Reklama

Eliminacje do WCC 2013

23/07/2013 18:37
Jak co roku i tym razem postanowiłem wziąć udział w
Polskich eliminacjach do World Carp Classic. Zawody odbywają się corocznie w
Pobiedziskach na bardzo rybnej wodzie, gdzie lubię łowić choć nigdy nie miałem
możliwości odbycia tam prywatnej zasiadki. Łowiłem tam wcześniej dwa razy
podczas zawodów a w 2012 roku udało nam się wygrać razem z Piotrem
Wasilczukiem. Taki sam skład mieliśmy i w tym roku. Musieliśmy się więc sprężać
i jak to mówią bronić tytułu. Sam przyjechałem dzień wcześniej bo nie lubię
rano wstawać i jechać na łeb i szyję. Po małej wieczornej integracji przywitał
nas piękny słoneczny poranek. Wkrótce dojechał do mnie Piotr i zaczęliśmy
dyskutować jak to się w tym roku potoczy. Co prawda świetnie jest wygrać jednak
specjalnie nam się to nie uśmiechało ponieważ ze względów rodzinnych wyjazd do
Włoch na WCC nie wchodził w tym roku w grę zwłaszcza w moim przypadku.
Postanowiliśmy jednak zrobić wszystko aby nasz wynik był jak najlepszy i
walczyć do końca. Jednak najważniejsze jest losowanie i potem umiejętność
wykorzystania swojej miejscówki w jak największym stopniu.


Po posiłku rozpoczęło się
otwarcie zawodów oraz losowanie stanowisk. Pierwsza próba i wyciągam siódemkę,
którą od razu odrzucam. Drugim razem losuję stanowisko nr 12 i niestety tak już
musi zostać. Byliśmy bardzo zniesmaczeni po tak niekorzystnym losowaniu jednak
na los niema wpływu i trzeba zacząć łowienie i walkę o jak najwyższe miejsce w
miarę możliwości oczywiście.

Rozkładamy się w miarę szybko i
sondujemy dno. Za dużo pracy przy sondowaniu niema ponieważ strona jest bardzo
głęboka już kilkadziesiąt metrów od brzegu jest 10 metrów głębokości. Nadzieję
daje nam powalone drzewo po lewej stronie które przypada dla mnie po naszym
wewnętrznym losowaniu stron. Na skraju drzewa jest 6 metrów a przed nim bliżej
brzegu od 2 do 4 metrów i tam też kładę moje zestawy. Piotr ma nieco gorsze
miejsce bo po prawej nic ciekawego w wodzie niema dlatego postanawiamy aby jego
kije wylądowały na wprost na 7 metrów a drugi kij na prawo na wysokości trzcin.

Tuż o 15 rozpoczyna się walka i
wywozimy nasze zestawy za pomocą modeli zdalnie sterowanych. W tym roku mamy do
dyspozycji dwie łódki z echosondami co znacznie skraca czas wywózki czterech
zestawów i pozwala precyzyjnie położyć zestaw na odpowiednią głębokość.
Wszystko zrobione a my siadamy i wreszcie spokojnie możemy porozmawiać bo
bardzo dawno się nie widzieliśmy ze względu na to że mamy do siebie około
700km. Rozmyślamy i stwierdzamy, że jest to stanowisko gdzie można większą
pracą wydłubać zaledwie kilka karpi a o podium i zwycięstwie można od razu
zapomnieć. Takie stanowiska dają tylko szansę na powalczenie o dwa pierwsze
miejsca w sektorze. Niestety byliśmy we własnym sektorze co dodatkowo nas
zniechęcało do walki ale cóż łowić trzeba bo dopóki kije w wodzie jest
nadzieja.

Reklama


Noc mija w zupełnej ciszy i bez
nadziei o jakiekolwiek branie. Do południa jesteśmy bardzo zniesmaczeni nie
mając ani jednej ryby na macie i żadnego widoku aby cokolwiek mogło się w tym
temacie zmienić. Tymczasem na innych stanowiskach mają już naprawdę sporo ryb
połowionych a zwłaszcza Arek ze stanowiska nr 20. My natomiast siadamy i
jeszcze próbujemy cokolwiek wymyślić aby zacząć łowić ryby. Piotr postanawia
położyć jeden zestaw na zig riga a moje zestawy ciągle trzymamy pod drzewem bo
to jedyna szansa na ryby z naszego stanowiska.


Zbliża się pora obiadowa a mnie
morzy sen i idę się położyć na drzemkę, obmyślając co tu jeszcze zrobić aby
pierwszy karp znalazł się na macie. Najczęściej jest tak, że jeśli nie łowi się
od pierwszej doby to potem niema już szans na dobry wynik ponieważ inni
zawodnicy zbytnio oddalają się dołapując kolejne ryby. Ledwo zamykam oczy a tu
następuje branie u Piotra. Wreszcie mamy pierwszego karpia na macie. Może się
wreszcie coś zacznie dziać pomyśleliśmy. Waga ryby po przyjściu sędziego
wskazuje 12,80kg a więc jest już kontakt. Wkrótce potem Piotr się rozkręca i
łowi kolejną rybę karpia ponad 7kg. Mimo tych ryb wiemy, że pozostałe zespoły
są już daleko z przodu a pierwsze dwie mają ponad 15ryb na macie. Szybko zapada
noc i rano mamy kolejne 4 ryby, w tym Piotra z głębokiej wody 7 metrów pięknego
lustrzenia 14,40kg, ja natomiast zaliczam dopiero swojego pierwszego karpia w
nocy spod krzaka. Po wynikach z drugiej doby stwierdziliśmy, że niema tragedii
zwłaszcza patrząc na stanowisko oraz na to, że całą pierwszą dobę nie mieliśmy
ryby. Mamy 4 ryby o łącznej masie 41,60kg co daje nam nieoczekiwanie 4 miejsce
z czego jesteśmy bardzo zadowoleni oraz zaskoczeni. Jednak to dopiero ledwo
półmetek a więc zabieramy się do cięższej pracy. W zeszłym roku mieliśmy
kilkanaście amurów i próbujemy się do nich dobrać bo one mogą dać nam kolejne
kilogramy. Mamy swoją specjalną strategie na amury, która zawsze nam się
sprawdzała nie tylko podczas zawodów ale także na prywatnych zasiadkach. Ciągle
liczę na amury a Piotr zajął się karpiami.


Po drugiej nocy zaczęły się
kolejne brania. Wreszcie w dzień łowię pierwszego amura ponad 9kg. Widać, że
strategia zaczyna działać. Następnie Piotr doławia kolejnego pięknego karpia
12,70kg, co nas po raz kolejny cieszy. Już widzimy, że mamy szansę na pudło
powalczyć o trzecie miejsce. Dlatego mocno się sprężamy i przyciskamy tematy
aby zwiększyć swoją skuteczność. Jak na razie Piotr ma dobrą passę łowi sporo
karpi w tym kilka ma już złowionych na zig riga a także z dna. Ryby jakby
mocniej się nam ruszyły ale to tylko dzięki dopracowaniu kilku sposobów na ich
złowienie. U mnie melduje się drugi amur ale bez większych szaleństw. Ważne że
od czasu do czasu amury nam punktują. Niestety sam nie mam szczęścia do zig
riga i nie mogę złowić na ten zestaw karpia. Przed nocą mówię Piotrowi, że
następny dzień jest mój i wreszcie muszę poprawić swoją skuteczność.

Po trzeciej nocy wstaje bardzo
wcześnie. Jestem kompletnie niewyspany a to przez trzeciego amura, który
podczas holu wbił nam się w trzciny i narobił sporo zamieszania. Do tego
złamałem jedną wędkę i noc miałem pełną wrażeń. Jednak miałem nadzieję, że to
tylko na szczęście. Jest piąta rano a ja mimo tego, że Piotr nadal śpi już
przewożę zestawy. Wywożę na zig riga i przewożę zestaw spod krzaka. Do metody
zig rig przygotowują specjalną zanętę pracującą tuż przy powierzchni wody oraz
tworzącą słup zanęty wydobywający się od dna aż po powierzchnię. Karpie dobrze
reagują na tego typu zanętę i szybko w nią wchodzą. Kładę zestaw około 50
metrów od brzegu a kulkę o smaku extasy pop up, umieszczam 1 metr pod
powierzchnią wody. Widzę z daleka jak pięknie chmura zanęty unosi się w okolicy
mojego zestawu.

Dosłownie po 5 minutach mam
branie na zig riga. Zacinam i krzyczę do Piotra by wstawał, choć on myślał że
ja ustawiam dopiero wędki. Karp idzie bardzo ciężko dnem. Czuć masę ryby bo
delikatnie piłuje w dno i nie robi przy tym większych zrywów jak to bywa przy
małej rybie. Ryba jest bardzo silna i ciężko ją podciągnąć do brzegu. W tym
czasie Branie następuje u Piotra z dna. Piotr jednak łowiąc kilkanaście metrów
od brzegu wyjmuje bardzo szybko karpia, który ma sporo ponad 13kg. Wreszcie się
rozkręcamy powiedział Piotr wkładając swojego karpia do worka.    Tymczasem ja nadal holuje moja zdobycz.
Minęło chyba 20 minut zanim ją zobaczyłem. Jest piękny i wreszcie się przewalił
przy podbieraku. Piotr szybko go podbiera i na macie widać, że jest to piękny
grubasek. Sędziowska waga wskazała 16kg a więc niewiele jej brakło do
największej ryby zawodów. Jestem bardzo zadowolony z dużej ryby i w dodatku na
zig riga.

Pracujemy nadal i łowimy kolejne
ryby. Po południu przychodzą wyniki i jesteśmy szczęśliwi z 3 miejsca. Po
trzech dobach mamy już 11 ryb i 118kg. Musimy się jednak streszczać ponieważ
jest dość ciasno więc musimy coś dołowić. Ten dzień zdecydowanie należy do mnie
łowię kolejne ryby tym razem spod krzaka. Mam pięknego dwukolorowego karpia i
kolejnego nastokilowca. Ryby mają po kilkanaście kilogramów i biorą w biały dzień.
Ryby weszły w zanętę w postaci kulek extasy oraz Ognizzera a także testową
nowość na kolejny sezon kulek owocowych Secret Forest. Do tego nęcimy różnej
granulacji pelletem o smaku halibuta 20mm, kryla 12mm a także muszli GLM 6mm.
Połączenie takiej grubości pelletów daje nam pracę zanęty przez długi czas od
wsypania zanęty do wody aż po kilkanaście godzin później. Moje ryby w
większości zostały złowione na kulki o smaku Ognizzer w połączeniu z różą oraz
extasy. Piotr natomiast łowił głównie na Adrenalinę a także extasy. Jak nam
czas pokazał kulki z szybką pracą z serii Black Horse zdały egzamin po raz
kolejny na zawodach. Zanętę mocno dopalaliśmy shooterami oraz aminoliquidami,
które są nieodzowne podczas każdej mojej zasiadki.

Ostatni ranek przywitał nas
słoneczkiem a my od czwartej zaczęliśmy pracę. Łowię kolejnego karpia a tuż
przed końcem zawodów ostatniego doławia Piotr. Jesteśmy już prawie pewni, że
trzeciego miejsca nikt nam już nie odbierze. To zresztą i tak więcej niż się
spodziewaliśmy z tego miejsca. Kończymy zawody łowiąc po 8 ryb każdy i się
śmiejemy, że podobnie mieliśmy przed rokiem wtedy też było po równo ale po 11
ryb. Udaje nam się także złowić 3 amury chyba najwięcej sztuk na drużynę
spośród pozostałych. Do tego dochodzi wspaniały lustrzeń 16kg. Jesteśmy bardzo
zadowoleni, że dzięki ciężkiej pracy wróciliśmy do gry o podium. W sumie łowimy
16 ryb o łącznej masie 206kg. W zeszłym roku pierwsze miejsce i zwycięstwo w
tym roku trzecie miejsce i śmiejemy się z Piotrem, że brakuje nam tylko drugiego.
Ale cóż była to dla nas kolejna wspaniała przygoda i wielkie przeżycie z
pewnością wrócimy tam za rok a losowanie i czas pokaże co z tego wyniknie.

Dziękuję Piotrowi za wspaniałą
zasiadkę i wszystkim tym, którzy tam byli i walczyli do końca.



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama