Dzisiaj po wróceniu ze szkoły pomyślałem, nareszcie przerwa świąteczna, trzeba się wybrać na ryby. Więc ruszam do kolegi na stawek. Zaczynamy łowić o 17:15, brania słabe ledwo jeden karaś. Lecz biorę inną wędkę z nawiniętą plecionką i większym haczykiem, na którego założyłem 2 czerwone robaki. Zarzucam i patrze spławik od razu przynużył się do połowy, i nagle zniknął pod wodą. Zacinam, siedzi coś ładnie tnie wodę.
Tuż przy brzegu zaczęła się jazda, ryba uciekła w bok w stronę krzaków i zatopionych belek drewna, ale nagle zobaczyłem, że to karpik. Po wyjęciu z wody, i wyciągnięciu haczyka, zmierzyłem rybę i miarka wskazała 32cm. Mój największy jak dotychczas karpik, wrócił do wody. Po chwili kolega złowił 2 podobnej wielkości karpie, które nie zostały udokumentowany ale wypuszczony do wody. Dzień był bardzo fajnie spędzony, bo kiedy przestały brać karpie to brały karasie.
Komentarze