Reklama

Czarna Łacha w upalną sobotą

28/08/2011 20:23
Kolejna upalna sobota , patrzę na termometr i własnym oczom nie wierząc (+29,8 stopnia ) moje myśli tylko i wyłącznie skierowane są ku kolejnej wyprawie nad wodę. No przecież co dopiero wróciłem z nocnej nasiadówki nad Odrą z Mirkiem ( kolegą dzięki któremu wędkarstwo mnie urzekło i dostałem gruntowo-spławikowego świra) a już tylko myślę o rybach. Wpadam do domu i od samych drzwi mówię do żony i dzieci iż mają 30 minut by się spakować i jedziemy na Czarną Łachę. Nie musiałem długo namawiać bo już po 20 minutach byliśmy w aucie i parkowaliśmy pod sklepem kupując prowiant na wyjazd. Z nocki została mi zanęta i robaki więc nic innego nie przyszło mi do głowy jak spożytkować w/w dobrodziejstwa.
Zajechaliśmy szybko i przy brzęczeniu komarów zaczęliśmy rozkładać sprzęt. Miejsc było bardzo wiele ale jakoś mnie ciągnęło do poprzedniego miejsca gdzie po raz pierwszy zasiadałem nad wodą na tym zbiorniku, szybkie zbrojenie wędki z gruntówki na spławikówkę i na haczyk czerwone a do wody zanęta. 10 - 20 - 30 minut i nic. Postanowiłem raz jeszcze sypnąć zanęty i czekam na efekty. Upał straszny , dzieci biegają od stanowiska do stanowiska bawiąc się miło , bardzo się cieszą kiedy jadą na ryby bo mogą się wybawić i połykać bakcyla wędkarskiego. Muszę się przyznać że zadziwiają mnie za każdym razem kiedy jedziemy nad wodę bo widzę jak w ich młodych oczkach widać coraz bardziej błysk ekscytacji i zabawy z wędką w roli głównej. Pytają co i jak , a do czego jest podbierak ? a czemu spławik jest taki długi a nie taki obły? itd itd...
Mijały tak minuty za minutami kiedy moja żona złapała małego okonia o czym oznajmił mi wielki wrzask młodszego z synów który leciał na złamanie karku z krzykiem " poooooooooooooooooodbierak " , ależ miałem ubaw z niego bo okonek niewielki a wrzasku narobił jak by miał z 2 kg :).
Kolejne chwile bez brania i na wodę ląduje zestaw z białym na haczyku. Czekam jeszcze chwilę i patrzę a tu nagle spławik bum i pod wodą , zacinam i co ? no i leszczyk. Malutki ale jest 1:1 w sztukach. Bo by z Żoną to tak właśnie mamy jak jedziemy wspólnie na ryby to już pojedynek damsko-męski gotowy :). na sztuki idzie ostra walka. Wracając do pojedynku było 1:1 i moja męska duma nie pozwalała mi na to by dać się pokonać i to przez własną osobistą żonę. Niestety przegrałem , bo oto po 20 minutach usłyszałem jest !!!! no i była śliczna czerwono płetwa płotka która przesądziła o wyniku tej rozgrywki ... 2:1 dla kobiety :)
Później to już jedynie tylko komary i opalanie ale mi pozostało ale wyprawa przednia i rodzina na łonie natury w komplecie czego wszystkim życzę i pozdrawiam Marek.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama