Od kilku dni słyszałem od miejscowych wędkarzy i w naszych sklepach wędkarskich, że szczupak nie bierze... I było w tym dużo prawdy, przez 4 dni, kiedy chodziłem na Łynę miałem tylko jedno uderzenie i to bolenia. I przyszła sobota, czyli wypad z ojcem, bratem i kolegą Przemkiem na nockę. Tym razem wybraliśmy rzadko uczęszczane przez nas Jezioro Wielochowskie. Skusiła nas do tego ładna pogoda i chęć złowienia pierwszego w tym roku węgorza. Niestety w sobotę pogoda się popsuła, wiał silny wiatr i nie było już tak gorąco jak przez ostatnie dni.
Nad wodą byliśmy około 16. Rozłożyliśmy się i nic. Nie chodził ani drapieżnik, ani biała ryba. Po około 3 godzinach pojawiła się dopiero mała wzdręga. Nie specjalnie nas to cieszyło, ale z nudów chociaż można było się pobawić. O 20 wysypałem do wody pellet węgorzowy i po 20 minutach jest mocne szarpnięcie na mojej gruntówce na rosówkę, poczekałem - ryba odpuściła i za chwilę drugie walnięcie. Zacinam... i nic. Szkoda, bo myślę że mógł to być węgorz. Do zmroku miałem tylko jednego leszczyka ok. 0,7kg, a reszta nic. W nocy z powodu złej pogody i zmęczenia po piątkowym wieczorze, poszliśmy spać. Niestety nie nastawiłem budzika i przebudziłem się o 6 rano. Kolega Przemek miał szczupaka (1kg) złowionego na obrotówkę Abu. Niestety do 9 nie mieliśmy już żadnych brań i wróciliśmy do domu. I nastąpiła przerwa, po której ryby wygrywały z nami 0:1...
O 13 mieliśmy jechać z rodziną do dziadka, który ma bardzo duży staw z licznymi trzcinami, zagłębieniami i rosnącymi do okoła drzewami. Co więcej na tym stawie rocznie dziadek odławia tylko około 5 karpi i 5 szczupaków na różne święta. Skuszony myślą o 2 szczupakach 5kg, które dziadek wyciągnął na wigilię i głodem ryb zabraliśmy z bratem spinning. Na stawie zastaliśmy 2kg karpia, który pływał po powierzchni, przez cały nasz połów. Sprawdzaliśmy przeróżne woblery i obrotówki i nic. Brat przez 15min łapał na predatora z czarnym grzbietem, białym tułowiem i czerwonym ogonem i po 3 braniach guma nie nadawała się do użycia... Skuszony tymi braniami wyciągnąłem moje dwa ulubione relaxy w podobncyh kolorach - jeden dla mnie, drugi dla brata. 3 rzut i bardzo, bardzo mocne uderzenie, ale nie udało się zaciąć. Brat poszedł coś zjeść. Ciekawe było to, że po 15min rzutów, trzeba było koniecznie zrobić 5min przerwy, ponieważ płotka przestawała chodzić, a wraz z nią szczupak. Po przerwie sprawdzałem jak chodzi moje kopyto przy brzegu i nagle spod trawy przy której stałem wyskoczył szczupak 0,5kg i miałem przyjemność zobaczyć 2 ataki szczupaka z bardzo, bardzo bliska, lecz chyba był za mały na tę gumę. Pierwszy rzut pod cień świerka i jest! Strasznie waleczny szczupak! Niestety nie okazał się bardzo wielkim (64cm, 1,7kg), lecz walczył jak prawdziwy okaz. Po powrocie Przemek złapał na podobną gumę drugiego szczupaka 0,8kg. Honor został uratowany i było 2:1 dla nas. Jednak szczupak bierze, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy pojedziemy znów odwiedzić dziadka.
Dodam jeszcze, że nie lubię łapać na stawach hodowlanych, nastawionych na zysk, z dokarmianymi rybkami gdzie ryby zazwyczaj nie są waleczne, a biorą bardzo często. Na szczęście ten staw do takich nie należy. Jest opuszczony całkowicie przez wędkarzy, ryby nie są w ogóle dokarmiane i mamy tam atrakcyjne zarośla i drzewa, gdzie czai się jeszcze większa ryba, według dziadka szczupaki nawet 7-8kg i kilka 10kg karpi. A potwierdzeniem jest fakt, że na obu szczupakach były wyraźne ślady zębów.
Komentarze