Siedzi Maciuś Król (nie pierwszy) nad brzegiem rzeki (nie-rzeki) i duma: - Będą „brały”, czy nie będą? - Warto dziś moczyć kija, czy nie warto? Spokój, cisza, świat się kręci bezszelestnie. Może karmę sypnę rybom ( nie-rybom?) i pozwolę by spokojnie sobie jadły? - Sypnę, może „wezmą”. - A jak „wezmą”? - To może będą mi bardziej przychylne i też coś „złowię”. Nastrojony refleksyjnie pięknym widokiem (Piękny widok – wbrew pozorom - pomaga trzeźwiej patrzeć na świat) marzy dalej: - Gdzie te czasy, gdy na zanętę i „przynętę” wystarczała jedna pajda chleba; „no gdzie”? - Gdzie te czasy, kiedy tylko ryby „brały”; ech, gdzie? Głos z nad wody: - No widzisz! Czemu się smucisz? Idzie ku lepszemu. Wiesz najlepiej, że dzisiaj, odwrotnie, „tylko ryby nie biorą”. Toż to „sukces” współczesności! Maciek, z niepokojem: - Skąd to, kto to, gdzie to? Głos z nad wody: - To ja, rybka. - Jaka rybka, złota rybka? - Jaka złota, jaka złota? – Zwykła rybka. Najzwyklejsza! - Jaka zwykła, jaka zwykła? Przecież gadasz? - A co, myślisz, że tylko „ryby i dzieci głosu nie mają”? Jak słyszysz, już mają. - O rany, mają? - Niech do Ciebie dotrze – mają (dzieci, oczywiście, też)! Maciek przerażony: - Świat się wali; koniec świata! (Człowiek samolubnie koniec Matki Ziemi nazywa zwykle końcem Świata!) - Jaki koniec? Tam gdzie jest koniec, jest i początek. Wszystko zależy od punktu widzenia. Przecież nawet Ten „koniec” - hi, hi - daje życia początek. - Nie bądź, rybko, taka mądra, bo cię inne ryby zjedzą. - Toż to zwykła procedura. Ciebie ona też dotyczy. Każdy „jeść” musi. Jedni nazywają to łańcuchem pokarmowym, inni potrzebą przeżycia, jeszcze inni zwykłym głodem. Acz pewien Noblista ujął to najtrafniej: „Małą płotkę zjada (sic!) kiełb, kiełbia zjada okoń, okonia zjada szczupak, szczupaka człowiek, a człowieka zjadają… ludzie” – nomen omen, „Ziemia obiecana”. Tylko czy to jeszcze ludzie? Zaperzył się Maciek: - Przecież to dziedziczona natura „myśliwego”? - A gdzie etyka, gdzie morale, w nosie takie ceregiele? „Wędkarstwo jest najbardziej okrutnym, pozbawionym uczuć i najgłupszym pseudosportem” – George Gordon Byron.(Składam nie-oficjalny protest – narrator) - Wyspiarza, na świadka, przywołać ci się zachciało… - A co, nie wolno? Przecież mamy Unię , więc ja jestem rybka unijna, która zawsze ma rację. Tego Maćkowi już było za wiele: - Zawsze, w „języku wędkarskim”, nic nie znaczy. W świecie wędkarza wszystko płynie, nawet „woda”. Choć nie, jest jeden wyjątek: „Zawsze jest dobry dzień na ryby (...). Tylko ryby czasem o tym nie wiedzą.” (Chris Bunch, „Podłe światy”). - No widzisz i ty stałeś się światowcem… I nie czekając na komentarz Maćka, zwykła rybka, czym prędzej, odpłynęła w „Toń srebrzystą”, do jej tylko znanego, już tylko bajkowego, „Raju (nie)utraconego”.
A wszystko się działo w kraju nad Nie-„Wierną Rzeką”, gdzie królewna Śnieżka….,a nie, nie…, gdzie królewna Kasia, nad „Wielką Wodą”, miast spać, na blogu pisała…
„ I ja tam byłem, miód i” …”wodę”…piłem. - Piłem? - Nie, nie, nie piłem!
Pozdrawiam, z życzeniami: - Sukcesów (nie tylko) wędkarskich… - Samych zdrowych, nie-gadających rybek…
Komentarze