Reklama

Bez osęki w Mbini

13/01/2012 15:53
Poniedziałek, 9 stycznia – pełnia. Rano zapada decyzja – jedziemy do Mbini na nockę, w końcu to pełnia... Razem z Jurkiem i Grześkiem było nas trzech. Przyjechaliśmy na 18, a więc tuż przed zmrokiem. Szybkie rozstawienie i … widzimy małe stadko Karanksów polujących to tu, to tam. Wędki w dłonie, nakładamy poppery i próbujemy. Grześkowy popper po chwili zaatakowany ale Karanks chyba go nie trafił, kolega nie czekał długo za chwilę kolejny atak i jest! Rozpoczął pompowanie. Kilka małych odjazdów i ma go przy brzegu. Jak go wyciągnąć? Nie wzięliśmy osęki. Nim coś wymyśleliśmy ryba popajtała się o kamienie i… poszła uwolniona. Szkoda ale z drugiej strony na oko miał nie więcej jak 5 kg więc niech jej będzie, urośnie to jak znalazł;]
Tymczasem nadeszła noc, komary i furu, trzeba było się wysmarować a potem zarzuciliśmy zestawy gruntowe. Cała noc i tylko trzy Lucjany w tym jeden 2 kg a dwa pozostałe maluszki. Rano zmęczenie. Ale wraz ze słońcem znowu Karanksy i znowu Grzesiek ma jednego, tym razem ryba robi długie odjazdy ale jak się okazało popper zaplatał się na ogonie, więc to dlatego. I niestety finał podobny, przy brzegu mocno wariowała i uwolniła się. I tak to zapomnieliśmy osęki i nie udało się złowić to na co czekaliśmy. Następnym razem!
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama