CWANY AMUR. Nad jezioro przyjeżdżamy z Kolegą w piątek około 18.00. Jak zawsze w rekordowym tempie przygotowanie sprzętu i wypływamy na naszą miejscówkę. Tego dnia jesteśmy bez brania. Pozostało nam tylko podziwianie pięknego zachodu słońca. Wieczorem przy kolacji obmyślamy taktykę wędkowania na kolejny dzień i rano znowu jesteśmy na wodzie. Do 8.00 wszystko wygląda tak jak byśmy łapali w studni, nawet puknięcia. Dopiero o 8.20 na starym Szekspirze jest uderzenie. Zacinam po zamknięciu wolnego biegu i pierwsze wrażenie, chyba mały karpik. Ryba daje się spokojnie doprowadzić na odległość 7-10m od łodzi wówczas następuje potężny zwrot. Uderzenie w kierunku dna i w prawo do trzcin. Szpula kołowrotka zareagowała prawidłowo spowalniając ucieczkę. Stoimy na kotwicach i amur to wykorzystuje prąc w kierunku trzcin przepływa pod jedną z lin kotwicznych. Staram się rybę wyprowadzić na jezioro ale cwaniak oczywiście przy jednym z młynków okręca się wokół liny. Myślę- po rybie ale na szczęście wędkuje razem z niezastąpionym w takich sytuacjach przyjacielem. Postanawiamy , że Ryszard podniesie powoli kotwicę ja w tym czasie postanawiam utrzymać kontakt z rybą. Udaje mi się zlokalizować miejsce przełożenia żyłki i przełożyć wędzisko po liną. Pomimo chwilowego popuszczenia naciągu ryba pozostaje na haku i wspólnym wysiłkiem lądujemy cwaniaka do podbieraka. Do 9.00 już brań nie mamy więc wracamy do stanicy z rybą przełożoną do specjalnej siatki umożliwiającej transport przy burcie i ważenie. Krótka fotka i amur cwaniak 70cm i 5kg wraca do wody. Z jakiś czas do na pewno „popalić” innemu wędkarzowi.
Komentarze