Budzę sie rano patrze za okno widze ze jest ladna pogoda.
Długo sie nie zastanawiajac wstaje pakuje sprzet i sadze nad wode.Po drodze zakup sniadania w sklepie i przed godz.9 juz jestem na miejscu.Wybralem sie nie daleko mojej miejscowosci nad J.Goluchow. Ludzi juz dosc sporo ale udalo sie szybko znalesc miejscowke. Wiec zaczynam od rozrobienia zanety Traper na ryby karpiowate(lin karas karp amur). Nastepna czynnoscia bylo ustawienie stojaka i rozlozenie wedzisk.
Opisze moje zestawy: dwa wedziska Shimano All Round-o mx.cierzaze wyz.100gr koszyczki zanetowe z dociazeniem 30gr bez rurek antysplataniowych haczyki nr.10 na przyponie dlugosci 50cm i srednicy 0.14mm zylki glowne 0.20mm Dodam jeszcze ze wialo dosc mocno i jako sygnalizatorow uzywalem elektronicznych czujnikow ze swingerami.Swingery maja powodzenie w wedkarstwie karpiowym ale wymaralem sobie na allegro bardzo lekkie swietnie zdaja mi egzamin.zwykle bombki sie plataja zawsze itp.natomiast ze swingerami nie mam zadnego problemu.
Czas zanecac.Robie to w ten sposob: zaneta w koszyk rzut w wybrane miejsce,czekam az koszyk opadnie na dno mocno szarpie zeby zaneta z niego wystrzelia i powtarzam ta czynnosc jakies 5-10 razy.Sposub ten podpatrzylem w programie wedkarskim Rex-a Hunta:)
Tak wiec wszystko juz mam gotowe i zestawy laduja w wodzie. Jako przynety uzywalem pinek i bialasow.pora na szybkie sniadanie w postaci dwoch batonikow:)Mija pierwsze pol godz i nic.Zwinalem zestawy zmiana robakow zanety w koszyki i do wody troszke blizej lini brzegowej i... po chwili juz pierwsze branie ,swinger az udezyl o wedzisko,szybkie zaciecie .krotki hol i pierwszy leszczyk na brzegu. Humor zdecydowanie sie poprawil.Wmomencie odczepiania zdobyczy branie na drugim zestawie i juz drugi leszczyk na brzegu. Ina tym sie skonczylo na jakos godz.Zadnego brania. Wyzucilem zestawy troszke dalej i znow brania i cztery leszczyki w siatce i znow przerwa w braniach gdzies do godz 13.
nagle delikatniejsze branie ale dosc zdecydowane-zaciecie i piekny gwizd kolowrotka!!!!Rybka zabrala zaledwie jakies 5 m zylki i czuje luz! Sciagam wszystko do brzegu i brakuje haczyka.Nie byla to wina zle ustawionego hamulca tylko moja,widzialem ze mam na przyponie peczek ale niechcialo sie zalozyc nowego przyponu:) No coz nowy haczyk i zestaw w wodzie.Iznowu godzina ciszy.O 14 znow brania!!!!i kolejne leszczyki laduja w siatce w tym mialem jeszcze jedno rwanie przyponu.podejrzewam o to jakies karpiki ktore mogly sie zadomowic w zanecie.Wszystko pieknie szlo do poki sie przyneta nie skonczyla.po godz 15 musialem zakonczyc mile spedzany czas,pora sie pakowac. Sprzet juz w samochodzie.pora zajac sie rybkami.po policzeniu okazalo sie ze zlowilem 15 leszczykow. Ryby wypuscilem,osoboscie nie jestem wielkim smakoszem ryb reszta rodziny tak samo wiec po co zycie zabierac.Namawiam tym samym wszystkich do wypuszczania zdobyczy.Owszem mamy prawo do zabrania sobie rybki na kolacje ale robmy to z rosadkiem i zgodnie z wymiarami i limitami.Pamietajcie ze sami jestesmy odpowiedzialni za rybostany naszych wod. Bierzmy tyle ile faktycznie potrzebujemy a nie po to zeby wypchac zamrazarke do pelna roznymi rybami.
zycze wszystkim zdrowych i wesolych swiat oraz wspanialych chwil spedzonych nad woda.
Komentarze