Wielokrotnie słyszałem i czasem widziałem jak koledzy albo inni wędkarze wpadają do wody podczas wchodzenia na różnego typu kładki. Wydawało mi się że to ich nieuwaga i przesadna pewność siebie były powodem tych zdarzeń, niekiedy kończących się wizytą u chirurga. Ja zawsze wychodziłem z wszelkich opresji obronną ręką, nawet przy spotkaniach z osami, szerszeniami czy "prawie" wpadając w bobrowe nory.
W ubiegłą sobotę przeżyłem horror nad wodą a właściwie pod wodą. Wybrałem się rowerkiem na drapieżniki nad jezioro Bledzewskie (zbiornik zaporowy na rzece Obrze). Pogoda spinningowa. Pochmurno ale bez opadów. Miałem zestawy z multiplikatorem oraz kołowrotkiem o stałej szpuli. Uzbrojony jak woj pod Grunwaldem ruszyłem na kładkę która z wyglądu była dopiero co odnawiana. Pierwsze kroki utwierdziły mnie w tym przekonaniu - "nikt się nie spodziewa cegły na głowie w drewnianym domu".
Jednak w połowie drogi do platformy w ułamku sekundy znalazłem się w wodzie: dwie wędki w ręku plecak na plecach wodery!!!! Ot, fantazja konstruktora owej budowli, aby mu nikt nie wchodził na kładkę zbudował pułapkę i ostatnie 3metry drabinki prowadzącej na platformę pozostawił nie zamocowane. Woda w tym miejscu miała ok. 1,2m głębokości. Od jednego z użytkowników owego "wynalazku" dowiedziałem się że: "to specjalnie tak zrobiono". Najgorsze, że były tam kołki z gwoździami pod tą drabinką na które łatwo było się nadziać.
Gdy pazerność i głupota się skumulują to skutki dla innych bywają opłakane. Strach pomyśleć co by było gdyby wpadł tam wędkarz w słuszniejszym wieku albo dziecko. Muszę w przyszłości zachować więcej rezerwy w stosunku do wszelkich "budowli". Namawiam też do rozwagi nad wodą wszystkich tych którzy do tej pory nie mieli podobnych wypadków. Pozdrawiam. PS. Konstruktor dostał ultimatum albo naprawi wejście na platformę albo "pułapka" zostanie rozebrana.
Komentarze