Reklama

Choć trudno uwierzyć – historia prawdziwa

22/08/2010 17:25
„Choć trudno uwierzyć” – historia prawdziwa

Lat temu - ho!, ho! – a może i więcej, wybrałem się na ryby do portu w Górze Kalwarii. Łowiło się płocie, leszczyki – nic szczególnego. Tego dnia postanowiłem zapolować również na szczupaka. Ponieważ w porcie trafiały się „mętnookie”, zamiast stalowego przyponu użyłem cienkiej linki, z jakiej wyrabiane są sieci rybackie. Słyszałem również opinie, że lepiej żywca uzbroić pojedynczym hakiem.

Po zmontowaniu zestawu szczupakowego, założyłem na hak ukleję i puściłem zestaw do wody.
- Niech żywiec szuka swojego „kilera”.
Minęło trochę czasu. Wreszcie jest branie. Korek szczupakówki znika wolno pod powierzchnią wody. Widzę jak odjeżdża na środek portu. Z doświadczenia wiem, że tak spokojnie biorą duże sztuki. Ryba wybiera żyłkę, zatrzymuje się na chwilę i znowu odpływa. To jest czas na zacięcie i - pusto.
Trochę nerwowo, trochę gorąco.
- No cóż, trudno.
Kolejna ukleja i zestaw w wodzie. Mija niewiele czasu i ponowne branie. Takie samo. Spokojne zanurzenie spławika. Kierunek – środek portu.
Cała reszta jest jakby kopią pierwszego brania. Gdy ryba ruszyła po krótkim zatrzymaniu - zacinam. Tym razem solidny opór. Czuję pulsujący ciężar na drugim końcu wędki.
- Mam cię – pomyślałem.
Wyobraźnia podpowiada już rozmiary ryby i nagle luz. Ryba zeszła.
Wyciągam zestaw. Nie ma haka. Linka, na której był zawiązany, przegryziona (poszarpany, strzępiasty koniec).
Pierwsza myśl. Taki opór plus przegryziona linka– duży szczupak.
- Nie mam dzisiaj szczęścia.
Ponieważ nie był to jeszcze koniec wędkowania, po naprawie wędki, zestaw ponownie trafia do wody.
Łowię kolejne płocie i krąpie.
Patrzę na szczupakówkę – nie ma spławika. Zacięcie w odpowiedniej chwili i na brzegu ląduje wymiarowy szczupak.
- Dobrze jest. Na imieniny żony będzie świeża rybka.
Doławiam jeszcze kilka płoci i nadchodzi czas powrotu do domu. Od razu biorę się za czyszczenie ryb. Świeże łatwiej oprawić. Po rozcięciu szczupaka sięgam ręką do wnętrza.
Solidnie zakułem się w palec. Aż poszła krew.
- Co jest do diabła?
Oglądam wnętrzności i nie do wiary. Żołądek szczupaka rozdarty wzdłuż przez połowę długości a wewnątrz, mój hak z resztkami poszarpanej linki. Osłupiałem z wrażenia.
Choć tak głęboko połknął, żołądek był pusty. Nie było w nim uklejki. Szczupak na pewno głodny. Nigdy bym nie przypuszczał, że po takim uszkodzeniu żołądka, ryba może ponownie zaatakować zdobycz. To jednak dziwna i niewiarygodna sprawa.
Być może, niektórzy z czytających będą powątpiewać w prawdziwość tego opowiadania. Pewnie mnie samemu, gdybym tego nie doświadczył, trudno by było uwierzyć.
Zaręczam jednak całą moją wędkarską reputacją.
Nawet gdybym już nigdy nie miał wędkować.
Opisane zdarzenie jest prawdziwe.

(Zdjęcia portu aktualne).
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama