Reklama

Być nad wodą, czyli wracam do początku?

19/09/2010 19:31
Witam, czy nie odnosicie wrażenia, że w wędkowaniu zatoczyliście koło i wracacie do korzeni, czyli do początku swojego wędkowania, dlaczego?

Będąc nad wodą na podmiejskim stawie, dołączył do mnie mój kolega, który przyjechał tylko na godzinkę, tak powiedział. Z tym kolegą (moim imiennikiem), razem rozpoczynaliśmy wędkarską przygodę, ponad 20 lat temu. Zajął stanowisko obok mnie, a ja podeszłam do niego na chwilę rozmowy, mimo wolnie patrząc na jego sprzęt, dojrzałem pokrowiec na wędki, 5 komorowy (jeszcze takiego nie widziałem), a w nim 9 wędek. Ja mam 3 komorowy, a w nim 5-6 wędek, i też wpadłem tylko na chwilę! Wróciłem na swoje łowisko, popadając w zadumę, jak się mój sposób wędkowania zmienił, ile mam ze sobą różnych gadżetów (potrzebnych i nie aż tak bardzo), czy tyle sprzętu jest mi potrzebne. W rozmowach z starszymi wędkarzami, wspominamy, jak to kiedyś bywało: dwie wędki w ręce, podbierak w plecaku, mały taborecik, i ot całe wyposażenie, a przynęty i zanęty: pęczak, robak czerwony, otręby, płatki, jakiś zapach, i to wszystko.

Dziś na moim i chyba też waszym wyposażeniu, „ sprzętu ci u mnie dostatek” gdybym chciał wszystko zabrać nad wodę to przydałaby się bagażówka. Proszę nie bierzcie tego do siebie, każdy wozi, co chce, ja pożartuję z samego siebie, wybrałem się nad zbiornik Kozielno, autobusem o 5.15, plecak typu bis tana (o pojemności 45l) futerał trójkomorowy, o którym pisałem, składany fotel do środka. Przyznaje waga solidna, sami się domyślcie, problem z zapakowaniem się do autobusu, na plecaku jest wizerunek wielbłąda, i oczywiście niosąc to wszystko, takie samo mam odczucie, jak to zwierze na pustyni, przyznam, że dojście na miejsce to niezły wysiłek, mam piąty krzyżyk na karku, zawał za sobą i spory mięsień piwny przed sobą.

Ale na miejscu, na łowisku, to ja jestem pan, mam wszystko: grill, czajnik, talerzyk, kubek, niezbędnik, maszynka spirytusowa do gotowania, poza tym różne zanęty przynęty zapachy, dipy, detektory, i wiele różnych gadżetów. Kiedyś termos i kanapki, a dziś na śniadanie smaczna jajecznica (przyznaje jestem łakomczuchem) na obiad pieczyste, kolacja lekka, bo przed podróżą powrotną do domu się nie przejadam. Marsz powrotny, to jak za karę, jestem zmęczony i zziajany, docieram na przystanek, ale jestem zadowolony, bo pobyt na świeżym powietrzu, to jest bezcenne. Wiem moi drodzy, powiecie możesz nosić, co chcesz, ale ja się śmieje z siebie, i poszedłem po rozum do głowy, kupiłem z demobilu mały plecak 12 litrów (mam już 5 różnych), oraz grill, chyba najmniejszy w Polsce, zamiast skrzynki, małe pudełko a w nim spławiki, haczyki, itd. Spakowałem tylko to, co mi jest naprawdę niezbędne, i do tego 6 metrowa bolonka oraz picker 2, 70 metra służący również, jako spinning, fotela sobie nie odmówiłem bo jest wygodny i w drogę.

Wiecie co, można się obyć bez wielu gadżetów, dziś łowię na jedną wędkę jak dawniej, a w plecaku mam jeszcze sporo miejsca, myślę, że najważniejsze to być a nie mieć, bo chwile spędzone nad wodą, są dla nas chyba najwspanialszymi chwilami naszego życia.

Pozdrawiam Wiesław Rykalski.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama