Reklama

Bananowy song

30/06/2011 17:01
BANANOWY SONG
Długo wyczekiwana wizyta dzieci i wnusi Basi w kraju spowodowała,
że z przyczyn oczywistych odłożyłem eksperymentowanie z nowym bananowym dipem i boosterem. Pierwszy test odbył się dopiero wieczorem 24 czerwca i nie przyniósł efektów. Zależało mi bardzo aby przeprowadzić jeszcze chociaż jedną próbę w czerwcu, gdyż na początku lipca czeka mnie dłuższa przerwa w wędkowaniu. Cały długi weekend śledziłem prognozy pogody na ostatni tydzień miesiąca i zazdrościłem Kolegom którzy siedzieli nad wodą. W końcu decyduję się na nockę wtorek 28 czerwca. Ciśnienie ma spadać ze 1014 do 1008 hPa, wiatr niezbyt korzystny płn. do płn.wsch., umiarkowany i najgorsze
w tym wszystkim są tamperatury. W dzień ponad 30°C, a w nocy spadek do około 12°C. Po dwugodzinnym szykowaniu i sprawdzeniu zestawów wypływam
z Edziem o 19.30. Ustawiamy boję, nęcimy i przed 20.00 siedzimy już na platformie w krótkich rękawkach podziwiając piękny zachód słońca. Na wodzie notujemy liczne kółka od owadów, prawdopodobnie coś się wykluło, a także uwijające się w powietrzu w fantastycznych akrobacjach jerzyki. Szkoda,
że odlecą tak szybko jako jedne z pierwszych ptaków. Wieczór jest piękny
i wszystko by było w porządku gbyby nie niemiłosiernie dokuczające komary.
Z chwilą jak słonko znika za drzewami robi się chłodno, a brań nie widać. Przed jedenastą słyszymy jak Kolega na sąsiedniej platformie walczy z karpiem, który po krótkiej walce się spina. Z podwójną więc uwagą wpatrujemy się
w sygnalizatory. Krótko po jedenastej Kolega zapina drugiego karpia a u nas nic. Jak emocje opadły po pierwszej w nocy trochę się zdrzemnąłem w fotelu
i z drzemki wyrywa mnie jazgot wolnej szpuli. Jest w końcu tak oczekiwany odjazd ryby. Świetlik założony na sygnalizator umożliwia mi szybką orientację. Chwytam za dolnik prawej wędki, automatycznie zamykam wolny bieg, zacinam. Czuję na kiju, że jest coś dużego. Przytrzymuję rybę bez kręcenia korbką kołowrotka starając się ocenić przeciwnika. Po kilku szarpnięciach ku jeszcze większemu zaskoczeniu ryba spina się. W uszach w nocnej ciszy pozostaje tylko gwizd kołowrotka, ot taki sobie bananowy song. Patrzę na zegarek minęła właśnie trzecia. Podziwiając brzask i wschód słonka jeszcze pełni nadziei na brania siedzimy do szóstej, walcząc tym razem z chłodem ciągnącym od wody. Trochę zawiedzeni ale pełni wrażeń spływamy na zasłużoną, porządną kawę.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama