Błystki podlodowe. Co roku o tej mniej więcej porze zaczynam się zastanawiać, czy w tym roku będzie, a jeśli tak, to czy na tyle mocny, by można było z niego powędkować bez narażania zdrowia i życia. Jako urodzony optymista święcie w to wierzę, dlatego wolniutko zaczynam przygotowania. To mój pierwszy tego typu wpis na tym forum, dlatego bądźcie wyrozumiali. Ale do rzeczy. Chce podzielić się z Wami jednym z moich sposobów na spożytkowanie długich zimowych wieczorów, które przed nami.
Tak więc skupmy się na domowej „produkcji” błystek podlodowych. Od wielu sezonów moim ulubionym modelem jest fińska błysteczka Kuusamo. Pomyślałem, że skoro wiele firm wiernie ją kopiuje, to z pewnością nie jest to na tyle trudne, by nie można było tego zrobić domowym sposobem. Jak się zaraz przekonacie miałem rację. Zacznijmy od naszego warsztatu.
Forma – do jej wykonania potrzebujemy płytkiego pojemnika i wypełniacza. Posłużyłem się tutaj opakowaniem po białych robakach. Rolę wypełniacza może pełnić gips szpachlowy lub klej do układania płytek ceramicznych. Osobiście polecam klej – formy z niego wykonane są trwalsze, a mniejsza frakcja sprawia, że wszystkie szczegóły odlewu są wierniej odtworzone. Poza tym w formie klejowej nie ma tylu porów co w gipsowej.
Przystępujemy do wykonania formy. Klej czy szpachlę rozrabiamy dodając do niej wodę. Pamiętajmy, że im mniej zwarta konsystencja tym dokładniejszy odlew, ale i dłuższe jej schnięcie. Nie przesadzajmy jednak. Oryginał blaszki, który posłuży nam za pierwowzór, wciśnięty w masę nie może się w niej zapadać. Aby zapobiec wiązaniu się blaszki z formą należy ją natłuścić – używam do tego celu zwykłego oleju jadalnego, który dozuję za pomocą strzykawki. Po umieszczeniu blaszki w formie delikatnie zbieramy wypchniętą przez nią część kleju, wyrównując ją do krawędzi pojemnika, w którym się znajduje Starajmy się przy tym zabiegu nie poruszyć naszego wzoru, aby nie zmieniać kształtu formy. Tak przygotowaną całość odstawiamy do całkowitego wyschnięcia. Po wyschnięciu formy usuwamy z niej błystkę, podważając ją delikatnie skalpelem, igłą lub innym ostrym przedmiotem. Jeśli została równomiernie natłuszczona to powinna łatwo wyskoczyć. Teraz możemy zacząć odlewanie blaszek. Do tego celu używamy cyny, którą topimy lutownicą kolbową – pistoletowe nie nadają się do tego, gdyż nie są w stanie długo utrzymywać odpowiednio wysokiej temperatury. Używamy cyny, która nie zawiera w sobie kalafonii, gdyż ta powoduje łączenie się cyny z formą. Jeśli jednak zdarzy się, że nie mamy pod ręką czystej cyny, możemy wytrącić z niej kalafonię roztapiając cynę na drewnianej deseczce. Po takim zabiegu kalafonia przykleja się do drewna, pozostawiając czystą cynę.
Kiedy już wypełnimy formę dociskamy ją np. gładkim metalowym przedmiotem. Używam do tego paska blachy kwasowej – jednak ostrzegam, aby w tym przypadku uważać na palce, gdyż rozgrzana cyna szybko oddaje ciepło materiałom je przewodzącym. Można też dociskać wlew różnymi, odpowiednio szerokimi pilnikami do drewna czy metalu. W ten sposób uzyskamy ciekawą imitację wzoru łuski.
Odczekujemy chwilę na ostygnięcie, po czym wyjmujemy wlew z formy. Nadlaną część cyny usuwamy za pomocą ostrego noża. Następnie wygładzamy krawędzie drobnym pilnikiem. Kolejnym etapem jest wykonanie otworów przeznaczonych do uzbrojenia naszej przynęty. Odradzam wiertarki, są mało precyzyjne, przy tak „jubilerskiej robocie”. Zdradzę Wam patencik, który ułatwi to zadanie. Najpierw zaznaczamy miejsca, w których będą otwory za pomocą punktaka, lub zwykłego gwoździa. Teraz bierzemy wiertełko np. fi 3mm, a na jego części niewiercącej nawijamy ściśle kilka gumek recepturek.
Teraz przykładamy wiertło do zaznaczonego miejsca i obracając je w palcach zgodnie z kierunkiem wiercenia robimy otworek. Wbrew pozorom, jest to bardzo proste i szybkie zadanie. A ręczne wykonanie gwarantuje nam precyzję.
Blaszka jest gotowa do uzbrojenia. Możemy ją oczywiście przyozdobić samoprzylepnymi naklejkami holograficznymi, możemy ją pomalować, przyciemnić poprzez jej okopcenie nad ogniem, lub rozjaśnić przez szlifowanie igłą krawiecką. Takie szlifowanie nie dość, że rozjaśni nam blaszkę, to jeszcze idealnie wypoleruje jej powierzchnię. Możemy też domalować oczko, które moim zdaniem podnosi skuteczność podlodowej blaszki.
Komentarze