Reklama

Dragon Street Fishing - kompan włóczykija

21/03/2018 19:49

Każdy wędkarz nad wodą ceni sobie komfort. Niby truizm, a jednak trochę się kłóci z wizją mobilnego spinningisty wędrującego kilometrami wzdłuż brzegu dzikiej rzeki czy jeziora w poszukiwaniu upragnionej zdobyczy. Nowoczesny rynek wędkarski oferuje nam galaktyczny wręcz wachlarz możliwości doboru sprzętu, przynęt i akcesoriów. Nosimy ze sobą coraz większe ilości pudełek i gadżetów bez których nie wyobrażamy sobie wędkowania. Wszystko ma nam ułatwiać życie nad wodą. Czy jednak tak jest w istocie? Czy kiedyś zastanawialiście się ile kilogramów dźwigacie w nierzadko ciężkim terenie? Jeśli nie to zapewne Wasz kręgosłup jeszcze nie dał Wam do zrozumienia że coś jest nie tak – przyjdzie jednak czas gdy boleśnie przypomni o swojej krzywdzie! Oby wówczas nie było za późno bo z wędkowania w preferowanej formie pozostaną nam już tylko wspomnienia snute podczas przesiadywania w niekończącej się kolejce do lekarza – specjalisty… Porzućmy na bok czarne wizje! Przez lata włóczęgi nad brzegiem Królowej Polskich Rzek używałem różnych „wynalazków” żeby móc przenosić swoje nieodzowne nad wodą drobiazgi. Mimo iż jestem wyznawcą koncepcji minimalistycznej to z czasem uzbierało się tego na tyle dużo że aby ogarnąć sytuację byłem zmuszony do nadmiernego obciążania swoich pleców bo przecież nie zrezygnuję z choćby jednego pudła z ciężkimi gumami - w końcu mogą być dziś wytrychem do cwanych sandaczy...

Przez wiele lat używałem zamiennie kamizelki i naramiennej torby. Wnioski ? Rywalizację wygrała kamizelka bo torba mimo miękkiego paska jednak po wielu godzinach powodowała otarcia oraz dyskomfort w okolicach barku i obojczyka ciepłą porą. Natomiast w czasie chłodnych miesięcy punktowy niemal nacisk pasa naramiennej torby sprawiał że mięśnie obręczy barkowej próbując zrównoważyć działającą siłę były wciąż napięte z jednej strony i prowadziło to do ich nadwyrężenia oraz stanu chronicznego napięcia co z kolei powodowało dolegliwości bólowe całego ramienia. Średnia przyjemność gdy nie można następnego dnia podnieść siatki z zakupami a o siłowni można zapomnieć na dłużej… Kamizelka też ma swoje wady choć nadal często ją stosuję. Duża ilość akcesoriów w kieszeniach sprawia że potrafi solidnie ważyć i niestety na dłuższą metę sprawia że się garbimy. To generuje obciążenia nienaturalnie przenoszone na nasz kręgosłup i … koło się zamyka. Rozwiązaniem o wiele bardziej praktycznym i przyjaznym na wielogodzinne wędrówki z wędką okazał się plecak wędkarski od którego w zasadzie kiedyś zaczynałem. Na początku był to jednak zaadaptowany plecak … szkolny. Poprawnie zaprojektowany i wykonany oferuje większy komfort dla użytkownika. Dziś nie ma problemu z wyborem takiego fasonu i koloru jaki sobie wymarzymy. Przebogaty rynek niesie ze sobą dobrodziejstwo obfitości ale też masę pułapek w które jako nie zawsze świadomi konsumenci często wpadamy. Co zatem wybrać aby czerpać z wędkowania tylko przyjemność? Mogę tylko zasugerować rozwiązanie bazując na konkretnym przykładzie.

W sposób dość nieoczekiwany wszedłem w posiadanie plecaka wędkarskiego Dragon z serii Street Fishing. Pierwsze pozytywne wrażenie skłoniło mnie do poświęcenia temu produktowi większej uwagi. Jestem raczej sceptykiem i „niewiernym Tomaszem” więc z dużą rezerwą podchodzę do recenzji i testów produktów różnych marek. Muszę dany przedmiot sam wnikliwie ocenić by odważyć się komuś prywatnie polecić jako godny uwagi.

Dokładny opis techniczny sobie daruję. Zainteresowanych odsyłam do katalogu na stronie producenta. Wspomnę jedynie że plecak posiada dużą komorę główną z zakładką oraz trzy poboczne kieszenie co w mojej ocenie oferuje kubaturę która powinna zadowolić każdego spinningowego maniaka. Posiada możliwość regulacji a wygodne, podszyte siatką transmisyjną szelki oraz elementy mające bezpośrednią styczność z plecami zapewniają komfortowe dopasowanie i wygodę a także wentylację w gorące dni. Plecy będą nam wdzięczne… Bardziej chciałbym się jednak skupić na czymś dla mnie najważniejszym poza oczywistą wygodą i ergonomią.

Materiał.

Powiem krótko: Robi wrażenie! Nie znam się na tkaninach czy tworzywach sztucznych ale mając to w palcach czuję że mogę szarżować jak nosorożec wprost w nadwiślańskie krzaczory czy kolczaste zarośla. Tu się nic zdarzyć nie może. Zaryzykuję stwierdzenie że w bezpośrednim starciu drutu kolczastego czy nawet gwoździa z tym materiałem nie odważyłbym się wskazać faworyta! Ciasny splot i odpowiednia grubość w mojej ocenie rokują wieloletnie użytkowanie.

Wykonanie.

Szwy są równe, poprawne bez korekt czy wyciągniętych nici, które są tu ponadprzeciętnej grubości. Elementy połączone spójnie bez niedokładności. Dobra robota.

Zamki.

Rzecz niezmiernie istotna bo co nam po solidnym plecaku gdy wyposażony będzie w kiepskiej jakości „dziadowskie” suwaki? One „polecą” pierwsze… W tym przypadku takiego zagrożenia nie widzę bo na straży naszej satysfakcji stoją zamki renomowanego, japońskiego producenta choć nigdzie w katalogach nie doczytałem aby firma Dragon używała tego atutu rekomendując swój produkt.... Cóż , pewnie uznali że w tym przypadku jego zastosowanie jest oczywiste. Zamki są rzecz jasna metalowe a znane chyba wszystkim trzy litery YKK wzbudzają zaufanie.
Na uwagę zasługuje nowatorskie rozwiązanie jednej z kieszeni bocznych gdzie mamy do dyspozycji worki strunowe wykonane z bardzo grubego tworzywa. Mnie się to przyda na gotowe przypony z fluorocarbonu ale każdy może je wykorzystać po swojemu. Dają nowe możliwości spersonalizowania naszych zasobów nad wodą. Mamy kieszeń przygotowaną np. na butelkę z piciem czy termos. Krótko mówiąc widać i czuć w tym projekcie rękę wędkarza – praktyka. Szata graficzna jaką nadano plecakowi jak i całej serii Street Fishing ma nawiązywać rodzajem kamuflażu do środowiska miejskiego. Stąd wzór „digital” i odcienie szarości oraz beżu. Paradoksalnie dla mnie, moczykija – introwertyka ,który stroni od wędkarskich „pigalaków” ten typ kamuflażu oferuje możliwość pozostania mniej widocznym na moich ukochanych wiślanych, kamienistych opaskach. Ten wzór z powodzeniem sprawdzi się też „w dziczy”. Oczywiście są zwolennicy krzykliwych barw nad wodą i nie mam zamiaru z taką filozofią polemizować jednak ja bardzo sobie cenię „niewidzialność” co wynika tak z upodobań jak i przeświadczenia że ryby głupie nie są a mnie nie stać na ryzyko ich spłoszenia.

Wiosna nieśmiało ale coraz bardziej dobitnie daje mi do zrozumienia że już czas powitać nowy sezon. Spędzę go bardziej komfortowo z plecakiem Street Fishing. Ciężkie warunki nadwiślańskiej dziczy będą idealnym poligonem dla plecaka Dragona. Jak wiadomo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie a w realiach moich łowisk, przemierzając dzikie brzegi królowej naszych rzek nieraz będzie okazja by ten pogląd zweryfikować… Jestem pewien że mnie nie zawiedzie.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama