Czerwcowy poranek nie należał do najcieplejszych, jednak wschodzące słońce coraz mocniej podgrzewało jeszcze chłodne powietrze. Powierzchnia wody niczym nie zakłócona wyglądała jak lustro w którym można dostrzec swoje odbicie. Poszukując sandaczy na jeziorowych blatach trafiłem na stado okoni. Nie były to może okazy, lecz ryb wahające się w rozmiarach trzydziestu paru centymetrów tego gatunku dają już wędkarską satysfakcję.
Tuż przed ósmą rano kiedy słońce było już wysoko na powierzchni wody zaczęła oczkować ukleja. Jakby wytyczonym torem, równolegle do brzegu na pasie o szerokości kilku metrów i długości co najmniej kilkunastu. Setki a może nawet tysiące sztuk pochlapywały przewracając się z boku na bok, oczkując jakby usilnie łapały powietrze. Nagle dostrzegłem pierwsze zawirowania na powierzchni, białoryb w przerażeniu uciekał na boki, jakby od spodu coś je atakowało. A woda wyglądała jakby osiągała właśnie temperaturę wrzenia...
Komentarze