Dwa dni wcześniej postanowiłem spróbować swoich sił z wieczorno – nocnym spinningiem w polowaniu na suma, niestety z mizernym rezultatem. Jednakże wyprawa ta zaowocowała zaobserwowaniem kilku ciekawych boleni, w tym jednego liczę co najmniej na srebro, które uaktywniły się praktycznie dopiero po zmroku z drugiej strony rzeki. Niestety dzisiaj, a może stety jak to co noc się powtarza o 4.00 obudził mnie mój 6 miesięczny synek, po przygotowaniu mu mleka nie mogłem już usnąć, przypomniałem sobie o nocnych atakach boleni i postanowiłem sprawdzić czy z rana owe ryby są równie aktywne.
Nad Wartą byłem około godz. 5.00. Nie spodziewałem się, że czeka mnie taka przeprawa, pokrzywy prawie większe ode mnie, widać, że dawno nikt tego obszaru nie obławiał, praktycznie zero jakichkolwiek ścieżek, można by powiedzieć dziewiczy teren dobrze, że bez zarośli bo czuł bym się jak w dżungli. Po kilku dłuższych chwilach nad wodą cisza, kompletnie zero ataków boleni. W końcu udało mi się dotrzeć do miejscówki gdzie wcześniej widziałem bolka na srebro. Dostęp do przerwanej główki od strony napływu nie możliwy bo stroma skarpa, ale udało mi się zbliżyć na odległość rzutu od drugiej strony.
Po krótkiej obserwacji mimo braku aktywności ryby do wody wysyłam Hermesa Glooga, mniej więcej po 10 rzucie w trakcie zwijania przynęty za woblerem robi się wir, niestety boleń nie trafił lub zorientował się w czym rzecz i zawrócił. Oddałem jeszcze w tym miejscu kilkadziesiąt rzutów w międzyczasie zmieniając przynętę bez kolejnego wyjścia ryby. No cóż na pewno jeszcze tam po niego wrócę. Potem atakuje jeszcze kilka kolejnych miejscówek by na ostatniej z nich na otarcie łez zaciąć sympatyczną rybkę. Boleń zaatakował od strony zapływowej tuż przy samej główce salmowego Thrilla. Jego miara to 53cm i 1,1kg. Z cała pewnością mogę powiedzieć, że ciężka przeprawa się udała. Pozdrawiam.
Komentarze