Reklama

Cichy wypadzik

31/10/2010 19:47
Cichy wypadzik

Troszkę zanęty która zalegała na półce garażu podsunęła mi pomysł na cichy wypadzik nad jezioro. Więc nastawiam telefon na 5.00 godz ,wstaję ,kawka i do samochodu. Wieczorem spakowałem wędki , resztę rano i w drogę. Dojechałem , wypakowałem się ,piękna pogoda to i pewnie jakieś brania dzisiaj będą. Mam trzy ukleje więc jedną zarzucam na drapieżnika a pikera na makaron z pinką. Godzinka mija i nic , następna to samo i już miałem zrezygnować gdy widzę branie ,jest na rybkę. Pobudzony braniem bo z opowiadań słyszałem że biorą ładne szczupaki , podbiegam do kija i widzę jak żyłka snuje się z kołowrotka.

Ciśnienie rośnie gdy nagle za plecami pojawia się dwóch wędkarzy i od razu zaczynają komentować że stoję na tym samym miejscu co oni wczoraj i nic nie złapali a ja muszę mieć szczęście .Przycinam i nic nie czuję żadnego oporu. Zrezygnowany że pudło no i jeszcze ci komentatorzy ,miałem dość gdy nagle zaczyna mi się coś szarpać na kiju ,wyciągam a tu taki sobie pistolecik na 37 cm więc z wiadomych przyczyn wraca tam z kąt został wyrwany. Siedzę jeszcze godzinkę i tylko okonek złakomił się na pinkę i nic więcej ale za to posiedziałem w spokoju nad wodą .

W czasie gdy zaczynam się pakować wiatr rozpędza się tak mocno że komentatorzy też rezygnują z tego miejsca i jadą gdzie nie ma wiatru. Halny w górach to wiadomo czasem nawet 70-90 na godz więc naprawdę nie ma wędkowania .Nie zawsze muszą brać bo przecież nie jedziemy po ryby tylko odpocząć więc dotleniony wracam do domu bo jutro dzień za kółkiem.Pozdrawiam i połamania kija.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama