Reklama

Chwila dekoncentracji i ...

17/07/2012 12:00
Chwila dekoncentracji i ...
Piątkowe popołudnie nad jeziorem jak przed każdymi zawodami było niezwykle pracowite. Praktycznie przy każdym campingu dało się zaobserwować krzątających się wędkarzy z miskami, wiaderkami zanętowymi, paczkami zanęty, pieczołowicie odmierzających tylko sobie znane mikstury, mające doprowadzić następnego dnia do pokonania licznego grona przeciwników i upragnionego zwycięstwa. Nie wspomnę o precyzyjnym sprawdzaniu i szykowaniu zestawów, gdyż podczas zawodów każda sekunda jest na wagę złota.
Przeprowadzona z tygodniowym wyprzedzeniem analiza warunków atmosferycznych i innych uwarunkowań panujących na łowisku skłoniła mnie do ustawienia zanęty i przynęty typowo pod leszcza. Pozostało tylko wylosować odpowiednie stanowisko na głębokiej wodzie i można liczyć na sukces.
Losowanie stanowisk wypadło nie najgorzej, chociaż do pełni szczęścia wystarczyły by stanowisko o 3-4 numery mniejsze. Utrudnieniem było też wędkowanie po dwie osoby na pomoście, co w pewnym stopniu powodowało rozproszenie wysiłków związanych z nęceniem. Po spełnieniu wszystkich procedur związanych z zawodami czekam na pierwszy sygnał do nęcenia. Na pierwszy ogień idą kule zanętowe z leszczową mieszanką, po chwili tajna broń, czyli kule z jokersem, ziemią i gliną. O ile pierwsze mają jak najszybciej ściągnąć leszcze w łowisko, o tyle zadaniem drugich będzie ich utrzymanie w łowisku jak najdłużej i zmuszenie do pobierania konkretnej przynęty jaką będzie ochotka. Pierwsze kilkanaście minut jak zawsze nerwówka. Sąsiad zapina kilka płoci, a u mnie cisza. Zgodnie z przyjęta koncepcją utrzymuję zestaw przy dnie co po chwili skutkuje wystawką i pierwszy leszczyk ląduje w siatce. Regularne, delikatne donęcanie i precyzyjne umieszczanie zestawu w łowisku przynosi rezultaty w postaci kolejnych sztuk. Zdarzają się między czasie agresywne brania okonków długości palca, które czasami nie mają wręcz litości. Na domiar złego po chwili w łowisko wchodzi nie wiele większa uklejka, która zapalczywie bierze z opadu. Pierwsze dwie godziny przeleciały jak z bicza strzelił i załamuje się pogoda. Leszcze biorą ale niezwykle delikatnie. Przy haczyku nr 16 zapinają się dosłownie na końcówkach pyska jakby tylko smakowały smaczne kąski. Zadania nie ułatwia też słonko, które momentami mocno świeci w oczy. W takich warunkach najmniejsza chwila nieuwagi powoduje spóźnienie zacięcia. Na domiar złego dwa ładne leszcze spinają się tuż przy samym podbieraku. Do końca doławiam tylko drobnicę gdyż leszczyki odmówiły współpracy.
Podczas podsumowania zawodów okazuje się ile kosztuje chwila dekoncentracji, czy też nieuwagi. Do Kolegi trzeciego w zawodach dzieli mnie tylko 290 punktów (29dkg). Pomimo wszystko z czwartego miejsca na 34 startujących zawodników i tak jestem bardzo zadowolony tym bardziej, że w znacznej mierze udało mi się zrealizować wcześniej przyjętą koncepcję wędkowania.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama