DĘBOWY SZCZUPAK. Po niezwykle udanym sobotnim wędkowaniu (rano amur 5kg, po południu karpie 3 i 4 kg) z jeszcze większymi oczekiwaniami wypływam w niedzielę rano na swoje łowisko. Schodząc nad brzeg spotykam Jacka, który od świtu był na wodzie bez brania. Czyżby i mnie to czekało? A jednak cztery godziny i bez brania. Postanawiam spłynąć, gdyż zaczyna tak silnie wiać, że mam problemy z utrzymaniem katamaranu na płytkiej wodzie. Po obiedzie postanawiam więc ruszyć pod zachodni brzeg na spinning. Interesuje mnie tylko szczupak, okoniowe wędzisko zostaje w kempingu. Po dotarciu w upatrzony rejon kotwiczę w rejonie dobrze sobie znanego spadu, kilkanaście metrów metrów od brzegu. Pomimo, że woda powoli kwitnie i nie jest zbyt przejrzysta wybieram perłowo zielonego rippera z główką 8g. Po lewej na głębokości około 1m leży stary pień olchy i od tego miejsca zaczynam. Po trzecim rzucie jest pobicie i w łodzi ląduję szczupaczek około 40cm. Z pozdrowieniami wraca do wody. Jak na beznadziejne dopołudniowe wędkowanie jest dobry początek. Pora na rejon dębu. Tam jest trochę głębiej, ale uważać trzeba na gałęzie schowane pod wodą. Na tego samego rippera mam dwukrotne pobicie okoniowe. Dość duży ogonek powoduje, że nie udaje mi się nic zapiąć. Kolejne rzuty, prowadzenie przynęty na opad i wegług mojej oceny przy końcu spadku dna mam przytrzymanie. Na haczyku i agrafce nie ma jednak ani śladu zielska, a gumka jest lekko ściągnięta z haczyka. Ponawiam rzuty w ten rejon i za kolejnym jest tak upragnione uderzenie. Kilka mocnych odjazdów pod dąb, jedno wpłynięcie pod łódź i w końcu zdobycz ląduje w podbieraku. Miara 63cm, późniejsze ważenie wskazuje 1,5kg. Zabieram rybę, którą po uśmierceniu zapinam na specjalnej agrafce. Opływam szczęśliwy dąb i z drugiej strony i znowu posyłam przynętę pod gałęzie. Przynęta dotyka wody, zamykam kabłąk kołowrotka i przy pierwszym ruchu korbką jest kolejne uderzenie. Małe to to szczupaczysko, ale podczas holu pomimo niewielkich rozmiarów porządnie trzepie głową próbując się uwolnić. Dochodzi 17.00 za godzinkę wracamy do domu, tym razem z dębowym szczupakiem na otarcie łez.
Komentarze