Reklama

Dzień pstrąga

04/06/2009 22:24
Poniższa opowieść jest relacją - wspomnieniem z jednej z wielu wypraw na pstrąga z czasów kiedy zaczynałem „pstrągowanie”. Wtedy moim nauczycielem był - a może jest do dzisiaj? - kolega Jurek – www.jurekb.wedkuje.pl. Opisuję to dokładnie bo pamiętam ten dzień, takich wrażeń się nie zapomina.

Z miny Jurka można było wyczuć niezadowolenie, rezygnację czy wręcz zwątpienie. Wcale się nie dziwiłem, aura nie napawała optymizmem, było pochmurno, dość chłodno i siąpił nieprzyjemny deszcz. Na pocieszenie powiedziałem, że to wymarzona pogoda na pstrąga. Właściwie mieliśmy jechać w inne miejsce, ale tym razem ja zdecydowałem o wyborze łowiska. Jak się później okazało był to trafny wybór.

Na początek zakładam mojego ulubionego wobka, wiem, że w tym miejscu nie ma zaczepów więc mogę być spokojny o przynętę. Kiedy ja już biczuję wodę, kątem oka widzę kolegę jak bez pośpiechu i wiary w sukces jeszcze montuje zestaw. Idę dalej. Po przejściu kilkudziesięciu metrów zauważyłem ogromny rozrośnięty krzak zanurzony w wodzie o rozłożystych gałęziach niczym wierzba z rodzaju płaczących. Spróbuję tu, pomyślałem. Zanim to uczyniłem z nurtu wywaliło się „wielkie coś” tuż pod wspomnianym krzakiem. Nieco wystraszony i chwilowo zahipnotyzowany spojrzałem na wodę falującą jak po przejściu co najmniej małej barki.

Nieświadomy i jeszcze podniecony wszedłem do wody (dobrze, że miałem wodery) i jakimś cudem udało mi się rzucić pod zwisające gałęzie. Był to prawdopodobnie najcelniejszy rzut w dotychczasowej karierze wędkarskiej. Poczułem gwałtowne uderzenie, kij wygiął się w pałąk, a potem szalone odjazdy ryby, powroty i salta nad wodą. W duszy modliłem się żeby jej nie stracić. Wiedziałem, mam do czynienia z godnym przeciwnikiem, a w takich chwilach należy zachować zimną krew i nie dać ponieść się emocjom. I to mi się udało. Jeszcze kilka zrywów zszokowanej ryby, kilka salt nad wodą (piękny widok) i po ok.10-15 minutach okazały kropek ląduje na brzegu. Może nie był to rekordowy okaz (2,90kg/63cm), jednak dla mnie niezapomniane spotkanie z rodzajem salmo trutta.

Jurek jak zwykle nie poddawał się i łowił dalej, ja miałem już dość emocji i tylko koledze kibicowałem. Rzucał, kombinował (jak to Jurek) i to chyba dało efekty. Po kolejnym rzucie wędka wygina się i historia się powtarza. Odjazdy, młynki, wyskoki. Chciałem powiedzieć – spokojnie, daj mu się wyszaleć. Wstrzymałem się, co ja będę uczyć „starego” wędkarza. Zresztą, patrząc z boku to wszystko wygląda inaczej, jakby łatwiej, chociaż emocje nie mniejsze. Kazał mi iść w górę rzeki, w kierunku gdzie podążał pstrąg, a on jakby posłusznie, wymęczony podpłynął do brzegu. Uchwyciłem zdobycz oburącz i wręczyłem jego pogromcy. Tak zdziwionych ludzi jak my w tym momencie chyba nie widzieliście.

Byliśmy oczarowani widokiem dwóch pięknych „okazów”. Dla takich chwil warto uganiać się nawet latami, aby takie chwile przeżyć. Mimo niepowodzeń dalej będę pokonywać te bliższe i te dalsze trasy, odwiedzać rzeki,rzeczki czy ciurki bo w takich chwilach właśnie cały urok wędkarstwa. Mam nadzieję, że Jurek będzie nadal kompanem podczas tych podróży. Ilekroć oglądam fotki z tamtych lat, przypomina mi się ten dzień, Dzień Pstrąga.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama