałem się z taka sytuacją gdzie na czas trwania zawodów zresztą "karpiowych" został zmieniony RAPR i obostrzenia występujące na danym akwenie.
Zmiana dotyczy głównie wyworzenia zestawów na odległość 150-250m od brzegu gdzie na łowisku obowiązuje zakaz wywożenia zestawów po II wędkarz łowiązy z łodzi musi zachować odległość 50m od wędkarza na brzegu tak więc ustawiając się łodzią bezpiecznie 100m od brzegu mogę łowić słoneczkiem dookołą a w tej sytuacji niee bo pełno jakiś kijaków wbitych w dno i wywiezione zestawy.
Czy sa jakies regulacje prawne zezwalające na zmianę ogólnych zasad na czas trwaia karpiowych zawodów ? w czasie rozmowy z zawodnikami czułem się jak wędkarz III kategorii dlatego że spinninguję a nie karpiuję i jeszcze się czepiam ich zawodów .
Zadałem pytanie organizatorowi czy jak ja z Rysiem i Zdzisiem zrobimy zawody węgorzowe to będziemy mogli łowić na prąd ? ale odpowiedz była jak zawsze taka sama to są zawody karpiowe i wymiękłem dlatego pytam się tutaj szerszego grona co o tym myślicie.
Każdy użytkownik rybacki ma prawo ustalać zasady uprawiania amatorskiego połowu ryb.
PZW Jest związkiem wedkarskim zrzeszających różnych wędkarzy. Jedni lubią zawody i w nich uczestniczą inni łowią typowo rekreacyjnie, a jeszcze inni to zwykli mięsiarze.
A By przeprowadzać zawody bez zakłóceń, to wprowadzono zasadę wykluczania na ten czas części łowiska. Jak też ustalono nowe regulaminy odstępujące od RAPR na ten czas. (Bo .... normalnej ryby jest coraz mniej, bo ....)
Podstawową zasadą jest to że PZW to MY wszyscy członkowie, a nie jak Romuald twierdzi Okręg. Bo Okręg tworzą wszyscy jego członkowie i to oni z pośród siebie wybierają delegatów którzy z pośród siebie wybierają Zarząd Okręgu!
W PZW wszytko ustala się na zebraniach. Tak więc tylko tam trzeba walczyć o normalność i normalne gospodarowanie wodami.
A ponieważ ci normalni wędkarze chcą tylko wędkować i nie udzielają się. To udzielają się ci co lubią np.: zawody wędkarskie. I tym sposobem to oni wybierają większoscią głosów: zarządy i zasady :-)
A jaka to zasada reguluje prawo do męczenia i zwykłego zamęczania ryb?! Cholewka jasna! Normalnie zacznę filmy kręcić i zdjęcia robić. Po każdych zawodach dziesiątki ryb brzuchami do góry pływają. Praktycznie na każdym stanowisku! Najpierw na czas wyrywa się ryby z wody, aż się im pyski obrywają, potem w siacie po kilka, kilkanaście kilo drobiu wyciera się z łusek ( te łuski też widać na dnie ), potem się je do pojemnika przesypuje, waży, i z gestem ( bo to etyczne) wypuszcza się do wody. Zawsze jednak od kilku, do nawet dwudziestu kilku ryb zwyczajnie kituje! Pomnóżmy to przez liczbę zawodników i przez ilość podobnych imprez w sezonie! To jest w porządku?! Ktoś ma czelność nazywać to sportem?! Ja, jak cos złowię, to albo od razu wypuszczam, albo wkładam do siaty w celu zabicia! Kto jest bardziej etyczny i kto ma zdrowsze zasady?!
A jaka to zasada reguluje prawo do męczenia i zwykłego zamęczania ryb?! Cholewka jasna! Normalnie zacznę filmy kręcić i zdjęcia robić. Po każdych zawodach dziesiątki ryb brzuchami do góry pływają. Praktycznie na każdym stanowisku! Najpierw na czas wyrywa się ryby z wody, aż się im pyski obrywają, potem w siacie po kilka, kilkanaście kilo drobiu wyciera się z łusek ( te łuski też widać na dnie ), potem się je do pojemnika przesypuje, waży, i z gestem ( bo to etyczne) wypuszcza się do wody. Zawsze jednak od kilku, do nawet dwudziestu kilku ryb zwyczajnie kituje! Pomnóżmy to przez liczbę zawodników i przez ilość podobnych imprez w sezonie! To jest w porządku?! Ktoś ma czelność nazywać to sportem?! Ja, jak cos złowię, to albo od razu wypuszczam, albo wkładam do siaty w celu zabicia! Kto jest bardziej etyczny i kto ma zdrowsze zasady?!
Takie zachowanie powinno byc ujete w przepisach. Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie.
Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie.
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Ryby przeznaczone do zabrania z łowiska trzymane mają być w siatce opisanej w regulaminie. Na temat ryb, których nie zabiera się z łowiska, jest napisane jasno: " NIEZWŁOCZNIE WYPUŚCIĆ". Niezwłocznie, to znaczy po wyjęciu haczyka, a nie po sesji zdjęciowej, czy innych mecyjach. Poza tym większość z nas łowi na wodach stojących, więc się ryby turlać nie będą. A jeśli się łowi na rzece, wystarczy rybę przytrzymać w wodzie, choćby za ogon. W trymiga odzyskuje sprawność i odpływa. Sam tak robię, a na Odrze, u mnie jest niezły nurt. Nie ma problemu z boleniem którego się wypuszcza. Krótki kaszel - zabierasz, wpuść do siaty i zabij. Chcesz uwolnić, wyjmij hak i przywróć środowisku. Proste. Już prościej sie nie da.
Moje przejęzyczenie. Jest inaczej napisane. Może dla mnie znaczy to tyle samo,bo uważam, że jestem bardziej etycznym mięsiarzem, niż ty etycznym niekilem.
3.6. Złowione ryby niewymiarowe lub będące pod ochroną muszą być bezwzględnie
z ostrożnością wypuszczone do wody, nawet gdy ich stan wskazuje na niewielkie
szanse przeżycia.
Dla mnie ta "ostrożność", to właśnie brak zwłoki. A twoje obserwacje są ujęte w samej końcówce, więc sa niewiele warte. Pozdro.
Ten punkt zacytowany dotyczy ryb niewymiarowych i w okresie ochronnym a nie jak napisałeś ryb, których nie zabiera się z łowiska. To nie jest przejęzyczenie. To może być niewiedza lub ewentualnie świadome przekręcanie. Wypuszczenie z ostroznością nie oznacza, niezwłocznego wypuszczenia.
Osobiście wolałbym gdyby tam było zapisane "bezzwłocznie" ale nie jest. Więc należy pisać dokładnie tak jak jest a nie wymyślać sobie własne interpretacje i jeszcze głosić je drukowanymi literami na portalu.
Dobra panie Woś. Teraz to myślę, że się już czepiasz. Ale spoko, jestem głupi, niedoświadczony, czytać nie umiem, lub tez świadomie przekręcam.
Za to ty, jesteś wzorem niedościgłym. Nie tylko w sprawach etyki, regulaminów, wiedzy wszelkiej maści i kilku innych spraw, o których już tu nawet nie bedę wspominał, bo byś sie pod ziemię musiał zapaść. Ale niech ci będzie. Męczcie dalej te ryby dla sportu, obnoście sie z galeriami okazów, a ty, nawet tego bolenia przed wypuszczeniem ładuj do siaty. Tylko pamiętaj o wpisaniu do rejestru i bedzie ok. Wisi mi to panie Woś. Ciebie nie przegadam nigdy, bo ty jesteś najlepsiejszy pod słońcem.
Dobra panie Woś. Teraz to myślę, że się już czepiasz. Ale spoko, jestem głupi, niedoświadczony, czytać nie umiem, lub tez świadomie przekręcam.
Za to ty, jesteś wzorem niedościgłym. Nie tylko w sprawach etyki, regulaminów, wiedzy wszelkiej maści i kilku innych spraw, o których już tu nawet nie bedę wspominał, bo byś sie pod ziemię musiał zapaść. Ale niech ci będzie. Męczcie dalej te ryby dla sportu, obnoście sie z galeriami okazów, a ty, nawet tego bolenia przed wypuszczeniem ładuj do siaty. Tylko pamiętaj o wpisaniu do rejestru i bedzie ok. Wisi mi to panie Woś. Ciebie nie przegadam nigdy, bo ty jesteś najlepsiejszy pod słońcem.
Trochę przesadziłeś z tym słodzeniem, nikt nie jest idealny nawet ja :)
PS. Bolenia nie muszę wpisywać do rejestru. U mnie wpisuje się po zakończonym łowieniu.
Wracając do tematu, według mnie wszystkie zawody powinny być rozgrywane na żywej rybie wypuszczanej od razu do wody. To oznaczałoby zatrudnienie do każdych zawodów sędziów w liczbie równej zawodnikom i to bezstronnych sędziów, którzy najlepiej nie znaliby żadnego z zawodników a to niestety nierealne.
Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie.
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Oczywiście, że lepiej poklęczeć chwilę i doprowadzić rybę do stanu w ktorym poradzi sobie sama. Jednak moim zdaniem jak ktoś ma walnąć taką wymordowaną rybe do wody, odwrócić się i pójść to juz lepiej jak wpuści do siatki. JEśli ryba sama dojdzie do siebie i po pięciu minutach wypuści to sukces. Jeśli padnie w tej siatce to przynajmniej bedzie wiedział że coś jest nie tak i należy to zmienić. Człowiek, który wrzuci do wody i się odwróci nazwie się NK a nie zdaje sobie sprawy że ryba leży śnieta kilka metrów dalej.
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Oczywiście, że lepiej poklęczeć chwilę i doprowadzić rybę do stanu w ktorym poradzi sobie sama. Jednak moim zdaniem jak ktoś ma walnąć taką wymordowaną rybe do wody, odwrócić się i pójść to juz lepiej jak wpuści do siatki. JEśli ryba sama dojdzie do siebie i po pięciu minutach wypuści to sukces. Jeśli padnie w tej siatce to przynajmniej bedzie wiedział że coś jest nie tak i należy to zmienić. Człowiek, który wrzuci do wody i się odwróci nazwie się NK a nie zdaje sobie sprawy że ryba leży śnieta kilka metrów dalej.
Wszytko zależy kto jakiej siatki używa. Obecnie z tego co pamiętam to na zawodach PZW siatki powinny mieć 3-4 metry. Właśnie po to by ryba wpuszczona do niej trafiała do głębszej partii wody, która jest chłodniejsza i bogatsza w tlen.
W płytkiej siatce, zwłaszcza latem rybka szybko padnie bo woda jest nagrzana i uboga w tlen. :-(
Ty tak serio?! Widywałem na zawodach po 30 kilo drobiu w siatce. Wiesz ile to sztuk? Bywa, że setki! I zawsze pozostają po takich imprezach zwłoki, których ilość jest przerażająca! I nie zmieni tego żadna siatka, choćby nawet miała 10 metrów długości i sięgała pięciu metrów w dół. Nie rozumiem takiego uporczywego bronienia sadyzmu zwanego zawodami wędkarskimi!
Oczywiście,zawodnict straszliwie niszczą pogłowie ryb! A ja stwierdzam,na podstawie przeprowadzanych kontroli co następuje.W okresie zimowym są masowo wyławiane małe okonki.Takie 15 cm obecnie a przed wprowadzeniem wymiaru ochronnego dużo mniejsze.Na pytanie po co takie małe pada lakoniczna odpowiedż.DLA KOTA.2-3 kg okonkow dla kota.To chyba lew nie kot.To niestety nie jest przypadek odosobniony.Brać pseudowędkarska niszczy więcej ryb niż zawodnicy startujący w zawodach.
Ludzie są różni. Trzeba to nagłaśniać i tłumaczyć. Edukować i jeszcze raz edukować, lub też zmienić wymiary ochronne i kontrolować. Natomiast jeśli chodzi o sportowców, to chyba mówimy o elicie pośród naszej braci. Tu pojawia się pytanie - czy naprawdę jest w porządku taka masowa rzeź?! Obserwowałem kilka razy zawody, gdzie uczestników było kilkudziesięciu. Zazwyczaj jest to około 25-35 osób i więcej. Takie zawody w sezonie, na naszej wodzie odbywają się co tydzień, co dwa tygodnie, a bywa, ze i dwa razy w tygodniu. Niech każdy uśmierci 10 rybek, to mnożąc przez ilość zawodników otrzymamy wynik 250-350 sztuk. mnożąc przez 4 razy w miesiącu ( zaniżam), to może byc nawet 1500 sztuk. Razy 4 miesiące, to 6000 sztuk. Niech każda ma 50g, to możemy dojść do 3 ton narybku, bo to przeca narybek! No kur*a ja pi*lę! Co to jest?! To wszystko pod proporcem rywalizacji sportowej, by otrzymać pucharek z blachy! To ja wolę dać rybię w łeb!
Ja często biorę udział w zawodach,zarówno jako zawodnik jak i sędzia i muszę obiektywnie stwierdzić,że ilość padniętych ryb jest znikoma w stosunku do złowionych.
Liczysz tez ryby, ktore zdechna za kilka kilkanascie dni na skutek plesniawki czy innych chorobsk przez przetrzymywanie w siatce czy na skutek niedotlenienia ?. Sam bylem swiadkiem, jak okolo 60 cm brzana po wypuszczeniu jakies pol godziny pozniej wyplynela z rynienki do gory brzuchem. To ze ryba odplynela, nie oznacza ze przezyla.
Ostatnio bylem kilka razy na pewnym lowisku pstragowym, gdzie wlasciciel wprowadzil NK. Niestety coraz czesciej widac okaleczone, dziwnie zachowujace sie ryby ktore pewnie dlugo nie pociagna. Mimo ze nie wolno ich przetrzymywac w siatce, haczyki tylko bezzadziorowe itp i obowiazkowy podbierak.
No i druga sprawa. To ze wedkarze zachowuja sie gorzej jak zwierzeta (pisze o tym przypaku z lodem i okonkami) nie usprawiedliwia w zaden sposob tego co dzieje sie na zawodach czy tez przed nimi. Bo nie zapominajmy, ze wielu "zawodowcow" jedzie jeszcze potrenowac przed zawodami. No i laduje ryby do siaty, zeby zobaczyc na koniec ile zlowil. Te tez kolega liczy ?. Bo przeciez one sa skladowa i konsekwencja tego ze sa zawody.
PS. Jesli juz zawody to niech beda np o najwieksza rybe. A nie w tym, kto przezuci najwieksza ilosc narybku.
Pawelz - Oczywiście wiem, co się dzieje na tych treningach. Jakiś czs temu niejaki "Kuzyn" uskuteczniał tu pewne politykie... między innymi twierdził, ze zawodnicy, reprezentanci, powinni być zwolnieni z opłacania składek, bo ponoszą koszty treningów i zawodów, a przeca oni nas reprezentują, więc to my mamy płacic na te cele więcej, a nie oni. Chwalił sie nie raz, ile tej ryby trzeba wytargać, coby do formy dojść. Ale to juz pozostawię bez komentarza, bo w tamtym czasie wszyscy mnie tu popierali jak go objechałem, a teraz większość to moi oponenci i wrogowie.
Zawody karpiowe sila rzeczy nie moga byc zawodami na ilosc. A przynajmniej byloby to bez sensu :).
Przeciez Ci najlepsi z najlepszych powinni wykazac sie umiejetnoscia lowienia tych najtrudniejszych ryb a nie drobnicy.
Ostatnio kolega byl nad Sanem w czasie mistrzostw Polski w wedkarstwie muchowym. Codziennie chodzil przygladac sie jak lowia najlepsi. To co mi opowiadal to zenada. Celowe ustawianie sie na lipki po 20-25 cm zeby tylko punktowac. Miejsca ktore ja omijam szerokim lukiem byly nr jeden dla zawodnikow. Wiadomo kardynala nielatwo skusic, ale lipien 20-kilku cm jest latwa zdobycza.
Szczególnie zawody spławikowe są przerażające. Też widziałem wiele razy, jak wygląda woda po zakończeniu takich zmagań. Podlodwych zawodów, to już nawet nie chcę komentować... :( Teraz modne są zawody feederowe, wszędzie o nich trąbią i wiele osób bierze w nich udział. Na komercjach wiem jak to wygląda, tam rybki się szanuje i straty są minimalne. Nie wiem jak to będzie na wodach PZW? Mniemam, że podobnie jak przy zawodach spławikowych :( Według mnie, zawody powinny odbywać się tylko na żywej rybie. Pojęcia nie mam, jak miałoby to działać przy zawodach spławikowych? Dla mnie jednak, ważniejsze są ryby, nie zawodnicy i sport.
Zawody w których wygrywa największa ryba to jest coś :) Tylko że karpiarze celowo nastawiają się na te największe i tam to normalka, a w gumofilcowych kołach których jest w Polsce 95% :) większość specjalizuje się w połowach " dla kota" więc ciężko by się było odnalezć zawodnikom w nowej sytuacji.
Zawody w których wygrywa największa ryba to jest coś :) Tylko że karpiarze celowo nastawiają się na te największe i tam to normalka, a w gumofilcowych kołach których jest w Polsce 95% :) większość specjalizuje się w połowach " dla kota" więc ciężko by się było odnalezć zawodnikom w nowej sytuacji.
Czasem uwierz mi nie da rady przebić się przez karpiową podrośniętą młodzież ;-)
W tym roku wróciłem "do korzeni". Żadnych małych haczyków ( znaczy 4 i 6 ), żadnych małych kulek ( 15 mm lub mniejsze ). Haczyk 1/0, kulki dwie 20 mm lub 18 i 20 mm. A no i kulki - tylko od kulaczy. Żadnych super firmówek. I takie zestawy zasysają leszcze 0,5 kg... Co prawda nie notorycznie ale jednak :-( Teraz hm... założę dwie kulki 18 mm i pop-up 15 mm ... ;-) Zobaczę co to zmieni.
JK
Każdy wędkarz ma prawo,zgodnie z regulaminem,zabrać z łowiska 5 kg ryb i obojętne jest to co z nimi zrobi.Zje czy użyżni ogród warzywny.Może też wyrzucić w krzaki.
Na przeciętnych zawodach w Kołach czy klasy okręgowej nie przypada więcej złowionych ryb niż ok 2 kg na zawodnika.Nawet jeżeli padnie 10 % to jest to ilość niewielka w porównaniu do ryb złowionych i zmarnowanych przez ogół wędkarzy.
Oczywiście,można nie brać udziału w zawodach,można się nie zgadzać z ideą zawodów ale po co wymyślać bajki że zawodnicy niszczą ryby.Przy zarybianiu rocznym narybkiem białej ryby ginie w transporcie ok 10%.a czasem więcej.Czy z tego powodu mamy nie zarybiać?
Co do wymiaru pstrąga i lipienia na zawodach muchowych liczą się ryby wymiarowe zgodnie z RAPR.Łowione są na haki bezzadziorowe i nie są brane do ręki przez zawodników.Są podbierane do podbieraka i w 95% same się wyhaczają.Trzeba wiedzieć,że zawodnicy muszkarze i spiningiści z rybami obchodzą się bardzo ostrożnie.Wiem,bo sędziowałem i na mistrzostwach świata i na mistrzostwach polski o zawodach okręgowych nie wspominając.
Co do wymiaru pstrąga i lipienia na zawodach muchowych liczą się ryby wymiarowe zgodnie z RAPR.
Czasami warto sprawdzic co sie pisze. Na tegorocznych MP w zaleznosci od sektora punktowane byly ryby 20 i 25 cm.
A ile wg RAPR wynosi wymiar lipienia i pstraga ?.
Na przeciętnych zawodach w Kołach czy klasy okręgowej nie przypada więcej złowionych ryb niż ok 2 kg na zawodnika
Albo zartujesz, albo Ci zawodnicy niech zajma sie zbieraniem grzybow. Na zawodach w parku na stwiku miejskim, na dzien dziecka moja 7-letnia corka wygrala zawody z wynikiem okolo 1kg. Chcesz powiedziec ze zawodnicy z tyczkami, kilogramami zanet na zawodach rangi okregowej lowia niewiele wiecej jak 7 letnie dziecko ?
[b]SENORZY INDYWIDUALNIE : [/b]1 miejsce – Tomasz Płocha – wynik 1370 pkt. – koło Gubin, 2 miejsce – Przemysław Rajski – wynik 688 pkt. – koło Sulechów 1, 3 miejsce – Bogdan Samuel – wynik 530 pkt. – koło Gorzów 8.
Czytaj więcej: http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/nowa-sol/a/zlota-rybka-w-nowej-soli-znamy-wyniki-zawodow-zdjecia,12148147/
to są wyniki zawodów ogólnokrajowych Złota Rybka 2017.Jeden punkt to jeden gram.
Natomiast na zaliczanie ryb mniejszych od regulaminu 20-25 cm wydaje marszałek województwa w którym są rozgrywane zawody na wniosek zainteresowanych i to jest pozwolenie jednorazowe.
Podobnie było na mistrzostwach świata w połowie drapieżników z brzegu.Liczyły się złowione sztuki podbierane podbierakiem i wypuszczane z podbieraka po zaliczeniu.
U mnie, na wodzie mojego "gumofilcowego koła", swego czasu podczas zawodów spławikowych osiągano wyniki powyżej 20 kilogramów na łeb. Siat z wody wytargać nie mogli, bo sie rwały! Widok tych siat, przesypywania ryb do ważenia, a potem wypuszczania z gestem - bezcenny! Za wszystko inne zapłacisz MasterCard.
Witam
kilka razy w ostatnim czasie spotkałem się z taka sytuacją gdzie na czas trwania zawodów zresztą "karpiowych" został zmieniony RAPR i obostrzenia występujące na danym akwenie.
Zmiana dotyczy głównie wyworzenia zestawów na odległość 150-250m od brzegu gdzie na łowisku obowiązuje zakaz wywożenia zestawów po II wędkarz łowiązy z łodzi musi zachować odległość 50m od wędkarza na brzegu tak więc ustawiając się łodzią bezpiecznie 100m od brzegu mogę łowić słoneczkiem dookołą a w tej sytuacji niee bo pełno jakiś kijaków wbitych w dno i wywiezione zestawy.
Czy sa jakies regulacje prawne zezwalające na zmianę ogólnych zasad na czas trwaia karpiowych zawodów ? w czasie rozmowy z zawodnikami czułem się jak wędkarz III kategorii dlatego że spinninguję a nie karpiuję i jeszcze się czepiam ich zawodów .
Zadałem pytanie organizatorowi czy jak ja z Rysiem i Zdzisiem zrobimy zawody węgorzowe to będziemy mogli łowić na prąd ? ale odpowiedz była jak zawsze taka sama to są zawody karpiowe i wymiękłem dlatego pytam się tutaj szerszego grona co o tym myślicie.
Jak dla mnie to samowola totalna...
Każde zawody są przeprowadzane za zgodą uprawnionego do rybactwa.W tym przypadku Okręgu.Organizator ma prawo do wprowadzenia regulaminu przez siebie ustalonego odmiennego od RAPR.Nie może on jednak łamać Ustawy o rybactwie.
Reasumując,ma prawo wyłączyć z wędkowania cały akwen lub jego część w zależności od potrzeb zawodów.
A tak Romualdzie nie powinno być. Ja też jestem członkiem PZW i jakiegoś tam kołoa PZW. Mamy swoją wodę, a nawet dwie. Ja też płacę składki i też czekam z utęsknieniem na weekend. A tu dupa, bo zasrane zawody i woda zamknięta. Pomijam fakt, że zawody wędkarskie to sadystyczna praktyka i powinno się tego zabronić.
Proponuję więc byś brał udział w zawodach.Wogule łowienie na haczyk jest sadystyczne.Nie tylko na zawodach.
Po kazdych zawodach w mojej okolicy widzę na wszystkich stanowiskach od kilku, do kilkunastu martwych ryb. Ja zamęczę może ze dwie użyte na żywca. Więc dlaczego ja jestem sadystą, a sportowiec nie?
Dlatego jestem przeciwny zawodom wszelakim rozgrywanym na wodach użytkowanych przez PZW. Zamykają wodę jakby była ich własnością. Przecież człowiek jak jedzie na ryby nie będzie sprawdzał mozolnie wszelkich stron inetrnetowych wszelkich kół, lig wędkarskich itd. czy aby na danej wodzie nie ma zawodów.
Faktem też jest, że jak się chce to można i tu ukłon w stronę koła PZW 26 z Józefowa. Nikt nigdy nie zażyczył sobie żebyśmy "opuścili" miejsce bo są zawody w przeciwieństwie do Koła z Marek.
JK
Ja tam dostaje sms od dzierżawcy co jak i kiedy , dwa tygodnie przed zawodami, no i zawody nie są organizowane w niedziele.
Mi jakoś szczególnie zawody nie przeszkadzają jeśli są rozgrywane na części akwenu ale w mojej okolicy wody jest mało a wędkarzy sporo do tego ogromna moda na wszelkiej maści zawody puchary memriały inne co odbija się na normalnych wędkarzach gdy Ci sportowcy blokują cały brzeg - jedyny do którego jest w miarę normalny dostęp ale sam brzego to nic najgorzej jak wywożą zestawy po 150-250m to jest już przeginka.
Zawody w których startujący maja chęć wywożenia zestawów po 400m powinny być rozgrywane na ogromnych akwenach a nie wąskiej kiszce 250-300m gdzie praktycznie cały zalew jest przegrodzony ich linkami.
Od jakiegoś czasu mam pecha i zawsze trafiam na jakieś zawody jak jadę na nockę to się okazuje że zawody i muszę rano w trybie ekspresowym pakować klamoty następnie jak jadę popływać łodzią to karpiowe jak jadę na motorze na zadupie to spinningowe - masakra jakaś czlowiek ma dzien wolnego od "arbaitz lager" to nawet nie ma gdzie posiedzieć nad wodą .
Nie tylko u nas jest z tym do D..y.
Planowalem z kumplami od miesiaca odwiedzic Vah na Slowacji. W ten weekend. Juz niemal wszystko ustalone i co ?. I dupa. Dzisiaj dowiedzieleismy sie, ze w ten weeken sa zawody. I z ryb lipa. Pozostalo nam jechac na San. Zaczolem juz nawet dlubac muchy pod Vah i dzisiaj siadam do pedalkow na San. Wsciekly jestem jak cholera.
Zawody powinny byc organizowane na klubowych wodach specjalnie do tego przygotowanych a nie na otwartych dostepnych dla wszystkich.
Każdy Okręg i każde Koło zamieszcza na swoich stronach internetowych wykaz zawodów przeprowadzanych w danym roku.Wystarczy wejść na strony tych opiekunów wód i wszystko jasne.
Tiaaaa,jasne. Wystarczy opublikować jakiś anons w necie i ja, zwykły wędkarz, jadąc np. pod Wrocław, co stanowi 3 godziny jazdy, bo chcę raz w roku pojechać na ryby w te strony, juz nie muszę wiedzieć co to za woda, kto ją dzierżawi, jakie Koło PZW tam rządzi, ale muszę dodatkowo szperać po necie i szukać informacji o jakichś tam zapyziałych zawodach - CHORE!
Czym różni sie wędkarz, od wędkarza sportowca?! Ano tym się różni, że musi przeprowadzac jakies dupne dochodzenia, zanim pojedzie gdzieś powędkować. Był tu taki.... "Kuzyn coś tam", który wręcz twierdził, że sportowcy powinni mieć ulgi związkowe, bo oni muszą trenować, inwestowć.... Kuźwa! Ludzie! Przeca to je perwera! To je kurdę zboczenie! Ja mu kazałem jednemu z drugim na zawody jeździć?! A ile on w ciągu roku ryb zabije na tych treningach?!Aile zabije na zawodach?! Mało tego, my, wędkarze, ponosimy częściowo koszty tych imprez, ponieważ pewien procent naszych składek idzie na "właśnie sport wędkarski". Cudzysłów celowy, bo jako sport, rozumiem strzelanie do tarczy, skakanie w dal, w zwyż, ściganie sie na bieżni, i inne takie.... ale traktowanie zwierząt jako materii do uprawiania sportu, uważam za sadyzm najwyższych lotów. Przy czym dotyczy to zawodów wszelkiej maści, oprócz konkurencji na celność rzutów. Żywa ryba, to stworzenie cierpiące. Jestem o wiele barzej humanitarnym wędkarzem, choć coś tam z łowiska zabiorę, bo nie trzymam ryb kilka godzin w siacie tylko dla jej zważenia, przesypywania z siaty do pojemnika, i geściarskiego wypuszczania po zawodach, kiedy juz ryba jest wycieńczona całym tym gównem! Ale jam prosty człek, robol, nie jakiś nawiedzony pracownik korporacji ubezpieczeniowej czy innej. Garniaków na ryby nie zakładam, jak cos złowię, to sie cieszę i to , co chcę, zabieram. Ale nie morduję dla szklanego wazonika z napisem "GRAND PRIX PREZESA KOŁA USRANEGO".....
Kedzio, ogolnie zgadzam sie z Toba w 99%. Byloby 100 gdybs sie tak nie czepial tych pracownikow korporacji. NIe, nie jestem pracownikiem, zadnej duzej firmy, i nie bronie siebie.
Ludzie jak wszyscy inni. Maja taka a nie inna prace, czesto o wiele bardziej stresujaca. A to czy ktos chodzi w garniaku czy nie o niczym kompletnie nie swiadczy.
A wracajac do tematu. Kiedys kilka razy nadzialem sie na zawody i jadac kilkaset km musialem konczyc wczesniej. Teraz przed kazdym dluzszym wyjazdem najpierw dzwonie i pytam sie w okregu. Jesli okreg nie wie o zadnych zawodach, to nawet jak ktos tam sobie takie zorganizuje (jakies kolo) to moga mnie pocalowac. Nie zwolnie miejsca.
Witam
kilka razy w ostatnim czasie spotkałem się z taka sytuacją gdzie na czas trwania zawodów zresztą "karpiowych" został zmieniony RAPR i obostrzenia występujące na danym akwenie.
Zmiana dotyczy głównie wyworzenia zestawów na odległość 150-250m od brzegu gdzie na łowisku obowiązuje zakaz wywożenia zestawów po II wędkarz łowiązy z łodzi musi zachować odległość 50m od wędkarza na brzegu tak więc ustawiając się łodzią bezpiecznie 100m od brzegu mogę łowić słoneczkiem dookołą a w tej sytuacji niee bo pełno jakiś kijaków wbitych w dno i wywiezione zestawy.
Czy sa jakies regulacje prawne zezwalające na zmianę ogólnych zasad na czas trwaia karpiowych zawodów ? w czasie rozmowy z zawodnikami czułem się jak wędkarz III kategorii dlatego że spinninguję a nie karpiuję i jeszcze się czepiam ich zawodów .
Zadałem pytanie organizatorowi czy jak ja z Rysiem i Zdzisiem zrobimy zawody węgorzowe to będziemy mogli łowić na prąd ? ale odpowiedz była jak zawsze taka sama to są zawody karpiowe i wymiękłem dlatego pytam się tutaj szerszego grona co o tym myślicie.
Każdy użytkownik rybacki ma prawo ustalać zasady uprawiania amatorskiego połowu ryb.
PZW Jest związkiem wedkarskim zrzeszających różnych wędkarzy. Jedni lubią zawody i w nich uczestniczą inni łowią typowo rekreacyjnie, a jeszcze inni to zwykli mięsiarze.
A By przeprowadzać zawody bez zakłóceń, to wprowadzono zasadę wykluczania na ten czas części łowiska. Jak też ustalono nowe regulaminy odstępujące od RAPR na ten czas. (Bo .... normalnej ryby jest coraz mniej, bo ....)
Podstawową zasadą jest to że PZW to MY wszyscy członkowie, a nie jak Romuald twierdzi Okręg. Bo Okręg tworzą wszyscy jego członkowie i to oni z pośród siebie wybierają delegatów którzy z pośród siebie wybierają Zarząd Okręgu!
W PZW wszytko ustala się na zebraniach. Tak więc tylko tam trzeba walczyć o normalność i normalne gospodarowanie wodami.
A ponieważ ci normalni wędkarze chcą tylko wędkować i nie udzielają się. To udzielają się ci co lubią np.: zawody wędkarskie. I tym sposobem to oni wybierają większoscią głosów: zarządy i zasady :-)
A jaka to zasada reguluje prawo do męczenia i zwykłego zamęczania ryb?! Cholewka jasna! Normalnie zacznę filmy kręcić i zdjęcia robić. Po każdych zawodach dziesiątki ryb brzuchami do góry pływają. Praktycznie na każdym stanowisku! Najpierw na czas wyrywa się ryby z wody, aż się im pyski obrywają, potem w siacie po kilka, kilkanaście kilo drobiu wyciera się z łusek ( te łuski też widać na dnie ), potem się je do pojemnika przesypuje, waży, i z gestem ( bo to etyczne) wypuszcza się do wody. Zawsze jednak od kilku, do nawet dwudziestu kilku ryb zwyczajnie kituje! Pomnóżmy to przez liczbę zawodników i przez ilość podobnych imprez w sezonie! To jest w porządku?! Ktoś ma czelność nazywać to sportem?! Ja, jak cos złowię, to albo od razu wypuszczam, albo wkładam do siaty w celu zabicia! Kto jest bardziej etyczny i kto ma zdrowsze zasady?!
A jaka to zasada reguluje prawo do męczenia i zwykłego zamęczania ryb?! Cholewka jasna! Normalnie zacznę filmy kręcić i zdjęcia robić. Po każdych zawodach dziesiątki ryb brzuchami do góry pływają. Praktycznie na każdym stanowisku! Najpierw na czas wyrywa się ryby z wody, aż się im pyski obrywają, potem w siacie po kilka, kilkanaście kilo drobiu wyciera się z łusek ( te łuski też widać na dnie ), potem się je do pojemnika przesypuje, waży, i z gestem ( bo to etyczne) wypuszcza się do wody. Zawsze jednak od kilku, do nawet dwudziestu kilku ryb zwyczajnie kituje! Pomnóżmy to przez liczbę zawodników i przez ilość podobnych imprez w sezonie! To jest w porządku?! Ktoś ma czelność nazywać to sportem?! Ja, jak cos złowię, to albo od razu wypuszczam, albo wkładam do siaty w celu zabicia! Kto jest bardziej etyczny i kto ma zdrowsze zasady?!
Takie zachowanie powinno byc ujete w przepisach. Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie.
Amen człowieku. Amen!
Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie. Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Ryby przeznaczone do zabrania z łowiska trzymane mają być w siatce opisanej w regulaminie. Na temat ryb, których nie zabiera się z łowiska, jest napisane jasno: " NIEZWŁOCZNIE WYPUŚCIĆ". Niezwłocznie, to znaczy po wyjęciu haczyka, a nie po sesji zdjęciowej, czy innych mecyjach. Poza tym większość z nas łowi na wodach stojących, więc się ryby turlać nie będą. A jeśli się łowi na rzece, wystarczy rybę przytrzymać w wodzie, choćby za ogon. W trymiga odzyskuje sprawność i odpływa. Sam tak robię, a na Odrze, u mnie jest niezły nurt. Nie ma problemu z boleniem którego się wypuszcza. Krótki kaszel - zabierasz, wpuść do siaty i zabij. Chcesz uwolnić, wyjmij hak i przywróć środowisku. Proste. Już prościej sie nie da.
Gdzie jest napisane, ze ryby należy niezwłocznie wypuścić?
Moje przejęzyczenie. Jest inaczej napisane. Może dla mnie znaczy to tyle samo,bo uważam, że jestem bardziej etycznym mięsiarzem, niż ty etycznym niekilem.
3.6. Złowione ryby niewymiarowe lub będące pod ochroną muszą być bezwzględnie
z ostrożnością wypuszczone do wody, nawet gdy ich stan wskazuje na niewielkie
szanse przeżycia.
Dla mnie ta "ostrożność", to właśnie brak zwłoki. A twoje obserwacje są ujęte w samej końcówce, więc sa niewiele warte. Pozdro.
Ten punkt zacytowany dotyczy ryb niewymiarowych i w okresie ochronnym a nie jak napisałeś ryb, których nie zabiera się z łowiska. To nie jest przejęzyczenie. To może być niewiedza lub ewentualnie świadome przekręcanie. Wypuszczenie z ostroznością nie oznacza, niezwłocznego wypuszczenia.
Osobiście wolałbym gdyby tam było zapisane "bezzwłocznie" ale nie jest. Więc należy pisać dokładnie tak jak jest a nie wymyślać sobie własne interpretacje i jeszcze głosić je drukowanymi literami na portalu.
Dobra panie Woś. Teraz to myślę, że się już czepiasz. Ale spoko, jestem głupi, niedoświadczony, czytać nie umiem, lub tez świadomie przekręcam.
Za to ty, jesteś wzorem niedościgłym. Nie tylko w sprawach etyki, regulaminów, wiedzy wszelkiej maści i kilku innych spraw, o których już tu nawet nie bedę wspominał, bo byś sie pod ziemię musiał zapaść. Ale niech ci będzie. Męczcie dalej te ryby dla sportu, obnoście sie z galeriami okazów, a ty, nawet tego bolenia przed wypuszczeniem ładuj do siaty. Tylko pamiętaj o wpisaniu do rejestru i bedzie ok. Wisi mi to panie Woś. Ciebie nie przegadam nigdy, bo ty jesteś najlepsiejszy pod słońcem.
Dobra panie Woś. Teraz to myślę, że się już czepiasz. Ale spoko, jestem głupi, niedoświadczony, czytać nie umiem, lub tez świadomie przekręcam.
Za to ty, jesteś wzorem niedościgłym. Nie tylko w sprawach etyki, regulaminów, wiedzy wszelkiej maści i kilku innych spraw, o których już tu nawet nie bedę wspominał, bo byś sie pod ziemię musiał zapaść. Ale niech ci będzie. Męczcie dalej te ryby dla sportu, obnoście sie z galeriami okazów, a ty, nawet tego bolenia przed wypuszczeniem ładuj do siaty. Tylko pamiętaj o wpisaniu do rejestru i bedzie ok. Wisi mi to panie Woś. Ciebie nie przegadam nigdy, bo ty jesteś najlepsiejszy pod słońcem.
Trochę przesadziłeś z tym słodzeniem, nikt nie jest idealny nawet ja :)
PS. Bolenia nie muszę wpisywać do rejestru. U mnie wpisuje się po zakończonym łowieniu.
Wracając do tematu, według mnie wszystkie zawody powinny być rozgrywane na żywej rybie wypuszczanej od razu do wody. To oznaczałoby zatrudnienie do każdych zawodów sędziów w liczbie równej zawodnikom i to bezstronnych sędziów, którzy najlepiej nie znaliby żadnego z zawodników a to niestety nierealne.
Olewam. Za pięć godzin jadę na lotnisko. Powędkuję na Krecie dwa tygodnie i potem będziemy się dalej naparzać... jak wrócę. Teraz mam to gdzieś.
Zawsze to pisalem, ze nie moge zrozumiec, po cholere wkladac ryby do siaty i trzymac kilka godzin, po to zeby potom wypuscic. Nie ma to wiele wspolnego z NK bo i tak pewnie jakas czesc z tych ryb wykituje mimo duzych siatek.
Albo pakujemy ryby do siatki i potem zabijamy albo kazda zaraz po zlowienu wypuszczamy. Innego sposobu zachowania sie nad woda nie wyobrazam sobie. Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Oczywiście, że lepiej poklęczeć chwilę i doprowadzić rybę do stanu w ktorym poradzi sobie sama. Jednak moim zdaniem jak ktoś ma walnąć taką wymordowaną rybe do wody, odwrócić się i pójść to juz lepiej jak wpuści do siatki. JEśli ryba sama dojdzie do siebie i po pięciu minutach wypuści to sukces. Jeśli padnie w tej siatce to przynajmniej bedzie wiedział że coś jest nie tak i należy to zmienić. Człowiek, który wrzuci do wody i się odwróci nazwie się NK a nie zdaje sobie sprawy że ryba leży śnieta kilka metrów dalej.
U mnie to co w siatce to w rejestrze, tłumaczenie że ryba odpoczywa w siatce bo się zmęczyła = jakieś 200zł :)
:)
Ja się do końca nie zgodzę. Kilkakrotnie byłem świadkiem jak wędkarz wypuszcza wymęczonego po dlugim holu bolenia. Boleń wypuszczony wykłada się na bok lub do góry brzuchem i idzie na dno a nurt rzeki poniewiera go po kamieniach. Taki turalający się spływa z nurtem. Widzialem też wędkarza, złowionego wymęczonego bolenia pakował do siatki. Boleń po 5 minutach odzystkiwał werwe i był uwalniany. Odpływał wtedy prosto i energicznie. Zaciekawiło mnie to i podpytalem znajomego ichtiologa. Odpowiedział, że jeśli ryba jest bardzo wymęczona to nawet wskazane by było na chwilę wpuścić ją do siatki. Tam odpoczywa, uspokaja się. Dużo ryb po holu jest oszołomiona i wymęczona. Jeśli wypuszczane są w nurt to poprostu poddają mu się o obijają po przeszkodach. Niewielkie sztuki bardzo często padają ofiara drapieżników, ktróre jak wszyscy wiemy w głównej mierze celują w oslabione lub chore ryby. Oczywiście trzymanie w malych siatkach, zbyt długo, zbyt wielu ryb czy na malo natlenionej płytkiej wodzie zrobi więcej szkody.
Masz calkowita racje. Ryba po dlugim holu nie powinna byc wypuszczona od razu. Ale to nie znaczy ze ma byc wsadzona do siatki. Bylem tydzien temu na Sanie. Lipienie o tej porze roku biora jak najcieniej. ).Zylka 010 to norma. Nie da sie wyholowac ryby w 1 min na taka zylke. Kazdego lipienia pow 40 cm (a zlowilem i troche) najpierw doprowadzalem do stanu takiego ze jest w stanie sam odplynac a potem delikatnie zabieram dlonie spod brzucha. Nigdy nie odczepiam ryby i wypuszczam od razu po holu.
Czasami klecze w wodzie i 5 min zanim ryba nie dojdzie do siebie. Ale nie pomyslalbym zeby pakowac ja do siatki. Takie zachowanie jak widziales z tym boleniem nie ma nic wspolnego z NK. Wiele razy apelowalem do ludzi (i na forach i w realu) zeby najpierw poczytali jak uwalniac wieksza rybe zeby przezyla bo samo odczepienie z haczyka i wywalenie do wody nic nie daje. Jesli chcemy, zeby przezyla musi byc to robione z glowa.
Oczywiście, że lepiej poklęczeć chwilę i doprowadzić rybę do stanu w ktorym poradzi sobie sama. Jednak moim zdaniem jak ktoś ma walnąć taką wymordowaną rybe do wody, odwrócić się i pójść to juz lepiej jak wpuści do siatki. JEśli ryba sama dojdzie do siebie i po pięciu minutach wypuści to sukces. Jeśli padnie w tej siatce to przynajmniej bedzie wiedział że coś jest nie tak i należy to zmienić. Człowiek, który wrzuci do wody i się odwróci nazwie się NK a nie zdaje sobie sprawy że ryba leży śnieta kilka metrów dalej.
Wszytko zależy kto jakiej siatki używa. Obecnie z tego co pamiętam to na zawodach PZW siatki powinny mieć 3-4 metry. Właśnie po to by ryba wpuszczona do niej trafiała do głębszej partii wody, która jest chłodniejsza i bogatsza w tlen.
W płytkiej siatce, zwłaszcza latem rybka szybko padnie bo woda jest nagrzana i uboga w tlen. :-(
Ty tak serio?! Widywałem na zawodach po 30 kilo drobiu w siatce. Wiesz ile to sztuk? Bywa, że setki! I zawsze pozostają po takich imprezach zwłoki, których ilość jest przerażająca! I nie zmieni tego żadna siatka, choćby nawet miała 10 metrów długości i sięgała pięciu metrów w dół. Nie rozumiem takiego uporczywego bronienia sadyzmu zwanego zawodami wędkarskimi!
Oczywiście,zawodnict straszliwie niszczą pogłowie ryb! A ja stwierdzam,na podstawie przeprowadzanych kontroli co następuje.W okresie zimowym są masowo wyławiane małe okonki.Takie 15 cm obecnie a przed wprowadzeniem wymiaru ochronnego dużo mniejsze.Na pytanie po co takie małe pada lakoniczna odpowiedż.DLA KOTA.2-3 kg okonkow dla kota.To chyba lew nie kot.To niestety nie jest przypadek odosobniony.Brać pseudowędkarska niszczy więcej ryb niż zawodnicy startujący w zawodach.
Ludzie są różni. Trzeba to nagłaśniać i tłumaczyć. Edukować i jeszcze raz edukować, lub też zmienić wymiary ochronne i kontrolować. Natomiast jeśli chodzi o sportowców, to chyba mówimy o elicie pośród naszej braci. Tu pojawia się pytanie - czy naprawdę jest w porządku taka masowa rzeź?! Obserwowałem kilka razy zawody, gdzie uczestników było kilkudziesięciu. Zazwyczaj jest to około 25-35 osób i więcej. Takie zawody w sezonie, na naszej wodzie odbywają się co tydzień, co dwa tygodnie, a bywa, ze i dwa razy w tygodniu. Niech każdy uśmierci 10 rybek, to mnożąc przez ilość zawodników otrzymamy wynik 250-350 sztuk. mnożąc przez 4 razy w miesiącu ( zaniżam), to może byc nawet 1500 sztuk. Razy 4 miesiące, to 6000 sztuk. Niech każda ma 50g, to możemy dojść do 3 ton narybku, bo to przeca narybek! No kur*a ja pi*lę! Co to jest?! To wszystko pod proporcem rywalizacji sportowej, by otrzymać pucharek z blachy! To ja wolę dać rybię w łeb!
Ja często biorę udział w zawodach,zarówno jako zawodnik jak i sędzia i muszę obiektywnie stwierdzić,że ilość padniętych ryb jest znikoma w stosunku do złowionych.
Liczysz tez ryby, ktore zdechna za kilka kilkanascie dni na skutek plesniawki czy innych chorobsk przez przetrzymywanie w siatce czy na skutek niedotlenienia ?. Sam bylem swiadkiem, jak okolo 60 cm brzana po wypuszczeniu jakies pol godziny pozniej wyplynela z rynienki do gory brzuchem. To ze ryba odplynela, nie oznacza ze przezyla.
Ostatnio bylem kilka razy na pewnym lowisku pstragowym, gdzie wlasciciel wprowadzil NK. Niestety coraz czesciej widac okaleczone, dziwnie zachowujace sie ryby ktore pewnie dlugo nie pociagna. Mimo ze nie wolno ich przetrzymywac w siatce, haczyki tylko bezzadziorowe itp i obowiazkowy podbierak.
No i druga sprawa. To ze wedkarze zachowuja sie gorzej jak zwierzeta (pisze o tym przypaku z lodem i okonkami) nie usprawiedliwia w zaden sposob tego co dzieje sie na zawodach czy tez przed nimi. Bo nie zapominajmy, ze wielu "zawodowcow" jedzie jeszcze potrenowac przed zawodami. No i laduje ryby do siaty, zeby zobaczyc na koniec ile zlowil. Te tez kolega liczy ?. Bo przeciez one sa skladowa i konsekwencja tego ze sa zawody.
PS. Jesli juz zawody to niech beda np o najwieksza rybe. A nie w tym, kto przezuci najwieksza ilosc narybku.
Pawelz - Oczywiście wiem, co się dzieje na tych treningach. Jakiś czs temu niejaki "Kuzyn" uskuteczniał tu pewne politykie... między innymi twierdził, ze zawodnicy, reprezentanci, powinni być zwolnieni z opłacania składek, bo ponoszą koszty treningów i zawodów, a przeca oni nas reprezentują, więc to my mamy płacic na te cele więcej, a nie oni. Chwalił sie nie raz, ile tej ryby trzeba wytargać, coby do formy dojść. Ale to juz pozostawię bez komentarza, bo w tamtym czasie wszyscy mnie tu popierali jak go objechałem, a teraz większość to moi oponenci i wrogowie.
Kedzio ja to jestem za Tobą :-)
Paweł ostatnio pojawił się taki trend na zawodach karpiowych. Trzy największe ryby się liczą.
JK
Zawody karpiowe sila rzeczy nie moga byc zawodami na ilosc. A przynajmniej byloby to bez sensu :).
Przeciez Ci najlepsi z najlepszych powinni wykazac sie umiejetnoscia lowienia tych najtrudniejszych ryb a nie drobnicy.
Ostatnio kolega byl nad Sanem w czasie mistrzostw Polski w wedkarstwie muchowym. Codziennie chodzil przygladac sie jak lowia najlepsi. To co mi opowiadal to zenada. Celowe ustawianie sie na lipki po 20-25 cm zeby tylko punktowac. Miejsca ktore ja omijam szerokim lukiem byly nr jeden dla zawodnikow. Wiadomo kardynala nielatwo skusic, ale lipien 20-kilku cm jest latwa zdobycza.
Szczególnie zawody spławikowe są przerażające. Też widziałem wiele razy, jak wygląda woda po zakończeniu takich zmagań. Podlodwych zawodów, to już nawet nie chcę komentować... :( Teraz modne są zawody feederowe, wszędzie o nich trąbią i wiele osób bierze w nich udział. Na komercjach wiem jak to wygląda, tam rybki się szanuje i straty są minimalne. Nie wiem jak to będzie na wodach PZW? Mniemam, że podobnie jak przy zawodach spławikowych :( Według mnie, zawody powinny odbywać się tylko na żywej rybie. Pojęcia nie mam, jak miałoby to działać przy zawodach spławikowych? Dla mnie jednak, ważniejsze są ryby, nie zawodnicy i sport.
Zawody w których wygrywa największa ryba to jest coś :) Tylko że karpiarze celowo nastawiają się na te największe i tam to normalka, a w gumofilcowych kołach których jest w Polsce 95% :) większość specjalizuje się w połowach " dla kota" więc ciężko by się było odnalezć zawodnikom w nowej sytuacji.
Zawody w których wygrywa największa ryba to jest coś :) Tylko że karpiarze celowo nastawiają się na te największe i tam to normalka, a w gumofilcowych kołach których jest w Polsce 95% :) większość specjalizuje się w połowach " dla kota" więc ciężko by się było odnalezć zawodnikom w nowej sytuacji.
Czasem uwierz mi nie da rady przebić się przez karpiową podrośniętą młodzież ;-)
W tym roku wróciłem "do korzeni". Żadnych małych haczyków ( znaczy 4 i 6 ), żadnych małych kulek ( 15 mm lub mniejsze ). Haczyk 1/0, kulki dwie 20 mm lub 18 i 20 mm. A no i kulki - tylko od kulaczy. Żadnych super firmówek. I takie zestawy zasysają leszcze 0,5 kg... Co prawda nie notorycznie ale jednak :-( Teraz hm... założę dwie kulki 18 mm i pop-up 15 mm ... ;-) Zobaczę co to zmieni.
JK
Każdy wędkarz ma prawo,zgodnie z regulaminem,zabrać z łowiska 5 kg ryb i obojętne jest to co z nimi zrobi.Zje czy użyżni ogród warzywny.Może też wyrzucić w krzaki.
Na przeciętnych zawodach w Kołach czy klasy okręgowej nie przypada więcej złowionych ryb niż ok 2 kg na zawodnika.Nawet jeżeli padnie 10 % to jest to ilość niewielka w porównaniu do ryb złowionych i zmarnowanych przez ogół wędkarzy.
Oczywiście,można nie brać udziału w zawodach,można się nie zgadzać z ideą zawodów ale po co wymyślać bajki że zawodnicy niszczą ryby.Przy zarybianiu rocznym narybkiem białej ryby ginie w transporcie ok 10%.a czasem więcej.Czy z tego powodu mamy nie zarybiać?
Co do wymiaru pstrąga i lipienia na zawodach muchowych liczą się ryby wymiarowe zgodnie z RAPR.Łowione są na haki bezzadziorowe i nie są brane do ręki przez zawodników.Są podbierane do podbieraka i w 95% same się wyhaczają.Trzeba wiedzieć,że zawodnicy muszkarze i spiningiści z rybami obchodzą się bardzo ostrożnie.Wiem,bo sędziowałem i na mistrzostwach świata i na mistrzostwach polski o zawodach okręgowych nie wspominając.
Co do wymiaru pstrąga i lipienia na zawodach muchowych liczą się ryby wymiarowe zgodnie z RAPR.
Czasami warto sprawdzic co sie pisze. Na tegorocznych MP w zaleznosci od sektora punktowane byly ryby 20 i 25 cm.
A ile wg RAPR wynosi wymiar lipienia i pstraga ?.
Na przeciętnych zawodach w Kołach czy klasy okręgowej nie przypada więcej złowionych ryb niż ok 2 kg na zawodnika
Albo zartujesz, albo Ci zawodnicy niech zajma sie zbieraniem grzybow. Na zawodach w parku na stwiku miejskim, na dzien dziecka moja 7-letnia corka wygrala zawody z wynikiem okolo 1kg. Chcesz powiedziec ze zawodnicy z tyczkami, kilogramami zanet na zawodach rangi okregowej lowia niewiele wiecej jak 7 letnie dziecko ?
[b]SENORZY INDYWIDUALNIE : [/b]1 miejsce – Tomasz Płocha – wynik 1370 pkt. – koło Gubin, 2 miejsce – Przemysław Rajski – wynik 688 pkt. – koło Sulechów 1, 3 miejsce – Bogdan Samuel – wynik 530 pkt. – koło Gorzów 8.
Czytaj więcej: http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/nowa-sol/a/zlota-rybka-w-nowej-soli-znamy-wyniki-zawodow-zdjecia,12148147/
to są wyniki zawodów ogólnokrajowych Złota Rybka 2017.Jeden punkt to jeden gram.
Natomiast na zaliczanie ryb mniejszych od regulaminu 20-25 cm wydaje marszałek województwa w którym są rozgrywane zawody na wniosek zainteresowanych i to jest pozwolenie jednorazowe.
Podobnie było na mistrzostwach świata w połowie drapieżników z brzegu.Liczyły się złowione sztuki podbierane podbierakiem i wypuszczane z podbieraka po zaliczeniu.
U mnie, na wodzie mojego "gumofilcowego koła", swego czasu podczas zawodów spławikowych osiągano wyniki powyżej 20 kilogramów na łeb. Siat z wody wytargać nie mogli, bo sie rwały! Widok tych siat, przesypywania ryb do ważenia, a potem wypuszczania z gestem - bezcenny! Za wszystko inne zapłacisz MasterCard.