Mija tydzień a co za tym idzie zbliża się niedziela i jedyna szansa na kilkugodzinny wypadzik.
Tradycyjnie pod koniec tygodnia od kilku miesięcy prognozy są przewidywalne czyli ma lać ,wiać no i jak na dworcu w Kielcach :-) No ale odpuścić tę jedyną szanse w tygodniu na choćby godzinny wypad byłby grzechem śmiertelnym. Z samego rana rzut oka za okno no i szok..na dachach zaparkowanych aut pod domem szronu nie stwierdziłem,nieśmiało spojrzałem na termometr i tragedi niema choć rewelacji też - coś około szóstki.
Przeniosłem wzrok na pobliskiego kasztanowca który nieśmiało budzi się do życia o czym świadczą pierwsze przebłyski zieleni a ten stoi niewzruszony żadnym podmuchem czyli nastepny plus dodatni cytując klasyka.
Spokojnie postawiłem wodę na kawkę i postanowiłem bez gonitwy na luzie zaplanowac dzionek,w końcu jeden dzien w tygodniu wolnego ma dać luzik a nie gonitwę...kawka zaparzona a ja słuchając radyjka a dokładnie audycji Doroty Sumińskiej "wierzę w zwierze"co niedziele o 9-tej w TOK-FM planuje co i jak,pierwsze co wymyśliłem to to ze jednocyfrowy wynik na termometrze niejest zbyt komfortowy ani dla białorybu a tym bardziej do moich kości czyli pierwsza decyzja - wczesne popołudnie.
Gdzie ? powtórka z dzikola, no i z kim tu oczywiście pare telefonów i sprawa dograna czyli jak ostatnio po trzynastej...Młlody nie wytrzymał i pojechał wczesniej z tym że po godzinie zadzwonił ze dupa (ani brania) i się zwija .
Sprzęt narychtowany,do busa kwadrans więc ostatni rzut oka na termometr i głęboki oddech +13
Z Hajnelem na miejsce docieramy przed czternastą ,kumpel stawia na delikatnego spina a ja na dwie gruntóweczki,przez godzinkę echo, Hajnel przerabia na spławik a ja jeden kijek na kulkę co po paru minutach daje efekt w postaci krasnopiórki.Zajęty odhaczaniem zdobyczy zawaliłem piękne branie z gruntu ale nie zmartwiło mnie to zbytnio bo w końcu coś się dzieje tym bardziej że i Heniek odnotował niezłe branko.Zaczęliśmy łowić mniej więcej w strefie gdzie przedtem miałem gruntówki z zanętą (płatki owsiane.bułka tarta i troszkę cukru wanilinowanego) cZyli pod przeciwległym trzcinowiskiem .na hakach znowu białe i czerwone meldują się na miejscu z tym ze to tym razem Hajnel ma szczęście w postaci 35-cm karaśka ja natomiast zawalam następne branko. Mija kilka minut i na kule mam następną krasną .
Pewnie było by tego więcej ale musiałem się zwijać by odwiedzić matkę - urodziny ale dzionek uznaję za w pełni udany CZYLI COŚ SIĘ RUSZA !!!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze