Czasem życie pędzi tak szybko, że zapominamy, po co żyjemy. I nawet jeśli nie żyjemy po to, by łowić ryby, po kilku tygodniach szybszego życia można zapomnieć o wędkach. Przyznaję, zdradziłem wędki... I byłem z kochanką w lesie... A tą "kochanką" jest koszyk. Czas z "nią" spędzony sprawia, że zamiast widoku spławika, pod zamkniętymi powiekami pojawiają się grzyby. Tak jest rok w rok. Marzenie o jesiennym sandaczu, szczupaku, okoniu przegrywa, gdy szanse na prawdziwka lub koźlara rosną.
Kiedyś w Waplewie staliśmy łódką przy brzegu, próbując złowic płotkę. Jakąkolwiek. Wtedy ujrzałem na brzegu grzyba. I "rzuciłem" wędki, wysypałem z wiaderka zanętę i postanowiłem pójść za głosem tego borowika. Po pół godzinie doszliśmy z kumplem do niskiego lasu i wtedy oczom naszym ukazał się widok kilkudziesięciu prawdziwków, które stały przed nami, niczym demonstranci wołający: "Ryby precz!" Tego widoku nie zapomnę. Październik miesiącem oszczędzania? Tak! Oszczędzam marzenia na nastepny rok...:)
Komentarze