Reklama

0.0 nic. Czyli wędkarska etyka

02/12/2014 20:05

Piszę ten tekst, bo jestem coraz bardziej zaniepokojony sytuacją nad wodami. I mój niepokój wbrew pozorom nie dotyczy starych zagrożeń, z którymi walczę od wielu lat tj. kłusowników, kormoranów, rybaków, złego zarządzania wodami, grodzenia zasiekami rzek i jezior, totalnego syfu na dużej ilości łowisk(choćby rejon Warty poniżej tamy w Jeziorsku), ale… nowej metody wędkowania. Obserwuję, jak od kilku lat rodzi się wędkarski potworek powstały z przegiętych zasad „no kill”, niby dawania większych szans rybom w spotkaniu z wędkarzem, majaczenia o ochronie środowiska oraz złego asymilowania zasad wędkarstwa podlodowego do ciepłych miesięcy roku.

Chodzi mi o metodę wędkowania, nazwałem ją -„0.0 nic.” Według mnie nie ma ona nic wspólnego z opisanymi wcześniej zasadami ochraniającymi ryby, ale o to, żeby mieć po prostu jak największą ilość brań za wszelką cenę!! Szlag mnie trafia, gdy widzę coraz częściej wędkarzy stosujących ultra cienkie żyłki i plecionki w łowiskach gdzie występują duże ryby, albo znaczna ilość zaczepów. W tym sezonie znalazłem dwa martwe ptaki (na Wiśle i Zalewie Sulejowskim) owinięte kilkunastoma metrami żyłki mniej więcej o grubości 0.10 mm. Z kolegami na jeziorze Miłoszewskim daliśmy drugie życie karpiowi ważącemu z „dychę”, któremu jakiś idiota zafundował męczarnie łącząc spory hak z plecionką 0.06 mm!

Urwane kilka metrów plecionki owinęło się o skrzela ryby powodując sporą ranę. Jak ta ryba cierpiała?!! Nie chcę myśleć! Nie wiem jak nazwać łowienie na „0.0 nic”, gdy wędkarz wie, że zacięcie prawie każdej większej ryby zakończy się jej zerwaniem, co najmniej z haczykiem czy przynętą. Głupotą, sadyzmem? Rozumiem i nie mam nic przeciwko temu, że wędkarz z dużymi umiejętnościami nastawia się łowić na „0.0 nic” wzdręgi czy okonie w miejscach, gdzie pół kilogramowa ryba to rzadkość. Ale jak nazwać kogoś, kto wie, że w łowisku pływa np. wiele karpi, a zakłada żyłkę 0.08-0.10 mm, albo stawia się z podobną żyłką na liny w oczku wśród zarośli? Stosując takie zestawy trzeba kierować się etyką i rozsądkiem, gdzie można je zastosować. I tu problem! Przecież większość wędkarzy stosujących metodę „0.0 nic” doskonale zdaje sobie sprawę, że w wielu wypadkach nie powinni tak wędkować, bo prowadzi to nieuchronnie do zbytecznego cierpienia dla ich ukochanych ryb. Wędkarska etyka

Doświadczony wędkarz mój (były) kolega uwielbia łowić na „laskę”. Spotykam go gdy wraca z łowiska w którym pływa wiele okazałych ryb. „Wiesz (mówi do mnie) miałem sporo brań, ale cztery komplety (cały zestaw z gumą) zostawiłem w rybach.” O mało mnie szlag nie trafił i mojego komentarza nie zacytuję, bo portal tego nie wydrukuje. Straciłem kumpla. Świadomie zakłada męczeńskie zastawy dla ryb! Ten wędkarz świetnie łowi wieloma metodami, więc za nic nie mogę zrozumieć, dlaczego nie zastosował wędki z kołowrotkiem i ciut grubszej żyłki?! Z lenistwa, pazerności na brania, czy lekceważącego stosunku do ryb? „Pal licho”, jakby tak łowił ktoś bez wiedzy wędkarskiej. Nie wie, co robi, albo nie zdaje sobie z tego sprawy. Jednak tak też robią jak wspomniałem doświadczeni wędkarze. Niezrozumiałe i smutne.

Mam nadzieję, że przedstawiłem temat na tyle jasno, że zrozumiecie, o co mi w nim dokładnie chodziło i nie będziecie prowokować mnie do polemiki na tematy niezwiązane stricte z tym tematem np; że „ja też kaleczę i przysparzam cierpień rybom, gdy je łowię”. Zgadza się, tak jest, robię to, co miliony wędkarzy na całym świecie, ale staram się rybom nie przysparzać dodatkowych cierpień, a w bezkrytycznie stosowanej metodzie „0.0 nic” tak właśnie jest.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama