Drodzy Kompani wędkarskich przygód. Jak nakazuje tradycja i teraz , w dniach 3-5 czerwca 2011 udało się nam--członkom ursynowskiego Koła PZW nr 28 wyjechać gdzieś poza naszą wielkomiejską aglomeracje.Celem naszej wyprawy były jeziora Zyzdrój Mały oraz Duży, leżące w Puszczy Piskiej nieopodal Spychowa. Na miejscu zbiórki ,pod znanym nam już z poprzednich wyjazdów hipermarketem stawiły się, 2 niewiasty oraz około 30 mężczyzn załadowanych różnorakim wędkarskim ekwipunkiem- a było co targać wszak akumulatory do najlżejszych nie należą. Żar tego dnia lał się z nieba i każdy nerwowo wyczekiwał odjazdu autokaru, by jak najszybciej móc odetchnąć czystym mazurskim powietrzem. Na szczęście pomimo kontroli przez policje naszego pojazdu wyruszyliśmy o czasie. Nie wiem jak to się stało ,ale te kilka godzin jazdy minęły jak „z bicza trzasł” i już mogliśmy wymieniać się uściskami dłoni, z tymi którzy na miejsce dotarłi swoimi samochodami. Teraz trzeba było tylko znaleźć swój domek i znów można było targać majdan z autokaru. Kilku kolegów miało pewne problemy ze zlokalizowaniem swojego sprzęt, ale przed nastaniem zmroku wszystko się odnalazło.
Dosłownie na chwilę wybrałem się na pomost przy kąpielisku by zerknąć na tafle jeziora, która tętniła życiem. Pomyślałem, że to dobry prognostyk na dzień jutrzejszy—nie myliłem się.
W dniu nastepnym, punktualnie o godzinie 5, na miejscu odprawy stawiło się 33 chłopa oraz jeden rodzynek płci pięknej. Sędzia przypomniał, że wymiar ochronny szczupaka podniesiony został do 50 cm, okoń w zawodach spinningowych ma 18cm, wzdręga zaś nie jest rybą punktowaną.
Nie pozostawało już nic innego jak tylko załadować potrzebny sprzęt do łodzi i zgodnie z obraną taktyką udać się w toń jeziora. Jedni woleli obławiać kończącą Zyzdrój Mały zatokę. Inni zaś kierując się od ośrodka w prawo, w stronę Zyzdroju Dużego tam upatrywali szanse w złowieniu medalowej ryby. Niektórzy tracąc nadzieję na złowienia szczupłego skupiali się na okoniach.I tak kolega Michał Dąbrowski złowił ich około 50, tyle tylko, że żaden z nich nie nadawał się do miary. Jego łódkowy partner --Piotrek miał więcej szczęścia i złowił jednego do miary, jak okazało się później największego spośród zgłoszonych garbusków. Łowcą najdłuższej ryby i zwycięzcą zawodów został Michał Kulka z kaczodziobym długości 64,5 cm. Drugie miejsce zajał niżej podpisany z jednym szczupłym i 2 okoniami a trzecie Eugeniusz Świątkowski z esoxem długości 56,5 cm. Jak widać było przy stanowisku sędziowskim, przeważały okonie. Wymiarowych szczupaków zgłoszonych było niewiele, choć jezioro obfitowało w „pistolety”. Niektórzy złowili ich nawet kilkanaście. Pozytywne i rokujące na przyszłość jest to, że każdy z uczestników miał na kiju ryby, co jak wiemy nie zawsze się zdarza podczas naszych Kołowych zmagań.
Po dniu spędzonym na łodzi przyszedł czas na odpoczynek, oraz spotkanie przy piwku oraz mięsiwie. A można było liczyć nie tylko na przysłowiową kiełbache, ale również na pieczone prosię ,z którego kolega Stachu wprawnym ruchem noża wykrajał co raz smakowite kąski . Nie było to łatwe zadanie, dlatego należą Mu się za to duże podziękowania, bo gracja i sprawność z jaką to robił z pewnością zrobiła by wrażenienie tylko na pani Gessler. Odbyły się również zawody w siłowaniu na rekę. Bardzo żałuję, że kolega Sobiewski nie chciał stanąć w ich szranki. Cóż, może następnym razem. Wspólne biesiadowanie nie miało końca. Niektórzy bawili się do późnych godzin nocnych, lub jak kto woli do wczesnych rannych.
Kolejny dzień miał być areną zmagań spławikowców. Niestety nie wszyscy z powodów zdrowotnych i nie tylko, nie stawili się na odprawie. Do rywalizacji stanęły 23 osoby i oczywiście dzielna nasza reprezentantka płci pięknej która z resztą, wykiwała kilku osobników brzydkiej płci ,łącznie ze swoim małżonkiem i zarazem prezesem naszego Koła. O godzinie 7 sędzia dał sygnał rozpoczynający zawody. Większość już zdążyła dotrzeć do wcześniej upatrzonych miejsc i zakotwiczyć swoje pływadła. Teraz trzeba było już tylko zanęcić i czekać na branie. Nie wszyscy jednak dobrze wytypowali miejscówki. Ekipa w składzie Adamski, Stefański ,stojąc nieopodal trzcin na wodzie o głębokości ok. 3 metrów łowiła tylko niewymiarowe ukleje. Na szczęście po zmianie miejsca mogli liczyć na inne gatunki(wyżej punktowane). Zawody spławikowe również zaskoczyły liczebnością ryb. Podczas ważenia okazało się, że każdy z zawodników miał co ważyć. Głownie było to płotki, krasnopiórki i leszczyki, choć koledze Zbyszkowi Adamczykowi udało się złowić prawdziwego leszcza o masie 1225g- największą rybę zawodów.- gratulacje.Zawody wygrał Piotr Grzelak z łączną masą ryb wynoszącą 5975g. Drugie miejsce zajął dzielnie walczący Kosiński Tomasz 4805g, a trzecie Michał Dąbrowski 4075g. Ten ostatni, rzutem na taśmę wywalczył pierwszy w swojej kołowej karierze puchar.
Po obiedzie odbyło się oficjalne ogłoszenie wyników oraz wręczenie nagród. Tym razem, ZK ufundował nagrody pieniężne dla zawodników z trzech pierwszych miejsc oraz dla łowców największych ryb. Oni również otrzymali bardzo okazałe puchary, ufundowane przez Urząd Dzielnicy Warszawa-Ursynów. Pozostali zawodnicy poczynając od miejsca dziesiątego, otrzymali koszulki z logiem naszego Koła, zestawy od firmy Spinwal, a także nagrody które na te okoliczność ufundował Marek Sobiewski. Nie obyło się też bez upominków dla zwycięzców łącznej klasyfikacji. Dla nich firma Sport Grupa Sp.Z.o.o. ufundowała piłki do różnych dyscyplin sport. Może by tak na następnych zawodach, zrobić jakiś mały turniej w futbolówkę…? Do tego nie potrzebne są łódki, zanęty, akumulatory żelowe, robale, zanęty tylko kilka chętnych osób i co najmniej 2 drzewa, w niedalekiej od siebie odległości.
Dwudniowe zawody wyjazdowe zorganizowane były przez obecny ZK po raz pierwszy. Pomysł by odbyły się właśnie w ośrodku Na Cyplu nad jeziorem Zyzdrój uważam za udany. Przede wszystkim zasobność jeziora, zaskoczyła wielu doświadczonych bywalców wcześniejszych imprez Kołowych. Każdy mógł liczyć na rybę i to nie tylko w zawodach spławikowych. Na uwagę zasługuje spory leszcz Zbyszka jak i niemały szczupak Michała. Piotrkowi udało się też wyciągnąć linka. Czego chcieć wiecej…? Pogoda dopisała, niektórym może aż za bardzo. Gdyż zaraz po powrocie do warszawy, czym prędzej udali się do apteki po środki kojące skutki opalenizny. Ryby również były dla nas łaskawe. Kto wie, może za rok znów wrócimy nad Zyzdrój…?
Komentarze