Witam ;) Dziś chciałbym podzielić się z wami moją przygodą. Na początku wakacji postanowiłem wybrać się na łowisko komercyjne w Kamieńczyku , moim celem był amur. Mimo że to łowisko komercyjne bardzo trudno złowić tam amura. Ryby są bardzo ostrożne i płochliwe. Z tego powodu wybrałem się tam w tygodniu, ponieważ w weekendy łowisko to jest oblegane przez wędkarzy amatorów którzy więcej hałasują niż łowią. Po przybyciu na łowisko moim oczom ukazał się puściutki staw ! byłem z tego powodu bardzo zadowolony i szybko poszedłem na wybrane przez siebie stanowisko. Było to zwężenie na końcu stawu w którym bardzo rzadko kto łowi. Głębokość wahała się mniej więcej od 60 cm do metra. Nic dodać nic ująć idealne miejsce na amura ! Rozstawiłem 3 wędki: karpiówkę, pickera i mocny teleskop. Na każdej z niej był inny zestaw. Na karpiówce zmontowałem zestaw włosowy, na pikerze standardowy zestaw z koszykiem, a na teleskopie zestaw do łowienia na chleb z powierzchni. Zanęciłem miejscówkę pod trzcinami ponieważ zauważyłem tam amury które obgryzają pałkę wodną. Na taflę wody wrzuciłem również kilka kromek chleba które porwałem na pół. Pierwsze branie ! odjazd na pikerze ! Był to jeden z wielu karpi które złowiłem tego dnia. Miały one w granicach 50 centymetrów brały przez cały dzień a ja dalej nie miałem brania amura, ale obiecałem sobie że wrócę tam ! Tak też się stało, we wtorek następnego tygodnia udałem się tam znowu. Taktyka i zanęta ta sama nic nie zmieniałem, stanowiska również. Ale znowu karpie...... Ale nie poddawałem się ! Postanowiłem przenieść się na przeciwległy brzeg ponieważ zauważyłem amury zbierające chleb z powierzchni wody. Kiedy szedłem na nową miejscówkę usłyszałem piknięcie sygnalizatora obróciłem się. Swinger zaczął się delikatnie podnosić góry, ale miałem co do tego mieszane uczucia ponieważ wiał mocno wiatr i nie wiedziałem czy to branie czy to zmyłka zafundowana przez wiatr ;)Ale nie zaszkodzi kawałek się wrócić i na wszelki wypadek przyciąć. Po zacięciu poczułem delikatny opór, wykonałem jeszcze 2 obroty korbkom i potężny zryw ! odjazd w bok na otwartą wodę na jakieś 20 metrów. Kiedy podciągałem rybę do brzegu natychmiast robiła bardzo mocny odjazd. Dopiero po dziesięciu minutach udało się podebrać amura. Ryba ważyła 6 kilogramów i mierzyła 75 cm długości. Po pamiątkowej fotce ryba wróciła do wody. Ryba skusiła się na 5 ziarenek kukurydzy założonych na włos. Na hak dodatkowo założyłem skórę z chleba. Pozdrawiam Kacper !
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze