Z nowym rokiem nowy pomysł. Choć nie jest nowy, zakwitł na wiosnę a dojrzał jesienią, ujawniam go teraz, bo musiał być sprawdzony. Pewnie wielu kolegów już go wdrożyło w swoich sekretnych przynętach, ale jakoś nikt o tym nie napisał. Korzystam więc z okazji żeby poruszyć ciekawy temat.
Chodzi mi o chwościki w woblerach. Skąd taki pomysł? Oczywiście jak każdy wędkarz, chciałem mieć skuteczniejsze przynęty.
W moich wyprawach spinningowych zawsze noszę w plecaku spory asortyment klasycznych przynęt spinningowych, czyli: blaszki obrotowe i wahadłowe, twistery, woblery, cykady, koguty. W zależności od rodzaju łowiska, gatunków łowionych ryb itp. stosuję różne ich rodzaje.
Pewnego wiosennego dnia łowiłem w miejscu, gdzie jest sporo okoni. Brały tego dnia całkiem nieźle. Akurat na tym łowisku najczęściej łowię na blaszki obrotowe lub twisterki. Tego dnia jednak bawiłem się woblerkami. Nurtowała mnie pewna kwestia:
W trakcie połowów okoni na woblery zdarzają się „puste brania” czyli są wyraźne uderzenia drapieżnika ale nie kończą się zacięciem ryby. Czasem zdarza się też, że wyholowany okoń ma kotwiczkę wbitą od zewnętrznej strony pyszczka a nawet zaczepioną gdzieś za głowę. Wniosek nasuwa się sam – drapieżnik chwytał przynętę za korpus i nie zawsze się zacinał. Zdarzało się to nawet przy małych woblerach z dwiema kotwiczkami. Należałoby umieścić jakiś haczyk na grzbiecie przynęty, albo spowodować, by okoń atakował woblera w miejscu, gdzie znajduje się kotwica. Rozwiązanie miałem w plecaku. Chwościki w moich Meppsach!
Nie przełożyłem jednak kotwiczek z chwościkami z wirówek na woblery. Zrobiłem dokładnie tak samo, jak wiele lat temu, kiedy zmajstrowałem pierwsze chwosty do blaszek. Wtedy nabiłem na kotwiczki paski czerwonej gumy z uszczelki do weków. Teraz nabiłem kawałki ogonka czerwonego twistera. Efekt przerósł moje oczekiwania! Zjawisko „pustych brań” przestało istnieć. Zdarzało się już sporadycznie. Ale to była metoda doraźna, zastosowana na łowisku, pod wpływem chwilowego olśnienia. Gumki na kotwicy? Skuteczne ale „nieeleganckie”.
W domu zastosowałem metodę, która sprawdziła się w przypadku blaszek obrotowych – kolorowe chwościki z wełny lub kordonka. Wtedy jeszcze nie robiłem woblerów. Uzbroiłem kilka skutecznych, sklepowych woblerków. Niestety, rozczarowałem się! Okazało się, że woblery po zamontowaniu chwościków przestały pracować! Najwyraźniej to udoskonalenie osłabiało ich pracę. Modele o agresywnej pracy wibrowały zdecydowanie słabiej, a te o łagodniejszej pracy przestały działać zupełnie.
Czyżby powrót do nieeleganckiej metody gumek na kotwicy? Ale to skuteczna metoda i taka prosta. Kilka kolorowych plamek na kotwicy. Plamek!? – Bongo! Od kilku lat to robię – maluję plamki na główkach jigowych!
Wystarczy pomalować kotwice!
Podaję więc gotowe rozwiązanie. Malowane kotwice (fot 9 -17)- sprawdzone – nie ma wpływu na pracę woblera.
Wystarczy zaopatrzyć się w:
- kolorowe lakiery do paznokci
- bezbarwny lakier do paznokci (bez dodatków protein)
- suchy, drobny, kolorowy brokat (fot 5)
- bezbarwne lakiery do paznokci z brokatem (fot 6))
Można oczywiście używać innych farb i lakierów. Lakiery do paznokci są jednak najtańsze i podobnie jak brokaty – powszechnie dostępne w sklepach kosmetycznych i bazarach.
Znam dwie szkoły malowania kotwic:
- Szkoła skierniewicka (fot 2, 3):
Nakładamy warstwę kolorowego lakieru, po kilkudziesięciu sekundach (lakier musi być lepki) umieszczamy kotwiczkę w suchym brokacie. Odstawiamy do całkowitego wyschnięcia. Po wyschnięciu pokrywamy warstwą lakieru bezbarwnego.
- Szkoła otwocka (fot 4):
Nakładamy warstwę kolorowego lakieru i pozostawiamy do wyschnięcia. Po wyschnięciu nakładamy warstwę lakieru bezbarwnego z brokatem.
Preferuję szkołę skierniewicką. Brokat jest bardziej widoczny. Daje więcej odblasków świetlnych(fot 7). Szkoła otwocka jest skrótem, ale efekt końcowy jest mniej wyrazisty(fot 8).
Malowane kotwice okazały się skuteczne również w cykadach, jerkach i blaszkach obrotowych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze