Jak pamiętam złowienie w moich okolicach dorodnego, złocistego karasia, to zawsze była sztuka nie lada, połączoną z dużym szczęściem? Jej piękno i legendy sprawiały, że z zasady ryba wracała do wody. Jednak tam czyhały na nią drapieżniki, w tym sumy. Małe egzemplarze tego gatunku, z racji łatwo dostrzegalnego złocistego blasku, zawsze były najlepszym żywcem na szczupaka. Ich populacja spadała. Bardziej odpornym okazał się karaś srebrzysty. Tym nie mniej każdy gospodarz łowiska zabiega by mieć w swoim akwenie właśnie złotego karasia. W literaturze spotkałem się z nazwą - złocisty dysk.
Najpiękniejsze złociste dyski pochodzą ze zbiorników o gliniastym podłożu. Łowisko glinki Hosera, ma właśnie takie specyficzne podłoże, w którym karaś czuje się doskonale. Starania prezesa Stowarzyszenia w tym zakresie były trafione i przyniosły znakomite efekty. Populacja na tym łowisku jest tak liczna, że łowione są bez gruntownego zanęcania i to praktycznie na całym akwenie. Najchętniej chwytają kukurydzę, białe robaki, ciasto i kanapki z białymi robakami lub pinką. Jednak kolorowa pinka przebija wszystkie inne przynęty. Zawsze można (szczególnie rano), złowić tu kilka sztuk tej pięknej ryby. Prawdziwą ucztą wędkarską jest łowienie batem i hol ponad 30 cm. okazu. (wysokość ryby przekracza ponad połowę jej długości). Smaczku dodaje przyległe trzcinowisko. Jednak twarde wargi tej ryby, gwarantują pewne zacięcie i pewny hol.
Podkreślam, że złoty karaś na tym łowisku jest chroniony wewnętrznym regulaminem, więc wszystko wraca do wody, ale w pamięci na długo pozostaje ten bliski kontakt z tą najpiękniejszą rybą na naszych łowiskach.
Komentarze