Reklama

Czas na zmiany? - Czyli krótka rozprawa o demokracji

13/02/2010 10:19
Od kilku dni zajmuję się zgłębianiem statutu PZW, oraz Ustawy "prawo o stowarzyszeniach". Brnę przez gąszcz paragrafów i wydaje mi się, że jestem w tej ciężkiej wyprawie osamotniony.
Zarówno Ustawa, jak i Statut zapewniają nam wdrożenie różnych rozwiązań drogą głosowania, jednak zawiła struktura Związku ten prosty schemat wypacza. Ktoś kiedyś powiedział mi, że nie ma złych ustrojów politycznych, zawsze tylko jest tak, że ludzie zawodzą.... Podobnie jest chyba z naszym ogólnym niezadowoleniem. Związek rozrósł się do takich rozmiarów, że teraz jego liczebność dorównuje niewielkim państewkom i uczestniczy w nim pełen zakres typów ludzi:

Od marginesu społecznego nieznającego elementarnych zasad współżycia-po ludzi silnie ukierunkowanych na społeczność i jej wspólne dobro; od permanentnie indolentnych po aktywnych działaczy i co najgorsze ludzi pogrążonych marazmie. Postawa naganna, gdzie wiecznie narzekam, powielam zasłyszane opinie i nawet się nie wysilę, żeby znaleźć dowody, a broń Boże żebym wykazał się inicjatywą i spróbował jeszcze swoje żale zamienić w czyn.

Otóż działanie Związku jest wadliwe, a w niektórych przypadkach wysoce naganne, ale sami jesteśmy temu winni. Sami łamiemy Statut, nie uczestnicząc aktywnie w walnych zgromadzeniach kół. Któryś z kolegów na tym portalu słusznie zauważył, że w zebraniach uczestniczą z reguły Ci zaangażowani, bo mają z tegu tytułu benefity i ci, którzy są skrajnie niezadowoleni, ale łącznie te dwie grupy stanowią niewielki odsetek wszystkich członków. Silna determinacja jednostek będących w opozycji nic nie zdziała, jeśli nie zwiększą swej liczebności, a tutaj mamy już potężną większość niezadowolonych, ale biernych, z czego elity skrzętnie korzystają. Wiem, że zostanę posądzony o kolejną demagogię i powielanie szeroko znanej opinii, ale niestety taka jest prawda. Żyjemy w wieku dwudziestym pierwszym, gdzie podstawową wartością jest wolność i krwawe rewolucje już nie przejdą (żart oczywiście). Ale nawet do krwawych rewolucji, nie wystarczyło zgromadzić garstki oportunistów, tylko pokaźną grupę ludzi.

Statut pozwala elitom spokojnie pierdzieć w stołki od zjazdu do zjazdu i do tego daje ograniczone szanse na zmiany, ponieważ wszelkie zmiany, zgodnie ze statutem, może wprowadzać jedynie wyżej wymieniona grupa pierdzistołków. Gorzej. Z samych siebie wybierają skład Komisji Rewizyjnej, która to ma oceniać ich (SIC!) pracę. Do tego przez lata urzędowania wypracowano niepisane procedury zaszczekiwania domorosłych reformatorów, którzy przypadkowo trafili do tego zacnego grona. Wobec tego pozostającym w mniejszości nie pozostaje nic innego, jak tylko grzecznie grzać siedzenia dopóty, dopóki nie zdadzą sobie sprawy, że właściwa siła Związku, czyli rzesza odprowadzających składki, stoi za nimi murem. Ale nie chwiejnym ulepionym z chwiejnych roszczeń i postękiwań płotkiem, ale prawdziwym, solidnym, spójnym i JEDNORODNYM murem! Kolega Laredo wzywał nas do zebrania się, ja teraz ponowię apel. Zapraszam szeroko do komentowania tego wpisu, ale tylko prze tych, którzy chcą mieć w tej akcji przydzielone zadanie, bo przyszedł czas na działania. Stękań i szlochów nasłuchałem i naczytałem się już do woli.

Zapowiadam,że w niedalekiej przyszłości powstanie niezależna strona skupiająca ludzi, którzy chcą coś zrobić i wystosować jakieś jednorodne porozumienie i mam nadzieję, że spośród szerokiej grupy ludzi uda nam się wyłonić osobę, która zostanie jej liderem i w naszym imieniu propagować będzie ideę wspólnego Związku wszystkich wędkarzy (ja ze swojej strony zapewniam, że wszelkich starań dołożę, żeby wspomóc to wszystko technicznie, jak i sam zapłacę za utrzymanie strony, jednak przywództwa się nie podejmę, bo nie mam autorytetu potrzebnego w tego typu przedsięwzięciu). Liczę również na aktywną postawę najgłośniej krzyczących, że przyłączą się i podadzą bardziej przejrzyste pomysły na reformy, ponieważ nie jest gotowym pomysłem na poprawę stwierdzenie "mata w cholere kasy z moich składków, to wpuśćta mnie ryby co bym się nad wodą nie nudził". Za to jeśli ktoś poprze to opinią wielu osób i przedstawi racjonalną ocenę sytuacji, oraz planem działań, to będzie można nazwać postawą aktywną. Nie chcę się za często powtarzać, ale zbiorę do kupy po krótce wszystkie pomysły, które wpłynęły (niektóre zapewne będą się wzajemnie wykluczały, ale to będzie przedmiotem dalszej dyskusji):
-ustanowienie minimalnej liczby okręgów (najlepiej tylu, ile jest obecnie województw) oraz dążenie do ujednolicenia składki
-dążenie do uzyskania przez koła osobowości prawnej, aby same podejmowały się opieki nad wodami w najbliższym otoczeniu
-ograniczenie limitów na drapieżniki, ponieważ ich brak w polskich wodach jest najbardziej odczuwalny, oraz ustanowienie górnego wymiaru ochronnego dla tych ryb.
-dążenie do migracji kosztów w stronę utrzymania możliwie największej ochrony wód (możliwie maksymalne wykorzystanie budżetu w tym celu)
-wymuszenie na władzach aktywnego lobbowania w środowisku politycznym, które to miałoby na celu zwiększenie uprawnień SSR i PSR, oraz utrzymania wód w należytej kondycji zgodnie z Ramową Dyrektywą
Wodną UE
-zapewnienie braku możliwości łączenia funkcji w Związku i jakiejkolwiek aktywności w przemyśle rybackim (skoro działacz nie może być w innym stowarzyszeniu wędkarzy, to dlaczego może być rybakiem śródlądowym?)
i jeszcze wiele innych, które mam nadzieję za WASZĄ sprawą trafią na stronę, o której wcześniej wspomniałem.
Wobec tego zamiast kolejnego biadolenia powiem:
ja poczyniłem pierwszy krok (niedługo zobaczycie efekty), ale sam nie dam rady, więc proszę o Waszą pomoc.
Z wędkarskim pozdrowieniem i nadzieją, że dorośliśmy wszyscy do demokracji i jesteśmy w stanie użyć jej narzędzi.


Maciej Kirkicki
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama