Gdy zaczynałem przygodę z rybami , nikt w mojej najbliższej rodzinie nie wędkował . Musiałem praktycznie sam do wszystkiego dochodzić . Było to trudne , bo nie było komputerów , w telewizji czarno-białej jeden , a potem dwa programy , w których nie było programów wędkarskich . Książek o tematyce wędkarskiej mało i trudno dostępnych . Korzystałem z ÂÂ WW , które pożyczał mi od swojego wujka kolega . Pozostało podglądanie starszych wędkarzy , którzy tak jak i dzisiaj w większości zazdrośnie strzegli swoich tajemnic w poławianiu ryb . Początki wędkowania , to kij leszczynowy lub lepszy , bo dłuższy z sosny z końcówką z jałowca . Po kilku latach dorobiłem się składanego bambusa . Dzisiaj młodzi mają łatwiej , bo są komputery , kilka gazet wędkarskich , ale też trzeba myśleć i kombinować , jak przechytrzyć rybkę . Obserwując mojego wnuka i jego kolegów , stwierdzam , że mimo tych udogodnień i tak najlepiej wędkują młodzieńcy , którymi od małego zajął się ktoś z bliskiej rodziny(ojciec , dziadek ,wujek) . Myślę , że ci których znam łowią już skuteczniej niż ich nauczyciele . Gdy na zawodach przegrywałem z takimi , co ich wprowadzałem w wędkarstwo , to koledzy się ze mnie śmieli , a ja byłem dumny , że uczeń przerósł nauczyciela . Obecnie , mój najmłodszy uczeń i jego koledzy(wszyscy są jeszcze juniorami) mają na rozkładzie rybki , o jakich mogę tylko pomarzyć . Na zdjęciach są tylko niektóre rybki , jakie zaliczyli tylko w tym roku .
Komentarze