Dnia 12 sierpnia 2011 roku wybrałem się z kuzynem na stawy w Bartoszowie. Ja miałem założone:
Żyłka: 0,22mm - 7,70 kilo Kołowrotek: karpiowy Wędka: teleskopowa na karpia 60-120 gram wyrzutu Sygnalizator brań na żyłkę Przypon: 0,17mm - 5 kilo Koszyczek zanętowy 20 gram
Po przybyciu na łowisko okazało się, że nasza miejscówka koło trzcin była zajęta. Rozłożyliśmy się więc na brzeg przy którym jest najgłębiej. Na haczyku było jedno ziarenko kukurydzy, a w koszyczku zanęta Bogusława Bruda - karp truskawka. Na pierwszy hol czekałem godzinę i czterdzieści pięć minut. Sygnalizator pierwsze podnosił się i opadał. Po pewnym czasie przestał. Pomyśleliśmy, że ryba się spłoszyła, lecz po okołu dwóch minutach sygnalizator podszedł dosłownie pod sam kij. Po zacięciu hamulec chyba zwariował. Ryba wyciągnęła około 70 metrów żyłki. Nagle zwolnił i postanowiłem rozpocząć hol. Ale niestety to się nie udało. Lekko pociągnięcie i było po rybie. Po wyciągnięciu zestawu na brzeg nie było przyponu. Zawiązaliśmy taki sam jeszcze jeden. Wszystko to same i zarzut w to samo miejsce. Długo nie trzeba było czekać. Po 15 minutach znów sygnalizator podszedł mi pod kij. Zaciąłem. Tak ryba była mniej waleczna, ale na hamulcu potrafiła się "przejechać". Chwile "pojeździła i zrezygnowała. Przy brzegu było widać, że to karp. Miał 37 cm długości. Przy kolejnym żucie w koszyczku nadal była zanęta B. Bruda, ale na haczyku dwa ziarenka kukurydzy. Trzeba było rzucić jak najdalej. Moim szczęściem koszyczek doleciał prawie do połowy stawu. Kuzyn zrobił to samo. Ta metoda podziałała po 50 minutach. Na drugim końcu żyłki było coś grubego. Walka z tym czymś była około 10 minut. Gdy był już przy brzegu hamulec się włączał i ryba zwiewała. Był to potężny karp na 45 cm złowiony przez kuzyna. Jednak mój pomysł został nagrodzony. Chwileczkę po kuzynie mi też uderzył ten karp. Mój był jednak na 51 cm. Nigdy chyba tego nie zapomnę. Był to jak na razie mój największy karp tego sezonu.
Komentarze