Niestety, wczoraj przytrafiła mi się przykra sprawa. Otóż po powrocie z ryb, jakiś czas później zauważyłem że zniknęła moja karta i legitymacja, został sam rejestr. Przetrzęsiony został pokój dwa razy, samochód, nawet udałem się na łowisko i stację paliw, gdzie jedynie tam się po rybach zatrzymywałem. Nigdzie nie znalazłem więc uznałem kartę za zagubioną. Zacząłem działać z samego rana. Udałem się do starostwa powiatowego w celu ponownego wydania karty. Niestety okazało się, że aby ją wydać potrzebne jest jakieś zaświadczenie że ją w ogóle zdawałem z koła w którym była wyrabiana. Kiedyś przez przypadek uprałem ją, wtedy jednak wystarczył skrawek ze zdjęciem w celu potwierdzenia, że karte posiadam. Teraz jest inaczej i wszystko byłoby ok gdyby nie mały problem. Otóż jakiś czas temu przeniosłem się do innego koła ze względu na lepsze warunki. Pani w starostwie powiedziała mi żebym się udał do tego koła w którym karte zdawałem by wystawili mi ten świstek i z tym przyszedł spowrotem. Problem polega na tym, że opłacając składki w tym roku, w nowym już kole byłem świadkiem podobnej sytuacji. Facet zgubił wszystkie dokumenty, prezes koła najpierw go wysłał do starostwa po karte a dopiero później miał przyjść po legitymacje. A u mnie sytuacja jest odwrotna, najpierw do związku a później po karte. Opłaty skarbowe jak to nazwali znam, chciałbym się tylko dowiedzieć czy nie zakończy się na tym, że muszę na nowo zdawać czy da radę to jakoś zalatwić miedzy tymi dwoma kołami. No i czy załatwię wszystko w jednym czy jednak muszę iść z jednego do drugiego? Domyślam się również że ponownej opłaty członkowskiej nie będzie, w końcu wszystko jest w dokumentacji... Proszę o pomoc, rady, wsparcie... Wy rozumiecie jaka to jest strata dla wędkarza...
No sprawa jest przykra. Zgubienie dokumentów, kluczy, pieniędzy to docha już. Ale do rzeczy. Widzę, że co urząd to rząd. Dlatego moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku dla Ciebie będzie wykonanie telefonu do Zarządu Okręgowego PZW, oraz do Starostwa i doinformowanie się u obu źródeł zadając im to samo pytanie. Wtedy na pewniaka uderzasz ze sprawą tam, gdzie powinieneś zacząć tą golgotę. To powodzonka.
Własnie rejestr mi został, nie mam karty i legitymacji. Gdyby wystarczył numer karty napewno nie byłoby całego tego zamieszania z zaświadczeniami... Polska biurokracja. Wiadomo, że gdzieś w segregatorze leży cała potrzebna dokumentacja tylko komu chce się tam zaglądać. Trzeba to zrobić za nich. A przecież nie jest tego wiele bo kadży mieszkaniec powiatu nie jest przecież wędkarzem... Załatwie to choćby nie wiem co, nie da się długo wytrzymać bez wyprawy na jesiennego szczupaka, ale martwi mnie fakt, że jeżeli nie da się tego załatwić za pośrednictem jednego koła będzie sporo latania za tematem bo otwarcie obu kół się nie pokrywa, inne dni tygodnia.... Posłużę się póki co radą kolegi Mastiffa. Trzeba zadzwonić jeszcze do Mazowieckiego i się dowiedzieć...
Mało tego...... Dzwoniąc i rozmawiając z kimkolwiek w którymś z miejsc, poproś o nazwisko urzędnika(czki) z którą(ym) rozmawiałeś. Wiem z autopsji, że rzucenie nazwiskiem w sprawach spornych, kiedy się nie przyznaje ktoś do udzielenia błędnej informacji, pomaga w dojściu do porozumienia i pozytywnego załatwienia sprawy. Jeszcze raz powodzenia.
Ludzie których zastałem w oddziale środowiska i rolnictwa, jak to tam się w starostwie nazywa, powiedzieli że szefów nie ma. Mogę liczyć jedynie na to że pani która ze mną rozmawiała była lekko rozgarnięta i faktycznie dochodząc do samego szefa oddziału problemu takiego mieć nie będę. Dzwoniłem do okręgu mazowieckiego, tam uzyskałem informację że starostwo najsamprzód wydaje duplikat karty na podstawie dokumentacji jaką posiadają, którą mają i mieć muszą, w tym numer karty mi wydanej. Taką samą informację uzyskałem od prezesa koła w którym to obecnie jestem członkiem. Koło takie dokumenty przetrzymuje 5 lat co jest podobno ustalone prawem. Jest to jakiś wariant bo karte wyrabiałem 5 lat temu więc jeżeli państwo w w/w urzędzie nadal będzie tak upierdliwe mogę zasięgnąć potrzebnych informacji w kole. Problem sie pojawi keidy koło już dokumentacji nie będzie miało a starszyzna nadal będzie wymagała ode mnie zaświadczenia. Nie widzę obowiązku zdawania na nowo egzaminu, powiedział mi to nawet prezes koła, mogę liczyć na uprzejmość związkowców i wystawią mi świstek "na słowo". Ale jeżeli wszystko zawiedzie robić awanturę w tym pieprzniku? No bo jak ja inaczej do tego dojde... Ja poprostu chce uniknąć i tak zbędnych kosztów... Wiadomo że za duplikat zapłacę, dycha w środowiskowym i tam piątka za legitymację, ale napewno nie będzie to opłata egzaminacyjna... Wolałbym sobie za to zakupić coś chociażby na wyprawę wędkarską...
No i widzisz, koleś Graham Bell, który wynalazł telefon, nawet nie wie jak wielkiego wynalazku dokonał, potęga telefonu jest największą na świecie :) Awanturę możesz robić ,ale tym osobom, które będą Ci wyraźnie utrudniać dla samego utrudniania, bo jeśli jakieś durne procedury, zarządzenia, przepisy będą po ich stronie, to niestety trzeba zacisnąć zęby i walczyć z gryzipiórkami i się podporządkować. Ale z tego co opisujesz, to problemów raczej mieć nie będziesz i załatwisz wszystko szybko, sprawnie i bezboleśnie dla swojego hobby.
Jest postęp w całej sprawie. Dziś zastałem szefostwo oddziału środowiska i rolnictwa, uzyskałem pewne informacje. Tym razem uprzejma pani powiedziała mi, że wystarczy przynieść zaświadczenie iż karta była opłacana i na podstawie tego mogą mi wydać nawet z nowym numerem. Owszem, mogą i ze starym ale dokumentacja powyżej 3 lat znajduje się już w archiwum. Teoretycznie można by tego poszukać jednak zawsze znajdzie się jakieś ale które w tym przypadku polega na tym, że trzeba by było przewalić dokumentację z całego roku w którym to moja karta była wydana. Już nie będę utrudniał nikomu życia, robił dodatkowej pracy. Przyjdę z tym świstkiem po nową kartę. Nie zależy mi przecież na tym numerze, chce po prostu mieć tą kartę w miarę możliwości jak najszybciej. Pomyślałem również że ubezpieczę się na przyszłość i wpadłem na pomysł by uzyskać jakiś papier odnośnie tej karty, coś z jej numerem by w nie daj Boże oczywiście znów podobnej sytuacji poradzić sobie z tym bez problemów. Kiedy załatwię wszystko napiszę jak to się skończyło i czy dostałem taki właśnie papierek na przyszłość. Opiszę wszystko co i jak i temat będzie tematem informacyjnym dla Was, jak postępować w takiej sytuacji. Co jest niezbędne, co trzeba mieć, co i gdzie załatwić. Oczywiście nikomu takiej zguby nie życzę ale będzie wiadomo jak postępować. Orientacyjnie, bo wiadomo że każde starostwo prowadzi własną politykę. Jedni mogą mieć jeszcze dokumenty i informację w segregatorach, a drudzy wszystko przejrzyste w komputerze. Liczę na to że sprawa zakończy się w czwartek kiedy to dostarczę uzyskane w środę zaświadczenie. Nie da się wszystkiego załatwić jednego dnia ze względu na popołodniową godzinę otwarcia związku. Mam nadzieję że wszystko skończy się pomyślnie.
miałem kiedyś podobny przypadek... jeszcze z czasów dziecinnych zgubiłem plecak na rybach, nie wiem jak to sie stało ale było tak nigdzie go znalezc nie mogłem, być moze ktos ukradł bo kreciło się kilka osob a nie zwracałem na nich szczegolnej uwagi. Od razu na drugi dzien poszedłem do PZW wydali mi duplikat kosztował bodajże 5zł takze sprawa groszowa. Po jakimś czasie dostałem list a w srodku była karta wedkarska, niestety plecaka i jego zawartosci nie odzyskałem... powodzenia i pozdrawiam:)
No i sprawa dobiegła do końca. Dokumenty są w komplecie. Kolejną informację jaką uzyskałem to taka, że od zeszłego roku wszystkie dokumenty, ich numery itd są przechowywane w komputerze co dobrze rokuje na przyszłość. Można mieć nadzieję że nie będzie takich problemów jakie ja miałem. Ale to też indywidualna sprawa każdego starostwa. Ksero karty w zupełności wystarczy by przyspieszyć proces wydania duplikatu. Pieczątki nie dadzą bo podchodziło by to pod kopie ale najlepiej skserować to tak jak dowód z dwóch stron i będzie cacy. Karta odebrana, pierwsza godzinka ze spinningiem po przerwie zaliczona. Akwen na którym wędkuję również dobrze rokuje, spotkałem starszego kolegę spinningistę i mówi że większe okazy zaczęły polowanie. Nie pozostaje nic innego jak tylko odpowiednio się przygotować i ruszyć na rybki. Do zobaczenia nad wodą!
Niestety, wczoraj przytrafiła mi się przykra sprawa. Otóż po powrocie z ryb, jakiś czas później zauważyłem że zniknęła moja karta i legitymacja, został sam rejestr. Przetrzęsiony został pokój dwa razy, samochód, nawet udałem się na łowisko i stację paliw, gdzie jedynie tam się po rybach zatrzymywałem. Nigdzie nie znalazłem więc uznałem kartę za zagubioną.
Zacząłem działać z samego rana. Udałem się do starostwa powiatowego w celu ponownego wydania karty. Niestety okazało się, że aby ją wydać potrzebne jest jakieś zaświadczenie że ją w ogóle zdawałem z koła w którym była wyrabiana. Kiedyś przez przypadek uprałem ją, wtedy jednak wystarczył skrawek ze zdjęciem w celu potwierdzenia, że karte posiadam. Teraz jest inaczej i wszystko byłoby ok gdyby nie mały problem.
Otóż jakiś czas temu przeniosłem się do innego koła ze względu na lepsze warunki. Pani w starostwie powiedziała mi żebym się udał do tego koła w którym karte zdawałem by wystawili mi ten świstek i z tym przyszedł spowrotem. Problem polega na tym, że opłacając składki w tym roku, w nowym już kole byłem świadkiem podobnej sytuacji. Facet zgubił wszystkie dokumenty, prezes koła najpierw go wysłał do starostwa po karte a dopiero później miał przyjść po legitymacje. A u mnie sytuacja jest odwrotna, najpierw do związku a później po karte. Opłaty skarbowe jak to nazwali znam, chciałbym się tylko dowiedzieć czy nie zakończy się na tym, że muszę na nowo zdawać czy da radę to jakoś zalatwić miedzy tymi dwoma kołami. No i czy załatwię wszystko w jednym czy jednak muszę iść z jednego do drugiego? Domyślam się również że ponownej opłaty członkowskiej nie będzie, w końcu wszystko jest w dokumentacji...
Proszę o pomoc, rady, wsparcie... Wy rozumiecie jaka to jest strata dla wędkarza...
Udaj się do koła w którym ostatnio opłacałeś składki, tam mają rejestr opłat i nr karty.
No sprawa jest przykra. Zgubienie dokumentów, kluczy, pieniędzy to docha już. Ale do rzeczy. Widzę, że co urząd to rząd. Dlatego moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem w tym wypadku dla Ciebie będzie wykonanie telefonu do Zarządu Okręgowego PZW, oraz do Starostwa i doinformowanie się u obu źródeł zadając im to samo pytanie. Wtedy na pewniaka uderzasz ze sprawą tam, gdzie powinieneś zacząć tą golgotę. To powodzonka.
Udaj się do koła w którym ostatnio opłacałeś składki, tam mają rejestr opłat i nr karty.
Ps: skoro miałeś kartę, egzamin zdać musiałeś. Na podstawie nr karty powinni Ci wydać nową, a kole dowiesz się co z rejestrem i kartą członkowską.
Własnie rejestr mi został, nie mam karty i legitymacji.
Gdyby wystarczył numer karty napewno nie byłoby całego tego zamieszania z zaświadczeniami... Polska biurokracja. Wiadomo, że gdzieś w segregatorze leży cała potrzebna dokumentacja tylko komu chce się tam zaglądać. Trzeba to zrobić za nich. A przecież nie jest tego wiele bo kadży mieszkaniec powiatu nie jest przecież wędkarzem...
Załatwie to choćby nie wiem co, nie da się długo wytrzymać bez wyprawy na jesiennego szczupaka, ale martwi mnie fakt, że jeżeli nie da się tego załatwić za pośrednictem jednego koła będzie sporo latania za tematem bo otwarcie obu kół się nie pokrywa, inne dni tygodnia....
Posłużę się póki co radą kolegi Mastiffa. Trzeba zadzwonić jeszcze do Mazowieckiego i się dowiedzieć...
No tak to też racja, rzeczy na pozór proste, nasza rzeczywistość weryfikuje.;(
Powodzenia i do zobaczenia nad wodą.
Mało tego...... Dzwoniąc i rozmawiając z kimkolwiek w którymś z miejsc, poproś o nazwisko urzędnika(czki) z którą(ym) rozmawiałeś. Wiem z autopsji, że rzucenie nazwiskiem w sprawach spornych, kiedy się nie przyznaje ktoś do udzielenia błędnej informacji, pomaga w dojściu do porozumienia i pozytywnego załatwienia sprawy. Jeszcze raz powodzenia.
Ludzie których zastałem w oddziale środowiska i rolnictwa, jak to tam się w starostwie nazywa, powiedzieli że szefów nie ma. Mogę liczyć jedynie na to że pani która ze mną rozmawiała była lekko rozgarnięta i faktycznie dochodząc do samego szefa oddziału problemu takiego mieć nie będę.
Dzwoniłem do okręgu mazowieckiego, tam uzyskałem informację że starostwo najsamprzód wydaje duplikat karty na podstawie dokumentacji jaką posiadają, którą mają i mieć muszą, w tym numer karty mi wydanej. Taką samą informację uzyskałem od prezesa koła w którym to obecnie jestem członkiem. Koło takie dokumenty przetrzymuje 5 lat co jest podobno ustalone prawem. Jest to jakiś wariant bo karte wyrabiałem 5 lat temu więc jeżeli państwo w w/w urzędzie nadal będzie tak upierdliwe mogę zasięgnąć potrzebnych informacji w kole. Problem sie pojawi keidy koło już dokumentacji nie będzie miało a starszyzna nadal będzie wymagała ode mnie zaświadczenia. Nie widzę obowiązku zdawania na nowo egzaminu, powiedział mi to nawet prezes koła, mogę liczyć na uprzejmość związkowców i wystawią mi świstek "na słowo". Ale jeżeli wszystko zawiedzie robić awanturę w tym pieprzniku? No bo jak ja inaczej do tego dojde... Ja poprostu chce uniknąć i tak zbędnych kosztów... Wiadomo że za duplikat zapłacę, dycha w środowiskowym i tam piątka za legitymację, ale napewno nie będzie to opłata egzaminacyjna... Wolałbym sobie za to zakupić coś chociażby na wyprawę wędkarską...
No i widzisz, koleś Graham Bell, który wynalazł telefon, nawet nie wie jak wielkiego wynalazku dokonał, potęga telefonu jest największą na świecie :) Awanturę możesz robić ,ale tym osobom, które będą Ci wyraźnie utrudniać dla samego utrudniania, bo jeśli jakieś durne procedury, zarządzenia, przepisy będą po ich stronie, to niestety trzeba zacisnąć zęby i walczyć z gryzipiórkami i się podporządkować. Ale z tego co opisujesz, to problemów raczej mieć nie będziesz i załatwisz wszystko szybko, sprawnie i bezboleśnie dla swojego hobby.
Jest postęp w całej sprawie. Dziś zastałem szefostwo oddziału środowiska i rolnictwa, uzyskałem pewne informacje. Tym razem uprzejma pani powiedziała mi, że wystarczy przynieść zaświadczenie iż karta była opłacana i na podstawie tego mogą mi wydać nawet z nowym numerem. Owszem, mogą i ze starym ale dokumentacja powyżej 3 lat znajduje się już w archiwum. Teoretycznie można by tego poszukać jednak zawsze znajdzie się jakieś ale które w tym przypadku polega na tym, że trzeba by było przewalić dokumentację z całego roku w którym to moja karta była wydana. Już nie będę utrudniał nikomu życia, robił dodatkowej pracy. Przyjdę z tym świstkiem po nową kartę. Nie zależy mi przecież na tym numerze, chce po prostu mieć tą kartę w miarę możliwości jak najszybciej. Pomyślałem również że ubezpieczę się na przyszłość i wpadłem na pomysł by uzyskać jakiś papier odnośnie tej karty, coś z jej numerem by w nie daj Boże oczywiście znów podobnej sytuacji poradzić sobie z tym bez problemów. Kiedy załatwię wszystko napiszę jak to się skończyło i czy dostałem taki właśnie papierek na przyszłość. Opiszę wszystko co i jak i temat będzie tematem informacyjnym dla Was, jak postępować w takiej sytuacji. Co jest niezbędne, co trzeba mieć, co i gdzie załatwić. Oczywiście nikomu takiej zguby nie życzę ale będzie wiadomo jak postępować. Orientacyjnie, bo wiadomo że każde starostwo prowadzi własną politykę. Jedni mogą mieć jeszcze dokumenty i informację w segregatorach, a drudzy wszystko przejrzyste w komputerze.
Liczę na to że sprawa zakończy się w czwartek kiedy to dostarczę uzyskane w środę zaświadczenie. Nie da się wszystkiego załatwić jednego dnia ze względu na popołodniową godzinę otwarcia związku.
Mam nadzieję że wszystko skończy się pomyślnie.
Poprostu skseruj sobie nowy dokument na wszelki wypadek.
miałem kiedyś podobny przypadek... jeszcze z czasów dziecinnych zgubiłem plecak na rybach, nie wiem jak to sie stało ale było tak nigdzie go znalezc nie mogłem, być moze ktos ukradł bo kreciło się kilka osob a nie zwracałem na nich szczegolnej uwagi. Od razu na drugi dzien poszedłem do PZW wydali mi duplikat kosztował bodajże 5zł takze sprawa groszowa. Po jakimś czasie dostałem list a w srodku była karta wedkarska, niestety plecaka i jego zawartosci nie odzyskałem... powodzenia i pozdrawiam:)
No i sprawa dobiegła do końca. Dokumenty są w komplecie. Kolejną informację jaką uzyskałem to taka, że od zeszłego roku wszystkie dokumenty, ich numery itd są przechowywane w komputerze co dobrze rokuje na przyszłość. Można mieć nadzieję że nie będzie takich problemów jakie ja miałem. Ale to też indywidualna sprawa każdego starostwa.
Ksero karty w zupełności wystarczy by przyspieszyć proces wydania duplikatu. Pieczątki nie dadzą bo podchodziło by to pod kopie ale najlepiej skserować to tak jak dowód z dwóch stron i będzie cacy.
Karta odebrana, pierwsza godzinka ze spinningiem po przerwie zaliczona. Akwen na którym wędkuję również dobrze rokuje, spotkałem starszego kolegę spinningistę i mówi że większe okazy zaczęły polowanie.
Nie pozostaje nic innego jak tylko odpowiednio się przygotować i ruszyć na rybki.
Do zobaczenia nad wodą!
No i gitara, to powodzonka i połamania kija.