W zyciu jak to w życiu sie zmienia. Dzieją się różne rzeczy.. No i kolejną rzeczą która ma wpływ na tą życiową zmienność były narodziny 21 stycznia mojego synka. Wiadomo jak to ww takich sytuacjach dni leca szybko, nieprzespane noce ale w koncu sie uparlem i tak!! Dzis rano ruszam na starorzecze w centrum miasta. Wielokrotnie widziałem siedzących tam amatorów lodowych zasiadek. Tak wiec trzeba zabrac blaszke i zobaczyć co ta nam woda.
Noc jak zwykle bardzo wesoła tak więc specjalnie nie pospałem. Wstaje o 7 po nieco ponad dwoch godzinach snu. Zabieram zestaw minimum. Nie chce zabierać ryb do domu. Chce poprostu posiedzieć i sie zrelaksowac. o godzinie 7:20 jestem juz na miejscu. Jedyne co zabrałem ze sobą to pika, wedka i dwie blaszki. Na poczatku obławiam "stare dziury" zbiornik jest malutki tak więc za dużo ich tez nie było. Pusto... Ide na sam środek i robie dwa przeręble... pierwsze spuszczenie blaszki krótkie szarpniecie i jest ... okoń ok 7 cm. Za chwilke drugi. W nadzieji na wiekszą sztuke zakładam nieco wiekszą blaszkę. Jedno, drugie...piąte... dziesiąte zanurzenie i nic. Przechdzę do przerebla obok zanurzam blaszke dwa małe szarpniecia i jest ... zaczep. Ale zaraz zaczep zaczyna uciekać. Pomyślałem sobie "w koncu jakiś garbus a nie -usek" hamulec gwiżdże nie mogę opanować ryby. Żyłka tylko 0,12 mm trzeba uważać. Po chwili podciągam rybę bliżej swojego stanowiska i w "dziurze" ujrzałem zielonkawe plamy... Nogi zrobiły mi sie miekkie no i jak to początkujący (to moj drugi sezon na lodzie) wymiękłem i wpadłem w panikę. Walka trwała juz tylko 5 sekund i żyłka pękła.
Każdego dnia się uczymy czegoś nowego każdego dnia może nas zastać cos nowego. Taki urok naszego sportu i pasji. Nastpnym razem bedzie lepiej ;)
ps. KOLEDZY I KOLEZANKI SPRZATAJMY PO SOBIE NA LOWISKACH TAKZE W ZIMIE!!
Komentarze