Pod koniec marca wyszedłem nad pobliskie starorzecze w celu tak zwanego rozpoznania łowiska. Znalazłem powaloną do wody grubą wierzbę, wdrapałem się na jej pień i z tego miejsca miałem widok na większą część zbiornika. Siedziałem w ciszy kilkanaście minut bacznie obserwując każdy ruch na wodzie, każdy plusk, każdą falę. Przemierzając wzrokiem powierzchnię starorzecza nieopodal mojego miejsca zauważyłem dwa sterczące nieruchomo w wodzie spławiki. Mój wzrok się na nich zatrzymał i po chwili jeden ze spławików powoli schował się pod powierzchnią. Zauważyłem naprężającą się żyłkę i po chwili woda zagotowała się – trwał burzliwy hol lina. Hol skończył się sukcesem a spławik wrócił na swoje miejsce. Nie minęło kilka minut a drugi ze spławików zaczął szybko oddalać się od swojego miejsca. Znów żyłka się naprężyła i tym razem na powierzchni pokazał się piękny blisko 40cm karaś srebrzysty. Nie wytrzymałem, musiałem podejść do wędkarza i przeprowadzić „wywiad” Okazało się, że to sąsiad wybrał się na ryby. Moje pytania dotyczyły oczywiście przynęty i zanęty. Przynętą była kukurydza i białe robaki a jako zanęta. No właśnie z taką zanętą spotkałem się pierwszy raz. Sąsiad przyznał, że utłukł na mąkę kukurydzę. Zlał zakupionym w sklepie atraktorem i uformował w kule wielkości pomarańczy. Kula z mąki kukurydzianej i atraktora była twarda niemal jak kamień. Taką jedną kulę wrzucał w łowisko. To było całe nęcenie. Kula była tak twarda że nie rozpadała się szybko w wodzie. Leżała na jej dnie nawet dwa dni ciągle uwalniając aromat kukurydzy i atraktora w postaci chmury. To było kilka lat temu.
Od tamtej pory postanowiłem więcej dowiedzieć się nęceniu wczesną wiosną. Przeglądając prasę wędkarską jak i blogi w internecie można było wyciągnąć kilka wniosków. Wiosna woda jest zimna a w zimnej wodzie lepiej roznoszą się zapachy. Białoryb nie żeruje jeszcze bardzo intensywnie dlatego nie jest wskazana duża ilość zanęty.
Jak więc zrobić aby mała ilość zanęty jednocześnie dawała dużo wabiącego ryby zapachu? Odpowiedź jest prosta – atraktory.
Mając na uwadze informacje, które uzyskałem od sąsiada pewnego marcowego popołudnia jak również informacje o nęceniu ryb wiosną postanowiłem do swojego arsenału wędkarskiego wprowadzić dodatki zapachowe w płynie . Zacząłem skromnie bo od dwóch buteleczek. Pierwsza to Robinson Tench & Carassio na wody stojące i Brasem na rzeki.
Jak możemy przeczytać na stronie producenta dodatki zapachowe w płynie posiadają wysoką zawartość aktywnych biochemicznie substancji, takich jak: feromony głodu, betaina, aminokwasy czy wzmacniacze smaku, które stopniowo uwalniając się w wodzie, pobudzają ryby do żerowania oraz utrzymują je w łowisku. Ich skład gwarantuje doskonałe komponowanie się ze wszystkimi zanętami Robinsona lub Marcela.
W ofercie dodatków znajdują się atraktory pozwalające ukierunkować zanętę na oczekiwany gatunek ryb, taki jak: leszcz, płoć, karp, lin i karaś, lub nadać im silny zapach konopi, anyżu, karmelu, kukurydzy, doskonale zwiększając skuteczność zanęty.
Atraktory stosuję od roku i moim zdaniem świetnie się sprawdzają dlatego w tym roku przybędzie mi kilka zapachów takich jak karmel, halibut truskawka czy feeder - kompozycja aromatów ochotki i morwy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze