Pisuję rzadko, bo głowę mam zajętą. Nie tym, by na obczyźnie dodawać zera do rachunku, lecz codziennym zmaganiem z materią głów naszych francusko-polskich rodaków, którzy - dziećmi lub młodzieżą będąc - wierności mowie ojczystej lub matczynej dochowują. Praca to nielekka, wszak nie o ryb imiona tu idzie, jeno o to, by poprawnie świat bliższy od podwodnego nazywać, opisywać i opowiadać. Tak być teraz musi, w lipcu dopiero przyjdzie z tęsknoty za jeziorem usychać. Linie mój płochy, leszczu złocisty, płoci porywcza - zaczekajcie... Niebawem, za miesięcy dziesięć, przybywam.
Komentarze