Kiedy wstępowałem do koła Troć, wydawało mi się, że jest ono inne niż wszystkie. Byłem przekonany, że większość wędkarzy w kole to elita - myślę tu o etyce wędkarskiej. Utwierdzała mnie w tym miła atmosfera panująca w stanicy oraz przyjazne nastawienie wielu ludzi, z którymi miałem okazję rozmawiać. Z czasem okazało się, że nie wszystko wygląda tak wspaniale. Chodzi mi o przestrzeganie RAPR. Miałem nie tykać tego tematu, ale z racji tego, że sprawa, o której piszę, nie jest jednorazowym incydentem, postanowiłem poruszyć ją na forum. Problem polega na tym, że są w naszym kole wędkarze, którzy namiętnie stawiają samołówki. Zostawiają oni bez opieki po dwie, trzy wędki na pomostach niedostępnych z brzegu, nie widząc w tym nic złego. Moim zdaniem jest to karygodne zachowanie i należy coś z tym zrobić. Panowie strażnicy, weźcie się w garść - przecież to się dzieje zaraz przy stanicy! Ignorowanie tego stanu rzeczy to dowód na to, że w kole panuje wielki nieporządek. Wiele razy na zebraniach mowa była o pięknych wartościach, o związku itd... Teraz wiem, że nie wszyscy je rozumieją. Jest mi po prostu przykro, że w Polsce w XXI wieku, w którym żywność jest już powszechnie dostępna, ludzie ciągle zachowują się tak, jakby w sklepie był tylko ocet. Jak można mówić o jakichkolwiek wartościach, jeśli wędkarstwo traktowane jest wyłącznie jako sposób na zapełnianie lodówki? Jeśli wędkarstwo jest pasją, to szacunek dla ryb powinien być na pierwszym miejscu! Takie łowienie nie ma nic wspólnego z wędkarstwem... Mam nadzieje, że mój apel dotrze do właściwych ludzi. Gdybym tego nie napisał, czułbym się współwinny.
Komentarze