Reklama

Boksze - moja miłość!

08/09/2012 22:08
Ponownie w tym roku łowiłem na jeziorze Boksze. Także ponownie pływałem tą samą łódką, z tym samym kolegą Wiesławem, mieszkałem w tym samym pokoju z widokiem na "morze" i lowiłem te same szczupaki. Tak, te same, bowiem stosuję zasadę "złow i wypuść". Poza tym, Boksze ma same zalety super łowiska i wrócę tam, żeby ponownie oszukiwać szczupaki. Więcej o zaletach jeziora Boksze jest na stronie www.falko-ryby.eu.

Od maja br. Boksze gościło wielu pogromców zębaczy, które w związku z tym zostały trochę przerzedzone, a nadto ostańce zdały do następnej klasy z zasad maskowania się. Łowca musiał kierować sie wiedzą użytkową. Nie wszyscy podzielają to stanowisko. Mój kolega Wiesio sternik twierdzi, że w wodzie nie obowiązują żadne zasady, duża ryba może być w każdym miejscu i dlatego trzeba liczyć na szczęście. Zasadniczo się z Wiesiem zgadzam, bowiem nie mam podglądu w jeziorze, ale zakładam, że nie mam szczęścia i dlatego muszę kierować się wiedzą. To jednak nie jest gwarancją sukcesu, bowiem gdy się nie obraca sterem, to trzeba mieć szczęście, żeby kolega sternik ustawił łódkę na złoty rzut, który jest kwintescencją wiedzy łowcy.

Trzy dni czekałem na ten jedyny manewr sternika i consumatum est dnia 29.09.2012 r. po godz. 18.00 w miejscu dotychczas przez nas pomijanym. Wykonałem daleki mój półokrągły rzut woblerem na granicę roślinności zanurzonej i czystego dna. Kolor przynęty nie miał znaczenia, liczył się jedynie jej ruch. Optycznie sprawiała wrażenie dużego kęska - wobler 9 cm i 28 gram - i zapewne dlatego pochwycił ją zębacz o długości 78 cm i masie 3,5 kg. Lepszego wyniku w tym dniu już nie było.

Następnego dnia weszliśmy do nieatrakcyjnej zatoki, bo usytuowanej przy wschodnim brzegu. Uważam, że faktem notoryjnym jest, iż ryby łowi się przy zachodnim brzegu, a przy wschodnim jedynie wędkuje. Zasada ta sprawdziła sie w zatoce, ale zupełnie zawiodła przy wyjściu z zatoki. Tu wyjęliśmy łącznie chyba siedem zębaczy, ale ja pamiętam tylko jednego, bowiem był największy, a nadto był mój. Skusiłem go złotym woblerem odkładając srebrny do skrzynki, bowiem złoty o tej porze dnia był przez dwa dni skuteczny w ręku mojego kolegi sternika. Wykonałem precyzyjny rzut na granicę roślinności zanurzonej i czystego dna i znalazłem go na 4 metrze. Nie był potworem, ale dawał pełną satysfakcję. Miał całe 60 cm i masę 1,40 kg. Większej sztuki tego dnia nie było. Dojrzeliśmy do sklepu wędkarskiego. Sprawdziliśmy suwalską ofertę i podbudowaliśmy się korzystnymi zakupami. Dla relaksu kolega Wiesław pokierował dookoła Wigierskiego Parku Narodowego. Na wodę wróciliśmy po 16.00. Sprawdzaliśmy zachodni brzeg z gwałtownym spadem, ale robili to także inni i przepędzili zębacze w inne rewiry. Dlatego wróciliśmy na miejsce ostatniej szansy. Sternik znowu kapitalnie ustawił łódkę. Moim "złotasem" wykonałem precyzyjny rzut na granicę roślinności zanurzonej i czystego dna i znalazłem go. Wyszedł z głębin 2 metry od łódki i z dużą determinacją zaatakował, po czym schował się pod łódkę. Sternik zakręcił i odsłonił go, a następnie wytrenowanym ruchem podebrał. Zębacz wylądował w podbieraku i natychmiast się wypiął. Dlatego nie wiem, czy złowiłem go dzięki wiedzy czy dzięki szczęściu. Mierzył 62 cm i ważył 1,50. Większego tego dnia nie było.
Połowiłem sobie. Połowiłem. Do następnego razu Panie Andrzeju Falkowski, falko-ryby.eu
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama