Reklama
  • Forum wedkuje.pl2012-12-14 19:05:11

    Pojęcie znikomej społecznej szkodliwości czynu przewija się bardzo często w wypowiedziach wędkarzy, przy okazji kolejnych doniesień o umorzeniu postępowań w stosunku do sprawców kłusownictwa
    Najczęściej można przeczytać lub usłyszeć, że "to się znowu zakwalifikuje do znikomej szkodliwości", "tę znikomą szkodliwość należy z kodeksu wykreślić", "znów nikogo nie skażą, bo będzie znikoma szkodliwość". Postaram się tutaj wyjaśnić, jakie okoliczności brane są pod uwagę przy ocenie tego stopnia i co to pojęcie w praktyce oznacza, bo że rodzi skutki w postaci umorzenia postępowania – nikomu chyba tłumaczyć nie trzeba.

    Zgodnie z treścią art. 1 § 2 Kodeksu karnego – nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Powyższy zapis przyjmuje za punkt wyjścia brak przestępczości czynu zabronionego w razie znikomego stopnia społecznej szkodliwości tego czynu. Co to oznacza w praktyce?

    Otóż sędzia (prokurator), oceniając dany czyn, nie może oprzeć się na samym założeniu, że czyn ten (np. złowienie ryby w okresie ochronnym przez osobę nieuprawnioną do amatorskiego połowu ryb) jest czynem zabronionym, rodzącym odpowiedzialność karną (co de facto oczywiście ma miejsce) i przejść do ustalania winy, tylko jest zobligowany do uprzedniego ustalenia, czy czyn ten nie nosi znamion czynu zabronionego o znikomej szkodliwości. Oznacza to, że np. prokurator, otrzymując zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego w postaci kłusownictwa, w prowadzonym przez siebie postępowaniu powinien najpierw ustalić, czy czyn, o którym mowa w zawiadomieniu, nie jest czynem o znikomym stopniu szkodliwości społecznej i czy sprawa nie kwalifikuje się do umorzenia zgodnie z art. 17 § 1 pkt 3 Kodeksu postępowania karnego. Oczywiście elementarną sprawą pozostaje problem związany ze wskazaniem kręgu okoliczności, które będą miały wpływ na określenie stopnia społecznej szkodliwości czynu.

    Kwestię tę rozstrzyga (przynajmniej w sensie teoretycznym) zapis art. 115 § 2 Kodeksu karnego. Okolicznościami tymi są:
    1) rodzaj i charakter naruszonego dobra;
    2) rozmiary wyrządzonej lub grożącej szkody;
    3) sposób i okoliczności popełnienia czynu;
    4) waga naruszonych przez sprawcę obowiązków;
    5) postać zamiaru, motywacja sprawcy, rodzaj naruszonych reguł ostrożności i stopień ich naruszenia.




    W powołanym wyżej przepisie wymieniono okoliczności, które sąd lub prokurator powinni wziąć pod uwagę przy ocenie stopnia społecznej szkodliwości czynu. Podkreślić jednak trzeba, że okoliczności te związane są z czynem, nie zaś bezpośrednio z osobą sprawcy. Zwróćcie uwagę np. na to, że wśród wspomnianych okoliczności nie ma mowy o dotychczasowej karalności sprawcy, opinii środowiskowej itd. Ustalanie więc stopnia szkodliwości czynu (jak sama nazwa wskazuje) następuje na podstawie oceny samego czynu, a nie sprawcy. Wina również nie decyduje o stopniu szkodliwości czynu. Dopiero gdy sąd lub prokurator uzna, że stopień szkodliwości jest wyższy niż znikomy, wina może być przypisana sprawcy.

    Oczywiście pozostaje do wyjaśnienia kwestia tego, jak ustrzec się przed orzekaniem o znikomej szkodliwości społecznej czynu. Rozwiązaniem tego problemu jest aktywne wykorzystanie praw przysługujących pokrzywdzonemu wsparte profesjonalną pomocą prawną w osobie zatrudnionego przez okręg adwokata. Nie ulega wątpliwości, że pokrzywdzony może działać jako strona w charakterze oskarżyciela posiłkowego. W wielu znanych mi przypadkach, po złożeniu doniesienia o popełnieniu przestępstwa i ewentualnym przesłuchaniu w charakterze świadka, sprawa zostaje niejako "powierzona" do dalszego prowadzenia oskarżycielowi publicznemu, a dalej sądowi, o ile w ogóle dojdzie do rozprawy, a co dopiero mówić o wykorzystaniu środków odwoławczych od niesatysfakcjonującego pokrzywdzonego wyroku. "Powierzanie" spraw przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości bez aktywnego w nich uczestnictwa pokrzywdzonego lub jego pełnomocnika, których zadaniem będzie m.in. wskazanie, iż szkodliwość społeczna określonego czynu jest znaczna, uważam za działanie wielce nieodpowiedzialne. Żaden prokurator ani sędzia nie dokona za nas wyliczenia strat, jakie ponieśliśmy wskutek działania kłusowników. Właściwa ocena szkodliwości kłusownictwa wymaga wiedzy specjalistycznej, której ani sąd, ani prokurator posiadać nie będą, w przeciwieństwie do nas. Wiedzę tę można, a czasami wręcz trzeba wspierać opiniami biegłych, ale bez aktywnego uczestnictwa w procesie nie będziemy mogli wnosić o powołanie tychże biegłych. Wreszcie, jeśli na rozprawie brak jest pokrzywdzonego lub jego pełnomocnika, sąd może powziąć przekonanie, że pokrzywdzony nie jest zainteresowany wynikiem postępowania, a tym samym uznać za zasadną argumentację oskarżonego, który naturalnie będzie dowodził, iż szkodliwość popełnionego przez niego czynu jest znikoma.
    Cezary Szczepaniak dla Wiadomości Wędkarskich

    źródło :www.rybobranie.pl/wiadomosci/3383/24/zni..._cyklu_prawnik_radzi



Reklama
Reklama