Chciałbym pokrótce opowiedzieć historię która przytrafiła mi się parę dni temu, może ktoś kto to przeczyta wyciągnie wnioski i uniknie błędu mogącego rybę którą miało się wypuścić kosztować życie.
Wybrałem się po pracy połowić nad jeziorem które należy do mojego klubu wędkarskiego (w Niemczech), wyposażony w minimum sprzętu, średnich rozmiarów podbierak oraz parę sztucznych przynęt. Ot tak, porzucać i cieszyć się wodą, żeby otrząsnąć z siebie niesmak pracy.
Jako cel obrałem sobie cichy zakątek jeziora, brzeg obrośnięty krzakami, ciężki do obrzucenia, ale także obiecujący ciekawe brania.
Pierwsza przynęta to własnej roboty obrotówka z dwoma skrzydełkami i serią szklanych korali zamiast korpusu. To był jej dziewiczy lot, pięknym łukiem na paręnaście metrów i wyraźna praca błystki wyczuwalna na wędce. Za pierwszym rzutem drugi, trzeci i nagle coś przytrzymuje przynętę. Odruchowe, szybkie zacięcie i paniczna ucieczka ryby w tempie które trudno pomylić z innym gatunkiem. Pięknie ubarwiony pstrąg tęczowy, średnich rozmiarów po ładnej parominutowej walce daje się złapać i oswobodzić z kotwiczki. Przed wypuszczeniem dostrzegam metrowy kawałek żyłki wiszący z pyska, krótki rzut oka do wnętrza pozwala ocenić że niestety tylko ten kawałek jest widoczny, przynęta naturalna połknięta głęboko. Pomagam rybie odcięciem tego wiszącego spowalniacza i wypuszczam.
Zmieniam przynętę na kolejny wynalazek, dwa śmigiełka nanizane na drut i obciążone srebrnym korpusem, plus twisterek na podwójnej tym razem kotwiczce. Pierwszy rzut i gwałtowny atak na przynętę, tym razem czuję że ryba jest silniejsza, nie pływa płytko pod powierzchnią wody jak torpeda ale trzyma się dna, racząc mnie cudownym terkotem kołowrotka przy średnio gwałtownych ale silnych odjazdach. Po dziesięciu minutach walki pod brzeg podciągam następnego tęczaka, na oko blisko 50cm. Klękam w błocie żeby go dosięgnąć i odpinam jeszcze w wodzie kotwiczkę. Po obtarciu się z podarowanego mi na pożegnanie prysznica zmieniam miejscówkę. Tym razem kolejny "róg" jeziora, płycizna gdzie spodziewałem się wygrzewających się szczupaków.
Tutaj się zaczął mój błąd. Żyłka którą stosowałem to 0.20 Trilene Sensation, wystarczająco solidna na pstrągi czy mocne okonie, ale nie na wszystkich mieszkańców tej wody. Oczywiście przezornie stosowałem stalowy przypon z Flexonitu.
Kolejna zmiana przynęty. Tym razem na dużą szczupakową obrotówkę własnej produkcji z czerwonym piórem na kotwiczce i poważnym wiatrakiem zamiast skrzydełka. Parę rzutów w kierunkach dyktowanych teorią chaosu, w celu przetestowania jak pracuje przynęta i nagle czuję jakbym złapał zaczep. Klnąc pod nosem już zaczynam się zabierać do odstrzeliwania przynęty kiedy zaczep nabiera życia i zaczyna wyciągać mi żyłkę z kołowrotka. Świadomy faktu że moja żyłka to dwudziestka, że jest okres ochronny szczupaka i muszę z nim jakoś tak delikatniej, holuję go do brzegu. Parę podciągnięć, ucieczka, parę podciągnięć i tak w kółko. Po blisko dwudziestu minutach udaje mi się wyciągnąć go blisko pod powierzchnię wody. Pierwszy rzut oka i panika, szczupak, a właściwie Pani szczupakowa ma ładne 90cm (na wędkarskie oko) i nie zmieści się za cholerę do podbieraka. Drugie spostrzeżenie to fakt że tylko końcówka przynęty wystaje z pyska ryby. Czuję że ryba jest zmęczona ostrożnym holem. Staram się podciągnąć ją pod brzeg żeby złapać za skrzela i wyciągnąć. Klęcząc, a właściwie wisząc nad wodą szukam palcami miejsca przy skrzelach żeby chwycić szczupaka i wtedy realizuje się koszmar każdego wędkarza hołdującego C&R. Żyłka pląta się o szczytówkę wędki, ryba ostatnimi siłami wykonuje skok po czym gwałtownie odpływa rwąc cienki sznur i skazując się prawdopodobnie na głodową śmierć a mnie na wyrzuty sumienia przez następne miesiące.
Wszystkim którzy pomyśleli właśnie "Idiota" powiem: macie rację. Usiadłem i powtarzałem to samo.
Na żyłce 0.20 wyciągnie się większość ryb, to fakt, pod warunkiem że wszystko pójdzie tak jak ma pójść. Jeżeli jednak jesteś wielbicielem ryb, wędkarzem z zamiłowania a nie tylko dla jedzenia, jeżeli hołdujesz trochę C&R i cenisz swojego przeciwnika to nie powtarzaj mojego błędu.
Jeżeli w jeziorze są szczupaki to załóż te 0.30 - 0.35 lub porządną plecionkę, stosuj przypon stalowy i nie uzbrajaj przynęt "po zęby" dodatkowymi kotwiczkami i kotwiczkami zabezpieczającymi dodatkowe kotwiczki. Daj szanse swojemu przeciwnikowi przeżyć jeżeli zwycięży.
Jeżeli chodzi o mnie to kupiłem sobie metrowych rozmiarów podbierak z gumowaną siatką, od dzisiaj będzie moim stałym towarzyszem w wyprawach na szczupaki.
Mam nadzieję że złapię tamtego i oswobodzę go z przymusowej biżuterii.
Komentarze