Reklama

Czarujące klenie

28/10/2011 11:25
Pewien sierpniowy dzień rozpoczęty dość wcześnie bo już o 4. Nad wodę tylko 3 kilometry i to samochodem a trwa to całą wieczność. Wreszcie jestem ... Niewielka rzeczka w Świętokrzyskim,
6 metrów szerokości , metr głębokości. Brzeg tak zarośnięty, że trzeba zakładać spodniobuty by dotrzeć tam gdzie jest najciekawiej i to brodząc. Co ja tu robię ? Przecież we krwi mam łowienie na spławik a tu nagle taka przemiana ... Spining a do tego taki do 12 gram, żyłka 0,14 i jeszcze te śmieszne małe woblerki ... Odpowiedź jest banalna ... W tej małej rzece są piękne klenie które na spławik brać nie chcą bo są zbyt ostrożne.

Powolne wypakowywanie z auta, ubranie się w spodniobuty i jestem gotowy. Jeszcze tylko zpsikanie się czymś na komary bo te zaczynają ciąć niemiłosiernie. Na agrafkę zapinam siwego sieka i powolutku docieram nad brzeg. Z brzegu dość głęboko, ale spokojnie wchodzę w wodę i powolutku sunę nią aż na drugą stronę. Gramolę się na dość wysoki brzeg i na kolanach podchodzę w miejsce gdzie będzie mi idealnie obławiać moje ulubione patyki. Wiem, że stoją tam klenie, jazie i bolenie ... Podglądałem je poprzedniego dnia jak waliły w stadka małych uklei. Tym razem cisza, woda spokojna i tylko od czasu do czasu zaoczkuje ukleja. Nie ma ich ? Może jestem za wcześnie ? Słońce co prawda jeszcze się nie pokazało nad horyzontem w całej okazałości. No nic, staram się o tym nie myśleć ...

Na klęczkach zaczynam zabawę. Siek ląduje w nurcie i na naprężonej żyłce pozwalam mu spłynąć pod patyki. 2 ruchy korbką i znowu popuszczam pod patyki ,to znowu kręcę. Cisza ... Tak kolejne kilka rzutów. Miejsce niby pewniak a tu nic ... Po kolejnym rzucie czuję delikatne przytrzymanie, krótki ruch przy zacięciu i wędka miło pulsuje. Chwilkę później winduję niewielkiego jazia. Jestem nieco rozczarowany bo pod patykami czają się znacznie większe ryby a ten mały Jasiek mógł narobić bałaganu i te większe wypłoszyć. Tak też się stało. Po kolejnych pustych rzutach obchodzę moje pewne patyki tak by zbytnio nie hałasować i zmieniam miejsce na podmytą burtkę.

W tym miejscu wydłubuję dwa okonie w przedziale 20cm po czym nastaje cisza. Słońce zdążyło już na dobre rozgościć się na niebie a na zegarku prawie 6. Ciężko podjąć decyzję. Zejść wodą w dół rzeki czy wrócić się pod patyki ? W głowie chlapiące się grube rybki z jednej strony z drugiej chęć zapoznania się z tak jeszcze tajemniczą dla mnie rzeczką. Jednak wracam ! Po cichu dotarłem i siup. Siek ląduje w nurcie i zmaga się z nim spływając pod patyki. 1,2 ruchy kołowrotkiem i nagle czuję potężne kopnięcie w wędkę. Grobowa cisza przeradza się w krzyk adrenaliny. Na to właśnie czekałem, hamulec oddaje kilka metrów żyłki po czym pojawia się niepewność ... Czy tajemniczy gość nie zechce wpłynąć w patyki ? Na moje szczęście wybrał drogę ucieczki z nurtem, nurtem dość silnym ... Bez nerwowych ruchów odzyskuję utracone metry żyłki i mam pierwszy kontakt wzrokowy z rybą. To kleń i jak na rozmiary tej rzeczki spory ! Decyduję się na wejście do wody i wyjęcie rybki podbierakiem który miałem w plecaku.

Delikatnie go wyjmuję i kładę na trawkę. Kilka zdjęć i oddaję go rzece. Niech sobie rośnie i dalej sieje panikę wśród drobnicy. Po wszystkim siadam wygodnie na piasku i rozmyślam nad tym co przed chwilą miało miejsce. Dla takich chwil na prawdę warto zarwać sen i być pokąsanym przez komary.
Tym większa moja satysfakcja, że rzeczka niewielka a rybka złowiona na spinning. Czyżbym miał zamiar odstawić łowienie na spławik kosztem delikatnego spinningu? Kto wie ...
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama