Reklama

Amator na rybach czyli popis mojego taty

07/10/2012 15:43
Jak to zawsze była amatorzy zawsze załatwią doświadczonych zawodników. I tym razem było tak samo. Ale zacznijmy od początku.
Siedzę w czwartek 4 października na wykładnie, nagle dzwoni mój telefon.
„Cześć wnusiu, kiedy przyjeżdżasz?” Słyszę głos mojego dziadka.
„W piątek, dziadziuś, a co się stało?”
„A może by tak w sobotę na ryby pojechać?”
Odpowiedź jest prosta jak drut oczywiście, że jadę.
Sobota rano wsiadamy we 4 (ja, mój dziadek, mój chrzestny i oczywiście tata) do naszego „Niedźwiadka”, czyli Fiata Pandy. Kije spakowane no to wio nad wodę.
Bug jak zawsze powitał nas pięknym widokiem zwalonej wierzby, zjedzonej przez ekologicznych drwali, czyli bobry. Wszelkie robactwo i kukurydza lądują w wodzie. Teraz czekamy na pierwsze branie.

Godzina czasu, nawet nie ma brania. To milusio, pomyślałem sobie i nagle nastąpiła ta wyczekiwana chwila. Na brzegu ląduje mały krąpik. Kolejny rzut i kolejne branie i znowu krąp dłoniak. Zwracamy mu wolność niech sobie rośnie duży. Po 10 minutach mój tato krzyczy o podbierak. Wyciąga w końcu coś ciekawego, jest to naprawdę ładny krąp taki około 40dag. Już widzę, że tata złapał dryg i dzisiaj nie odpuści. Potem ja wyciągam kolejnego krąpia, tylko że znacznie większego.

„No to będzie zabawa” mówi mój dziadek, który wtedy asystował i był tzw. podbierakowym.
I znowu branie tylko, że tym razem feeder nie mało spada z podpórki. Wycinam i czuję potężny opór na kiju. Powoli nie śpieszę się i nagle czuję luz. Wyciągam zestaw na brzeg, a tu krąp został dość bardzo mocno przetrącony przez potwora z Bugu. Po oględzinach stwierdzamy, że był to sum.
Po tym wydarzeniu nastąpiła długa przerwa. Czyli śniadanko.
Tak około godziny 10 mój tato znowu krzyczy po podbierak. Wyciąga leszcza, takiego około 1kg. Zaczęło coś się dziać. I nagle znowu:
-„Podbierak!” Myślę sobie to mój tato zaszalał. No i zaszalał, wyciągnął klenia ok. 30cm.

Tym razem jak proszę o podbierak i wyciągam naprawdę ładnego krąpia, którego musiałem zabrać do domu, bo babcia zażyczyła sobie rybę na kolacje. Ten krąp miał ponad 0,5kg. Takiego jeszcze nie widziałem. Około godziny 14 znowu mój tato prosi o podbierak i wyjmuje całkiem ładną płoć. Ale to nie był koniec popisu mojego taty, dołapał jeszcze jednego leszcza, 3 krąpie po 0,2kg.
W drodze powrotnej doszliśmy z dziadkiem do wniosku, że tato nie może z nami jeździć na ryby jako amator bo przynosi nam wstyd, zabierzemy go dopiero wtedy gdy będzie miał kartę wędkarską.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama