Reklama

Grunt wygrał ze spławikiem

13/04/2015 07:56

Jak to często bywa w dzień wyjazdu na ryby, obudziłem się jeszcze przed budzikiem. Uśmiech od razu zawitał na mojej twarzy, bo przez okno widziałem bezchmurne niebo, a pierwsze promienie słońca rozświetlały poranną szarówkę. Ten widok, dodał mi energii, której tak często brakuje zaraz po wstaniu z łóżka. "Napijesz się kawy"?, moja kochana żonka przeciągając się na łóżku zapytała. "Pewnie, że tak", odparłem. "To jak będziesz robił, to mi też zrób"...Nie do końca tego się spodziewałem, ale cóż. Chwilę później zadzwonił kumpel Roman, że już wyjeżdża z pod domu. Jest to odpowiednia ilość czasu, aby wypić kawę, ubrać się i wyjść. Tak też zrobiłem. Bez zbędnego przeciągania, wrzuciłem sprzęt na tylne siedzenie i ruszyliśmy.

Reklama

Na łowisku byliśmy około ósmej rano, a już stały dwa auta. Jak się później okazało należące do karpiarzy, którzy zrobili sobie weekendową zasiadkę. 

Tego dnia przewidziałem dla nas drobne zawody. Wolę łowić na spławik, a Roman na grunt. Rozłożyłem swoje dwie matchówki, a Roman swoje feedery. "Dam ci szkołę" - pomyślałem, uśmiechając się pod nosem. Oczywiście miałem dużo więcej pracy niż Roman, bo naładowanie zanęty w koszyczek ma się nijak, do zmontowania zestawu, wygruntowania łowiska i punktowego nęcenia. Tak czy owak, około godziny 08:45 rozpoczęliśmy nasze zawody. 

Reklama

Nie minęła godzina, a Roman zaliczył pierwszą 15 cm płotkę, powiedział, że wzięła bardzo delikatnie i do końca nie był pewny czy to branie. Pomyślałem, że będę miał przewagę, bo mój sprzęt wydawał się być dużo delikatniejszy od 10 gramowego koszyczka. Po około 30 minutach Roman zalicza kolejne branie, tym razem tak agresywne, że aż cały stojak zadrżał. Zacięcie, lekki opór i kolejna płotka, podobnej wielkości co poprzednia już jest na brzegu. Dochodziła już dziesiąta, a u mnie nic, nawet puknięcia.

Na łowisko zajeżdżają kolejne auta zapaleńców. Część z łódkami, część na spławik z brzegu, niektórzy podchodzą i pytają jak wyniki. Wszędzie czuć zapał i głód wędkowania. Dzień zapowiada się wspaniale.

Reklama

Czas mija, a u mnie ciągle bez brań. Pomimo tego, że jedną wędkę przerzuciłem pod trzciny, zmieniając grunt z 4 m na 2 m. Zmiany przynęt także nic nie dały. W końcu postanowiłem, że zwinę jedną wędkę i rzucę koszyczek. Nie oznaczało to jednak poddania się, jedna matchówka ciągle walczyła. Po około 30 minutach na moim koszyczku zaliczam pierwsze branie, dość silne. Zacięcie i po chwili już wiem, żę to żaden okaz. Nie mniej jednak pierwsza płotka cieszy. Około godziny 12:00 postanowiłem poddać walkę i drugą wędkę także zmienić na grunt. Jak poprzednio, tak i tym razem nie musiałem zbyt długo czekać na branie. Zacięcie, krótki hol i kolejna płotka ląduje w mojej dłoni. To ostatecznie pogrążyło moją ulubioną matchówkę. Tego dnia wędkarze wracający łódkami z innych łowisk, także nie mieli wyników na spławik, kogo bym nie zapytał to pusto, bez puknięcia. Ze stanowiska karpiarzy po drugiej stronie jeziora usłyszeliśmy, charakterystyczny długi pisk sygnalizatora i po około minucie wykrzyczane dwa słowa (wulgaryzm) - "JA PIER*OLE!". Nie wiem czy był to okrzyk radości na widok sporej ryby, czy okrzyk wkurzenia bo ryba się zerwała, a może jeszcze coś innego...

Suma sumarum, w tym dniu, przy tych warunkach i na tym jeziorze, grunt wygrał ze spławikiem. Nie oznacza to wyższości gruntu nad spławikiem, w żadnym wypadku. Oznacza to jedynie, że do następnego wyjazdu będę musiał znosić drwiny kumpla. Co jakiś czas będziemy kontynuować zmagania gruntu i spławika. Jestem jednak przekonany, że na koniec sezonu, to spławik będzie górą.

Reklama

W najbliższym czasie na pierwszy plan pójdą szczupaki! Majówka zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nią nasze pierwsze szczupakowe łowy!

Jak zwykle, zapraszam na wideo relację.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama