Witam, opowiem wam o mojej dzisiejszej przygodzie. Mam nadzieję, że nie zanudzę was tutaj i nie uśniecie przy czytaniu tejże opowieści. Obudziłem się rano z myślą "idę dziś na ryby po szkole" wstałem spakowałem plecaczek wędkarski i porobiłem przypony na sobotę. Spakowałem plecak do szkoły, włączyłem laptopa jak zazwyczaj rano włączyłem Mozilla"e i wedkuje.pl sprawdziłem sposoby na pstrąga wysłałem kilka wiadomości do znajomych o produkcji wobków. Wyruszyłem do szkoły ok godziny 10.
Podczas lekcji myślałem tylko "niech ten ostatni dzwonek zadzwoni" i w końcu się doczekałem. Jest Dzwonek kula do ręki i kuśtykam do domciu, w domu biorę nożyczki i ciach rozcinam bandaże i ściągam szynę gipsową (przeszkadzała mi w ubraniu woderów). ubrałem się i ruszyłem. Deszcz leje z całego nieba a ja szczęśliwy, że po 2 tygodniach nareszcie pójdę na rybki. doszedłem do miejsca, w którym zawsze zaczynam moją podróż po Sance (rzeczce płynącej koło mojego domku). Nad wodą skleciłem kołowrotek wraz z wędka przewlekłem żyłkę zawiązałem woblerek i do wody go ! przeszedłem z pół kilometra bez brania ale to nic, byłem szczęśliwy, że jestem na rybkach.
Tak szedłem i nagle stop trawa, drzewa i krzaki takie, że nie było możliwości przebrnąć więc wymyśliłem ! Pozapinałem wszystkie kieszenie wędka mocno w dłoń i hop ! Przeskoczyłem (rzeczka ma ok 2 może 3 metrów na szerokość). Przykucnąłem i wędkę przekładając przez metrową trawę widziałem tylko czubek wędki a wobek niech płynie tak puszczałem w tym miejscu i zwijałem z 4 razy ostatni "rzut" zwijam zwijam i przy samej szczytówce ciach ! Siedzi ! Wyskakuje z wody oplątuje się o szczytówkę. Wyciągam z wody i myśl takiej ryby to w tej rzece nikt nie złowił. Mierzenie i wielka chwila ! 41 cm ! największa ryba na tej rzece nawet moi przodkowie takich ryb tutaj nie wyciągali ! Banan na twarzy ząbki świecą się do rybki.
Nie mogłem się napatrzeć na tą rybę, ale cóż nie będę jej męczył więc buziak i delikatnie wpuszczony do wody. Przeszedłem jakieś następne 1.5 km i żadnego pobicia ale banan na twarzy nadal jest ! Wracam do domu zmarznięty i przemoczony do suchej nitki. Zjadłem obiadek wziąłem laptopa do ręki położyłem się na łóżeczku i grzejąc się w łóżeczku napisałem dla was ten tekst by podzielić się moimi przeżyciami.
Niestety zdjęć nie zrobiłem ponieważ aparatu na rybki jeszcze nie biorę ponieważ nie mam własnego a mam jak narazie 15 lat. Wobek na którego wziął kosztował mnie 20 zł. 2cm imitacja robaka ;)
Do cierpliwych i wytrwałych świat należy ! Dziękuję za przeczytanie mego "artykułu" ;)
Komentarze