Wyprawę nad zbiornik w Drzewicy planowaliśmy już od tygodnia,. Kolega Rafał znalazł chwile wolnego, więc mogliśmy się w końcu wybrać na upragniony odpoczynek na łonie natury,. Pech chciał, że w dniu wyjazdu, od samego rana padało,. Około godziny 16 przyjechali po mnie koledzy,. Spakowałem sprzęt przynęty i wszelkiego rodzaju udogodnienia potrzebne na łowisku i pojechaliśmy nad zbiornik,. To nic, że padało tak, że szkoda psa na dwór wypuścić ale nas nic nie mogło przekonać do tego, żeby zostać w domu.
Zajechaliśmy nad zalew, spodziewając się, że nikogo tam nie będzie,. Jakie ogromne było nasze zdziwienie kiedy ujrzeliśmy nad wodą kilka samochodów i łowiących wędkarzy,. Pomyśleliśmy , że nie tylko my jesteśmy tak inteligentni,. Po przyjeździe nad wodę rozpakowaliśmy się i zaczęły się przygotowania do łowienia,. Ja zacząłem od zanęty, potem zająłem się przygotowaniem zestawów,. Wiał silny wiatr z północnego-zachodu, i wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że wiał prosto w nas,. Dzień wcześniej pogoda była całkowicie odmienna,. Słońce, zero wiatru, temperatura powyżej 20 stopni, coś wspaniałego, wymarzona pogoda na ryby. Ale nasze mądre umysły i niestety to że byliśmy uzależnieni od pracy kolegi Rafała zmusiły nas do takiego właśnie postępowania. NIE ważne jaka pogoda ważne żeby kija zamoczyć.
Zestawy musiały być wyjątkowo ciężkie, ale czułe na wszelkie brania. Kiedy wszystko było już gotowe zaczęliśmy łowić,. Na pierwsze efekty musieliśmy dość długo czekać,. Pierwszą naszą zdobyczą była płoć, tak wyglądała na ok 17 cm, więc wróciła do wody,. kolejny na wędce u kolegi Pawła zameldował się leszczyk ok 20 c,. Około godziny 23:45 zauważyłem na jednej z moich wędek delikatne branie, sygnalizator powoli się opuszczał, podszedłem do wędek i nagle bombka podskoczyła do góry,. nie myśląc długo szybko zaciąłem, hol nie trwał długo, ponieważ sprzęt jaki miałem nie mógł mnie zawieść( wędka york do 120 gram, kołowrotek dragon mystery, żyłka mikado 0,25 mm, hak 9 Mikado). Użyłem też przyponu strzałowego ok 20 m z plecionki. Po wyjęciu leszcza z wody kolega Paweł zmierzył go,. Miał 46 cm, to jak do tej pory mój największy leszcz,. W domu waga pokazała 1,38 kg.
Ok godziny pierwszej położyliśmy się do samochodu na chwilę drzemki,. Wstaliśmy o godzinie 4:30 i przerzuciliśmy zestawy, nad wodą zameldowali się już pierwsi wędkarze,. Około godziny 7:30 kolega Rafał wyciągnął karpika, tak na ok 25 cm,. Karpik wrócił oczywiście do wody,. W międzyczasie złowiliśmy jeszcze kilka małych leszczy, które wróciły do wody. Dumni z połowów wróciliśmy do domów,. A w drodze powrotnej planowaliśmy kolejną wyprawę nad zbiornik w Drzewicy.
Komentarze