Dziś od rana ciągnęło mnie nad wodę, ale jakoś nie mogłem się zdecydować, gdzie więc postanowiłem wybrać się najbliżej czyli na ,,dzikol,, haldex z blaszką za okoniem na godzinkę, by wrócić na czas na ,,Kawę na lawę,,, niestety bez efektu (jedno pobicie). Po południu coś mnie wygnało na nasz staw Bytków(Brysiowe,Balaton). Po przybyciu na miejsce okazało się, że moje ulubione miejsce jest zajęte, więc stwierdziłem że może tak pod wyspa na totalnej płyciźnie pojawi się linek lub wzdręga.
Rozwinąłem sprzęt-jeden kijek grunt, a drugi spławik(kartofelek i skorka z chleba)nie licząc na nic odszedłem parę metrów z kolega ,tak gadamy sobie, a tu bomba zadrżała i po chwili znowu, idę do wędki, a tu nagły strzał pod kij i wir w miejscu gdzie zarzuciłem (ok 50 cm głębokości)zacięcie i odjazd. Ryby prosto w wyspę w zarośla, ale na szczęście ta sztuka jej się nie udała. Myślałem, że to amur, ale po chwili wiedziałem, ze to karpik bo się pokazał na moment.niestety w tym samym momencie zauważyłem że coś nie tak z hamulcem-okazało się że żyłka jakimś cudem wlazła pod nakrętkę szpuli.
Nie chcąc ryzykować postanowiłem amortyzować zrywy kijem i powoli odchodziłem od brzegu a kumpel czekał w pogotowiu z podbierakiem no i się udało, ryba wylądowała w siatce, a ja na nowo szykowałem gruntówkę. W pewnej chwili spławikówka zeskoczyła z podpórki i ledwo ją złapałem. Podobna jazda, ale karp już w wyspie - na szczęście ruszył, po chwili podebranie i drugi z tym ze mniejszy bo tylko 42 cm . W sumie byłem na stawie 2 godzinki i zmarnowałem jeszcze 2 brania, ale myślę, że efekt w miarę i takich dni Wam wszystkim życzę !!!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze