Wtorkowe popołudnie i telefon od Hindusa,pare wymienionych zdań i już mnie nosi a wszystko za sprawą propozycji wypadu w środę na lodzik. Transport jest, u mnie szybki przegląd szafy i sprzęt tez w miarę kompletny tak że jedyną niewiadomą jest stan lodu,nawet to okazalo się nie być problemem bo Hajnel z rana ma zaliczyc \\\"Haldex\\\" i dać znać co i jak a my zaplanowaliśmy wypad na wczesne popołudnie czyli w ciemno nie pojedziemy. Ok.jedenastej tel od Henia i wiadomość co do stanu lodu czyli kryształ między 12-15cm co oznacza tylko jedno - jedziemy,martwi tylko jedno że przez trzy godziny kumpel nie mial brania no ale może na żabich będzie lepiej. Kilka minut po dwunastej razem z Hindusem jesteśmy na miejscu ,wędkarzy sporo ,dziur jak w szwajcarskim serze czyli walimy na pewniaka bo rzeczywiscie lodzik konkretny martwi tylko fakt ze po rozmowie z łowiącymi wiemy tylko tyle że totalna kicha poza jedną godzinka że podchodził okonek wielkości palca. Zaliczamy prawie wszystkie dziury na dwuch lowiskach ; ja blaszka made in Hajnel a Hindus mormycha i echo i mimo totalnej ciszy humor dopisuje bo i pogoda przednia no i spotkanie z kumplem samo w sobie jest pozytywne... Niestety na trzecim łowisku dobry humor nas opuścił bo okazało się że z powodu niskiego stanu wody staw przemarzł do dna i te kilka dni mrozu wystarczyły by łowisko przestalo istnieć,,setki ryb w lodzie i to jakich - w większości okonie,wzdręgi,linki a i karpie ... Łza się w oku pojawiła,zaliczyliśmy jeszcze jeden stawik ale jakos milcząco i bez entuzjazmu - postanawiamy wracać :-(
Komentarze